Cracovia w Chorzowie gola strzeliła, ale przegrała 0:2

Ostatnia drużyna ekstraklasy przez godzinę mogła liczyć, że ze Śląska przywiezie punkt. Tragedię krakowian rozpoczęło samobójcze trafienie Łukasza Nawotczyńskiego.
Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Cracovii tylko na Facebooku Kraków - Sport.pl »

Krakowianie chcieli zagrać na przekór historii, bo w Chorzowie po raz ostatni wygrali w lidze 60 lat temu. O tym, jak trudno gra się przy ul. Cichej, przekonali się też tydzień temu. W Pucharze Polski przegrali po dogrywce 1:2, choć już w regulaminowym czasie mogli stracić kilka bramek.

- Tamten mecz, choć przegrany, pokazał, że możemy powalczyć z trzecią drużyną ekstraklasy - przekonywał Dariusz Pasieka, trener Cracovii.

Zgodnie z przewidywaniami wystawił inny skład niż wtedy. W środku obrony kolejną szansę od pierwszej minuty dostał Nawotczyński. Do jedenastki wskoczył też Saidi Ntibazonkiza, który ze zgrupowania reprezentacji Burundi wrócił w czwartek i do szatni wpadł trzy minuty przed treningiem.

W pierwszej połowie piłkarze obu drużyn za wszelką cenę chcieli pokazać, kto lepiej gra w powietrzu. Pod bramką gospodarzy było groźnie po strzałach głową Bojana Puzigacy, Koena van der Biezena oraz Krzysztofa Nykiela, dla którego był to pierwszy występ przy Cichej po transferze z Ruchu do Cracovii.

Na trzy dobre uderzenia głową gości jeszcze lepszym odpowiedział Paweł Lisowski. Po jego strzale Wojciech Kaczmarek wpadł na słupek, ale uratował drużynę przed utratą gola.

Potem Ruch konsekwentnie atakował prawą stroną, a Puzigacę co akcję ośmieszał Marek Zieńczuk. W 62. minucie Bośniak najpierw wywrócił się, a za chwilę zostawił byłego wiślaka bez krycia. Ten zagrał mocno przed bramkę, trafił w nogę Nawotczyńskiego i było 1:0 dla Ruchu.

Zobacz początek tragedii Cracovii

Cracovia nie umiała odpowiedzieć, bo okazało się, że bramka strzelona w derbach nie odmieniła van der Biezena. Holender co chwilę przewracał się i wymachiwał bezradnie rękoma. Ani Ntibazonkiza, ani Suworow, ani Aleksiejs Visznakovs, który wszedł w drugiej połowie, nie umieli stworzyć zagrożenia.

A gospodarze poszli za ciosem. Mogli strzelić jeszcze kilka bramek, ale zdobyli jedną. Znów dośrodkowywał Zieńczuk, a celnym strzałem głową popisał się Paweł Abbott.

Ruch Chorzów - Cracovia 2:0 (0:0)

Bramki: Nawotczyński (62., sam.), Abbott (84.)

Cracovia: Kaczmarek - Nykiel (80. Żytko), Nawotczyński Ż, Hoszek, Puzigaca Ż - Struna, Bartczak Ż, Szeliga (76. Dudzic Ż) - Ntibazonkiza, Suworow (61. Visznakovs) - Van der Biezen Ż

Ruch: Pesković - Burliga, Grodzicki, Stawarczyk, Szyndrowski Ż - Zieńczuk, Malinowski, Lisowski Ż, Janoszka (90. Smektała) - Abbott (85. Jankowski), Piech Ż (90. Grzelak)