Dariusz Pasieka: W nocy będę uczył się imion piłkarzy

- Jestem optymistą, który ceni zaangażowanie i dyscyplinę - przedstawia się Dariusz Pasieka, który zamierza ?zwolnić hamulec Cracovii?
Jarosław K. Kowal: Co zastał pan po wejściu do szatni?

Dariusz Pasieka, nowy trener Cracovii: - Nie odczułem, że drużyna jest podłamana, ale chciałbym dać jej impuls. Piłkarze na trening przyszli ciekawi tego, co będzie. Ja też byłem podekscytowany. Teraz chcę znaleźć receptę, by zawodnicy uwierzyli w siebie. Są na to różne sposoby. Na pewno wyjadę z drużyną na zgrupowanie, przydzielę ich pewnie do losowych pokojów, by mogli się integrować. Chcę, by spędzali ze sobą czas, rozmawiali. Nie powiem, że w zespole widoczny jest podział na grupy, ale coś jest na rzeczy.

Pierwsze przemyślenia na temat słabej postawy zespołu?

- Sprzed telewizora trudno mi to oceniać. W dodatku w ekstraklasie jest 15 innych drużyn, więc do tej pory nie skupiałem się tylko na Cracovii. Oczywiście ciągle chciałem być na topie, więc oglądałem również mecze pierwszej ligi. Być może runda wiosenna uśpiła piłkarzy. Może myśleli, że jesienią będzie szło im tak samo dobrze? Z pewnością nie można powiedzieć, że zawodnicy nie przykładają się. Wręcz przeciwnie - być może aż za bardzo chcieli i to ich blokowało. Chcę zwolnić ten hamulec. Drużyna jest w lekkim dołku, ale wyjdziemy z tego.

Rozmawiał Pan już z poprzednikiem?

- Akcja toczyła się zbyt szybko, nie miałem czasu. Jednak z Jurijem Szatałowem znamy się dobrze i szanujemy. Wykonał tu dużą pracę i z pewnością skontaktuję się z nim. Będę chciał mu także podziękować za to, co zrobił. W klubie jest jego prawa ręka [Dietmar Brehmer - przyp. red.], a przy ustalaniu składu zdanie współpracowników będzie się liczyło.

Zawodnicy od teraz mają tzw. "czystą kartę".

- Tak się mówi. Za mało znam zespół, by przeprowadzić gwałtowną rewolucję. Nie zdecydowałem też, czy zmienię system gry. W końcu z żadnym z piłkarzy Cracovii nigdy wcześniej nie miałem do czynienia, ale taka sytuacja możne nam tylko wyjść na dobre. Znam nazwiska wszystkich piłkarzy, mam jednak problem z imionami. Najbliższą noc poświęcę, by się ich nauczyć. W kadrze jest dużo obcokrajowców, ale to nie ewenement. Na pewno nie będzie problemu z komunikacją. Znam angielski i niemiecki, muszę podszkolić się w rosyjskim.

Jest Pan trzecim trenerem ze szkoły niemieckiej, którego zatrudniła Cracovia.

- Z Polski wyjechałem w 1993 r., a od 1995 regularnie grałem w niemieckich klubach. Licencję trenerską zdobyłem w Niemczech, ukończyłem też Wyższą Szkołę Sportową w Kolonii i skłamałbym, gdybym powiedział, że to wszystko nie miało na mnie wpływu. Dlatego jestem zwolennikiem dyscypliny i zaangażowania. Nie lubię, gdy ktoś odpuszcza. Jestem też optymistą. Uważam, że można przegrać mecz, ale nigdy odpuścić.

Styczność z piłką niemiecką mieli też Stefan Majewski i Artur Płatek, ale ich przygoda z Cracovią kończyła się nie najlepiej.

- A więc do trzech razy sztuka (śmiech). Naprawdę wierzę, że sezon zakończy się happy endem.

Przyjmując ofertę nie miał pan obaw?

- Nigdy się nie boję, a poza tym to tylko sport. Gorzej być nie może. Wierzę, że przez wytężoną pracę możemy doprowadzić do tego, że nam się uda. Wolę iść do przodu, zamiast patrzeć wstecz.

Gdyby trenował pan Arkę Gdynia, pojawiały się zarzuty o nieatrakcyjną, zbyt defensywną grę. Jak będzie z Cracovią?

- Co do Arki: to był mój świadomy wybór. W ofensywie miałem deficyt, więc celowo postawiłem na obronę. Jednak nie jestem trenerem o defensywnym stylu. Chcę, by Cracovia strzelała więcej bramek, a piłkarze nie byli tak bardzo rozrzuceni po boisku jak w ostatnich meczach.

W debiucie zagra Pan przeciwko Górnikowi w Zabrzu.

- Trener Adam Nawałka wykonuje tam bardzo dobrą pracę, drużyna rozwija się mimo ubytków. Przed sezonem odeszli przecież Grzegorz Bonin, Robert Jeż i Daniel Sikorski, czyli zawodnicy o dużym znaczeniu. Górnik to ciekawa drużyna, która gra wysokim pressingiem. Będą chcieli prowokować błędy. Musimy znaleźć sposób, by ich nie popełniać.