Andrzej Kobylański: Chciałem być blisko piłki

Srebrny medalista olimpijski będzie pomagał Dariuszowi Pasiece w uratowaniu Cracovii przed spadkiem z ekstraklasy.
Większość kariery piłkarskiej spędzili na niemieckich boiskach. Niespełna 42-letni Kobylański był bardziej znanym zawodnikiem niż przełożony. Grał m.in. w 1. FC Koeln, Hanowerze 96 czy Energie Cottbus. Sześć razy wystąpił w reprezentacji Polski, zdobył też wicemistrzostwo na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku.

Piotr Krukowski: Kiedy dostał pan ofertę?

Andrzej Kobylański: Ciężko mówić o ofercie. Zadzwonił trener Pasieka, a z działaczami rozmawiałem o kontrakcie. Nie jest jeszcze podpisany, ale zrobię to w przyszłym tygodniu. Będzie obowiązywał do końca sezonu. To, czy zostanie przedłużony, zależy od tego, czy drużyna utrzyma się w lidze.

Długo zna się pan z Pasieką?

- Jesteśmy kolegami z boiska. Przypadkiem spotkaliśmy się kilka miesięcy temu. Byliśmy gośćmi programu telewizyjnego ["Siłownia" w Orange Sport - przyp. red.]. Potem luźno rozmawialiśmy i któryś z nas wypalił, że fajnie byłoby kiedyś razem pracować. Nawet nie spodziewałem się, że tak szybko do tego dojdzie (śmiech ). Propozycję dostałem pod koniec roku. Po tym, jak klub rozstał się z dotychczasowymi współpracownikami trenera. Zależało mi, by pozostać przy piłce. Niezależnie od tego, czy będzie to praca na ławce trenerskiej, czy w gabinecie.

A kiedy sprowadzi pan do Cracovii syna Martina, który grał w młodzieżowych kadrach Polski i Niemiec?

- Jest związany kontraktem z Energie. W Niemczech chodzi do szkoły, ale czas pokaże.