Który to już raz Cracovia gra o życie? Z roku na rok jest coraz gorzej. Teraz czas na Widzew

Trzeszczące kości, czerwone kartki i nieodrobione lekcje. Piłkarze z ul. Kałuży w piątek podejmują Widzew Łódź (godz. 18, relacja sport.pl) w spotkaniu, które pokaże, czy potrafią wyciągać wnioski
Przed gospodarzami pierwszy z ostatnich czterech meczów o utrzymanie. Co roku w kolejkach kończących sezon zdobywają coraz mniej punktów: w 2007/2008 aż siedem, w 2009/2010 cztery, a przed rokiem już tylko trzy. Statystyka jest zatrważająca, bo krakowianie potrzebują pięciu punktów, by wyprzedzić Lechię Gdańsk i dodatkowo muszą liczyć na porażki gdańszczan do końca rozgrywek.

Lekcja z lekceważenia

Dotychczas zawsze udawało się osiągnąć cel. Tym razem Cracovia nie może jednak liczyć na łut szczęścia, bo dojdzie do powtórki sprzed roku. Wówczas w 28. kolejce na stadion przy ul. Kałuży przyjechał Widzew. Gospodarze zajmowali przedostatnie miejsce i toczyli dramatyczną walkę o utrzymanie. - Może rywale nas zlekceważą, bo już o nic nie walczą - mówił jeden z piłkarzy Cracovii.

Przeliczył się, bo Widzew wyjechał z Krakowa z trzema punktami, krakowianie ciągle byli w strefie spadkowej. Wydostali się z niej dopiero w przedostatniej kolejce. - Czy wyciągnęliśmy wnioski z tamtej lekcji? Każdy mecz jest inny. Zdajemy sobie sprawę, jak ważna batalia przed nami, i celem będzie zwycięstwo - zapewnia Sławomir Szeliga, który pod Wawel trafił właśnie z Łodzi.

Jednak trener Kafarski zaskoczył dziennikarzy na konferencji prasowej, gdy bez ogródek stwierdził, że liczy na dekoncentrację i słabszą motywację rywali. - W głowach piłkarzy Widzewa nie ma złości, bo mają już zapewniony byt. Być może to będzie nasz atut. Przed nami takie spotkanie jak z Podbeskidziem, bo łodzianie są w podobnej sytuacji. Nie spodziewam się jednak łatwego meczu - podkreślał szkoleniowiec.

Szeliga, strzelec ostatniej bramki dla Cracovii w pojedynkach z Widzewem, dodaje, że to mecz o życie. Ale ten slogan wszyscy jego koledzy powtarzają od kilkunastu kolejek, a później wychodzą na boisko i prezentują się tak, jakby im na tym życiu nie zależało. Przeciwko Polonii zagrali apatycznie, bez pomysłu, a spotkanie rozpoczęli zdekoncentrowani i szybko stracili gola. - Po tej porażce niewiele się zmieniło, bo straty do konkurentów są takie same. Chłopcy zobaczyli w Warszawie, że różnica między najlepszymi zespołami a tymi, którzy mają inne cele, nie jest duża. Mam nadzieję, że to podniesie ich na duchu i nie zniechęci do walki - mówi Kafarski.

Poza tym krakowianie mają z łodzianami rachunki do wyrównania. W trzech ostatnich meczach tych drużyn sędziowie pokazali aż pięć czerwonych kartek. Jesienią krakowianie kończyli spotkanie w ośmiu, przegrali 0:1 i osiedli na dnie tabeli. Szeliga zapewnia, że i tym razem kości będą trzeszczały. - Nie możemy odstawiać nóg i tracić koncentracji w kluczowych momentach - podkreśla pomocnik gospodarzy.

Podobne problemy

Zarówno Cracovia, jak i Widzew mają kłopoty z rozkapryszonymi gwiazdami. W Krakowie z trenerem nie może dogadać się Saidi Ntibazonkiza (choć konflikt już zażegnano), w Łodzi do drużyny Młodej Ekstraklasy został przeniesiony protestujący Dudu. Obaj trenerzy spędzili więc tydzień na szukaniu kompromisów oraz rozwiązań dla linii obrony. Kafarski znów nie będzie miał do dyspozycji Jana Hoszka i Łukasza Nawotczyńskiego, a w Widzewie z powodu kartek pauzują Hachem Abbes i Ugo Ukah.

Być może to zachęci Cracovię do bardziej ofensywnej piłki. W Warszawie Kafarski postawił na trzech defensywnych pomocników, tym razem może zdecydować się na wariant z dwójką napastników - Koenem van der Biezenem i Bartłomiejem Grzelakiem. Niewykluczone, że na skrzydło wróci Ntibazonkiza. - Jeżeli będzie czuł się dobrze, to jest duża szansa, że zacznie mecz od początku - mówi Kafarski.

Transmisja meczu w Canal+ Sport i Polsat Sport, relacja na krakow.sport.pl.