Historia, muzyka, polityka... W Cracovii są piłkarze, którzy łamią stereotypy

W szatni Cracovii trębacz amator i historyk pasjonat zaprzeczają wizerunkowi piłkarza. - Jaki jest stereotyp naszego zawodu? Wiadomo: łańcuch, fura, skóra i komóra - śmieje się obrońca Mateusz Żytko.
On i Marcin Budziński poznali się przypadkiem, ale okazało się, że mają wspólne zainteresowania. Dość nietypowe, bo w piłkarskiej szatni rzadko rozmawia się np. o historii, polityce czy muzyce. - Ale opinia, że piłkarz jest mało inteligentny, nie zawsze się sprawdza. I dowodem jest np. Mateusz, choć nie tylko. Na zgrupowaniach nietrudno spotkać piłkarza z książką w ręku - uważa Budziński.

Z nosem w książce

Anegdota ze zgrupowania Polonii Bytom, gdzie grał Żytko, zanim trafił do Cracovii. Do pokoju piłkarza wchodzi trener i w oczy rzuca mu się gruba książka historyczna. - To Żytki? Niech lepiej o taktyce poczyta! - rzuca z przekąsem i wychodzi.

Koledzy z Cracovii też często żartują, kiedy widzą, że Żytko znowu ma nos w książce. - Każdy ma własny pomysł na zabijanie wolnego czasu, a ja łączę przyjemne z pożytecznym. W szkole za lekturami nie przepadałem, bo niektóre są jak flaki z olejem. Mimo to zawsze byłem humanistą, fizyki czy matematyki nie lubiłem, a dzięki książkom mogę np. wzbogacać słownictwo - opowiada Żytko.

Najczęściej czyta książki fantasy, ale równie chętnie o historii. Szczególnie poleca powieści Kena Folletta. Interesuje się też polityką. I przyznaje, że zdarza mu się wściekać, kiedy ogląda wiadomości, bo dziś w Polsce "nie dzieje się dobrze".

Żytko i Budziński trafili do pokoju na zgrupowaniu w Hiszpanii. - Kiedy zobaczyłem, że Marcin wyjmuje książki, zadzwoniłem do żony i powiedziałem, że z Budzińskim na pewno się dogadamy. Potrafiliśmy w milczeniu siedzieć i czytać, ale to nie była męcząca cisza - wspomina Żytko.

Szczerość, która popłaca

Większą pasją Budzińskiego jest muzyka. Mama i brat przekonywali go, by zapisał się do szkoły muzycznej. Początkowo opierał się, ale w końcu uległ. Nauczył się gry na trąbce, a już wcześniej znał kilka utworów na fortepianie. Kiedy dostał się do szkoły drugiego stopnia, stanął przed wyborem. W końcu zamiast do Olsztyna, gdzie czekał na niego kolejny etap edukacji, pojechał do Arki Gdynia.

- Nie żałuję, że wybrałem futbol, bo wielkim muzykiem nigdy bym nie został. Zresztą wielkim piłkarzem też już nie będę. Nigdy nie uważałem, że mam wielki talent do piłki, ale myślałem, że uda się zostać choćby przeciętniakiem na poziomie ekstraklasy. Okazuje się, że nawet to jest dla mnie za trudne - opowiada Budziński.

- To mocne słowa - mówimy.

- Staram się nazywać rzeczy po imieniu - odpowiada. - Czasami miałem wrażenie, że jestem aż za bardzo chwalony za występy. Ostatnio często zastanawiam się, co ja robię na treningach, skoro gra w piłkę mi nie idzie.

Więcej ciekawostek o małopolskim sporcie na Facebooku Kraków - Sport.pl »


Piłkarze rzadko są aż tak samokrytyczni. W równie gorzkim tonie wypowiadał się w ubiegłym roku Żytko. Po jednym z najgorszych występów w karierze przeciwko Lechowi Poznań wyszedł do dziennikarzy ze łzami w oczach. Bił się w piersi i tłumaczył tak przekonująco, że oprócz krytyki za występ zebrał pochwały za postawę poza boiskiem. Telewizja Polsat wyemitowała nawet krótki reportaż, przeciwstawiając go m.in. politykom, którzy nie potrafią przyznać się do błędu.

Komu sodówa uderza

Budziński interesuje się też kinematografią. Amatorską kamerą nagrywa nawet etiudy, ale zapewnia, że to tylko wygłupy przeznaczone dla najbliższych przyjaciół. Umiejętnościami muzycznymi też chwali się niechętnie, choć zdarzało się, że podczas zgrupowań dawał minikoncerty na pianinie. - Dziękuję tym, którzy namawiali mnie, bym poszedł do szkoły muzycznej. W młodości człowiek był głupi, nie wiedział, do czego może być mu potrzebna umiejętność gry na instrumencie. Teraz to dla mnie hobby, które pozwala mi nie myśleć tylko o piłce - mówi Budziński.

Żytko: - Czy piłkarzowi często odbija palma? Po treningach trochę czasu mamy, więc jak akurat ktoś nie czyta książek, to może się nudzić (śmiech). Nic dziwnego, że gdy zawodnik zarobi trochę większe pieniądze, to zaczyna latać po galeriach handlowych. Ale często kiedy uderza mu sodówa do głowy, potem dostaje dzwon i bierze się do roboty. Zresztą nie można uogólniać, tylko każdego oceniać indywidualnie.