Cracovia bije na Legii rekordy

Ultradefensywna taktyka trenera Datriusza Pasieki zdała egzamin. Choć Cracovia pół godziny grała w osłabieniu po czerwonej kartce dla Andraża Struny, to jako pierwsza drużyna w tym sezonie ekstrakalsy nie dała sobie wbić przy Łazienkowskiej i wywiozła punkt.
Trener Dariusz Pasieka przyjechał do Warszawy przede wszystkim, by nie przegrać. W tym celu wystawił skład bez nominalnego napastnika Na ławce usiedli obaj gracze ataku - Andrzej Niedzielan i Koen van der Biezen. Za to, by nie dopuścić rywali do strzelenia gola dbało aż ośmiu zawodników. Dobrze ze sobą współpracował duet stoperów Łukasz Nawotczyński - Arkadiusz Radomski (zagrali ze sobą na tej pozycji dopiero po raz drugi od kiedy są w Cracovii)

Trener Pasieka liczył na to, że gdyby nadarzyła się szansa na zdobycie bramki, to tercet szybkich i dobrze wyszkolonych ofensywnych piłkarzy - Suworow-Visznakovs- Ntibaznonkiza zdoła pokonać Duszana Kuciaka. Tymczasem do przerwy żadna z drużyn nie stworzyła 100 proc. sytuacji.

Bliżej strzelenia gola była Cracovia. Po kwadransie Mołdawianin minął dwóch rywali, ale strzał odbił bramkarz, a dobitka Andraża Struny została zablokowana. Przed przerwą Ntibazonkizę w ostatniej chwili ubiegł Kuciak,.

Od początku drugiej połowy do ataku rzucili się gospodarze. Na dodatek siła ataku Cracovii jeszcze została osłabiona, bo kontuzji doznał Aleksndru Suworow. A od 63 min goście grali w osłabieniu po tym jak drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną zobaczył Andraż Struna.

Gospodarze zaciekle atakowali, ale najczęściej Nawotczyński był we właściwym miejscu we właściwym momencie albo gospodarze nie potrafili zakończyć akcji celnym strzałem bądź dali się złapać na pozycji spalonej. Piłkarze trenera Pasieki bili kolejne rekordy - żadnej ligowej drużynie nie udało się dłużej zapobiec utracie gola niż Cracovii (najpóźniej gola stracił Śląsk - w 77 min). Okazali się też pierwszym zespołem z ekstraklasy, który nie dał sobie wbić bramki przy Łazienkowskiej. Przerwali też passę czterech zwycięstw z rzędu drużyny Macieja Skorży na własnym boisku.

Na dodatek w końcówce szanse na gola miał Koenj van der Biezen, ale z ostał zablokowany