Sport.pl

Cracovia - królowie nietrafionych transferów

Janusz Filipiak w 2011 roku chętnie sięgał do kieszeni po pieniądze na nowych piłkarzy. W tym będzie musiał zrobić to po raz kolejny, bo jego Cracovia zaliczyła sporo transferowych wpadek i konieczna jest wymiana części składu.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Działacze przez minione 12 miesięcy zaprezentowali aż 18 nowych piłkarzy (z niektórymi dogadali się jeszcze pod koniec 2010 roku), ale mogą być dumni jedynie z kilku wzmocnień. W 2012 r. trzeba im życzyć więcej cichych bohaterów (jak Jan Hoszek czy Wojciech Kaczmarek) niż upadłych gwiazd (jak Piotr Giza czy Andrzej Niedzielan). I tego, by transferowe hity nie przeradzały się już więcej w gigantyczne rozczarowania.

W ubiegłym roku Cracovia sprowadziła następujących piłkarzy (w kolejności od najlepszego do najsłabszego):

1. Wojciech Kaczmarek - gdyby nie on, Cracovia być może grałaby teraz w I lidze, a już na pewno tkwiła na szarym końcu tabeli ekstraklasy. Nie sposób policzyć, ile punktów uratował skutecznymi interwencjami. Kiedy jego koledzy z pola zawodzili, on trzymał poziom. Co równie ważne, nie zdarzały mu się głupie wpadki, jak poprzednikowi Marcinowi Cabajowi.

2. Jan Hoszek - bardzo pozytywna transferowa niespodzianka. Do klubu wszedł po cichu, a trener Jurij Szatałow nie chciał na niego stawiać. Dlatego wydawało się, że słuch szybko o nim zaginie. Nic bardziej mylnego, bo w rundzie jesiennej Hoszek był najrówniej grającym piłkarzem Cracovii z pola. Mimo ledwie 22 lat imponuje spokojem i starsi koledzy mogą się od niego uczyć.

3. Aleksiejs Visznakovs - Szatałow uważał, że to najlepszy z jedenastu transferów, jakie Cracovia przeprowadziła ubiegłej zimy. Wygląda na to, że miał rację. Choć Visznakovs często rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych (przegrywał rywalizację m.in. z Saidim Ntibazonkizą), to równie często jego wejścia dodawały Cracovii skrzydeł.

4. Krzysztof Nykiel - nie ustrzegał się błędów, ale grał solidnie i można było na niego liczyć. Przynajmniej w defensywie, bo bał się podjąć ryzyka i jako prawy obrońca zdecydowanie za rzadko podłączał się do akcji ofensywnych. Ale krakowianie nie mogą żałować, że zatrudnili go przed sezonem.

5. Andraż Struna - pokazał, że jest wszechstronny, bo radził sobie zarówno na boku obrony jak i w roli defensywnego pomocnika. Mimo to nie wybił się ponad przeciętność, ale nie wolno go skreślać. Tym bardziej że w tym roku skończy zaledwie 23 lata, a jego kontrakt z Cracovią wygaśnie dopiero po sezonie 2013/14.

6. Mateusz Bartczak - ostatni z 11 zawodników sprowadzonych poprzedniej zimy. Cracovii bardzo zależało, by go zatrudnić, bo zgodziła się podpisać nietypową, czteromiesięczną umowę (później została przedłużona). Doświadczony pomocnik miał powtórzyć to, co prezentował rundę wcześniej w Zagłębiu Lubin i wprowadzić spokój do środka pomocy. Udawało mu się to tylko od czasu do czasu. Często jednak bił rekordy w niecelnych podaniach.

7. Łukasz Nawotczyński - ciągle trudno go ocenić, bo długo leczył kontuzję mięśnia dwugłowego i grał niewiele. Jeśli już, to zawsze od pierwszej do ostatniej minuty, chociaż ze zmiennym szczęściem. Np. przeciwko Wiśle zdarzały mu się głupie wpadki, a w Kielcach z Koroną pokazał spokój sapera. Cracovia jeszcze może mieć z niego pożytek.

8. Szymon Gąsiński - niczym nie zasłużył na krytykę, ale na pochwały też sobie nie zapracował. Obroniony rzut karny w mało istotnym meczu Pucharu Polski to za mało. Jeśli w ogóle pojawiał się między słupkami (cztery występy), to zazwyczaj nie popełniał rażących błędów (poza wpadką z meczu PP przeciwko Ruchowi). Ale droga do pierwszego składu przed nim długa, bo konkurenta ma na razie nie do pobicia.

9. Vule Trivunović - pobytu w Cracovii zapewne nie będzie pamiętał zbyt dobrze. Jego przygoda z krakowskim klubem skończyła się po pół roku nieoczekiwanym zesłaniem do rezerw. Pod Wawelem też za nim nikt raczej nie zatęskni, choć kilka dobrych wspomnień zostawił. Długo był podstawowym stoperem, a w dodatku zdobył dwa gole.

10. Koen van der Biezen - 16 bramek strzelonych w 32 meczach drugiej ligi holenderskiej dawało nadzieję, że to może być transferowy strzał w dziesiątkę. Wyszło na odwrót. Napastnik twierdzi, że po przyjeździe do Krakowa był zagubiony i osamotniony, ale potem dołączyła do niego dziewczyna i wszystko się ułożyło. Szkoda że tylko poza boiskiem, bo między obrońcami rywali był bezradny niczym małe dziecko. Kibice i tak są mu wdzięczni, bo jedynego gola zdobył w derbach przeciwko Wiśle, a takie trafienie jest dla nich niemal cenniejsze od złota.

11. Mateusz Żytko - sypały się na niego pochwały, a jedna z ogólnopolskich telewizji poświęciła mu nawet reportaż w popołudniowym paśmie. Kłopot w tym, że nie za solidną czy widowiskową grę, tylko. postawę poza boiskiem. Po koszmarnym występie przeciwko Lechowi Poznań wyszedł do dziennikarzy i skruszony cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania, czym zyskał sympatię. - Nie spodziewałem się, że będą mnie za to chwalić - przyznał potem. Jednak piękne słowa nie wystarczyły i został odsunięty do Młodej Ekstraklasy. Wrócił po miesiącu i końcówkę rundy miał udaną. Ale już nie grał jako stoper tylko lewy obrońca. Na tej pozycji odpowiedzialność jest zdecydowanie mniejsza i to mu pomogło.

12. Władimir Boljević - był próbowany w roli rozgrywającego, ale szybko udowodnił, że jest zdecydowanie za mało kreatywny. Warto było go ściągnąć jedynie dla uderzenia z doliczonego czasu w meczu z GKS-em Bełchatów. Dzięki temu że idealnie przymierzył z rzutu wolnego, Cracovia zdobyła trzy punkty. Ale działacze dobrego biznesu na nim nie zrobili. Na więcej pochwał nie zasłużył.

13. Andrzej Niedzielan - wielki zawód zimowego okienka transferowego. Działacze plują sobie w brodę, że zaoferowali mu lukratywny kontrakt i w Sylwestra udało się go zerwać. Do tego zastanawiają się zapewne, co poszło nie po ich myśli. Za zatrudnieniem Niedzielana przemawiało przecież prawie wszystko, w tym tytuł wicekróla strzelców ekstraklasy zdobyty sezon wcześniej. Ale w Cracovii strzelił tylko jednego gola (inna sprawa, że bardzo ważnego) i często przegrywał rywalizację z równie mało skutecznym van der Biezenem. Narzekał na brak podań od kolegów, ale większa część winy leżała raczej po jego stronie.

14. Tamir Kahlon - kolejny głośny niewypał. Kibice czekali na niego niemal jak na zbawiciela. Miał być rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, który wypełni lukę po odejściu Mateusza Klicha do VfL Wolfsburg. Negocjacje między Maccabi Tel Awiw a Cracovią ciągnęły się ponad dwa tygodnie. Kluby doszły do porozumienia kilka godzin przed zamknięciem zimowego okna transferowego. I co? Kahlon wyróżnił się szybkością, ale nie pokazał ani bramek, ani asyst. Nie sprawdził się nie tylko na środku pomocy, ale też jako skrzydłowy. Przygodę Izraelczyka z Cracovią podsumowuje konflikt, który jego menedżer toczy z działaczami. Twierdzi, że krakowianie zalegają Kahlonowi z pensjami, nie zapłacili też za wypożyczenie, a jemu prowizji za transfer. Klub próbuje pozbyć się zawodnika.

15. Bojan Puzigaca - jedynie wejście do Cracovii miał imponujące. Przyjechał na sparing, zmęczony podróżą zagrał tylko w drugiej połowie i to wystarczyło. Usłyszał kilka ciepłych słów od trenera Szatałowa, a dzień później podpisał kontrakt. To była jedna z większych pomyłek szkoleniowca. Potem pytany, dlaczego nie stawia na Bośniaka, teatralnie łapał się za głowę. Puzigaca drugą szansę dostał od Dariusza Pasieki, ale grał tak niepewnie, że kiedy dobiegał do piłki, przerażeni kibice powtarzali gest Szatałowa.

16. Pavol Masaryk - kolejny żywy dowód na to, że w Cracovii strzelanie bramek jest niemal zakazane. Słowak miał być lekiem na małą skuteczność. Do sprowadzenia go do Krakowa zachęcał m.in. tytuł króla strzelców słowackiej ekstraklasy. Ale pod Wawelem pokazał jedynie bezradność. Jeśli w ogóle dostawał szanse, to ich nie wykorzystywał i szybko wrócił w rodzinne strony. Dziś gra w MFK Rużemberok i. jest liderem klasyfikacji strzelców.

17. Rok Straus - działaczy pewnie skusiło atrakcyjne CV piłkarza. W wieku 17 lat trafił do szkółki Interu Mediolan i po przyjściu do Cracovii opowiadał, że miał okazję podpatrywać m.in. z Francesco Coco i Christiana Vieriego. Z włoskiej szkoły futbolu wyniósł niewiele albo nic, bo teraz można napisać o nim tyle, że pojawia się na treningach pierwszej drużyny. U trenera Pasieki nie zagrał ani razu. Szatałow zazwyczaj wpuszczał Słoweńca w drugiej połowie, a tylko raz wystawił w pierwszym składzie. Ten odpłacił się słabą grą i zszedł po przerwie.

18. Piotr Giza - jego pojawienie się na treningu było hitem. Miał być mózgiem drużyny, który sprawi, że Cracovia będzie grała widowiskowo. Ale spektakularny był tylko jego upadek. Ani razu nie zagrał przez pełne 90 minut, odszedł po pół roku i najprawdopodobniej zakończy karierę. Rok 2006, kiedy dostał powołanie na mistrzostwa świata, musi mu się wydawać bardzo odległy.

Tutsi i Hutu grają w jednej drużynie - z wizytą u Saidiego Ntibazonkizy


Więcej o: