Liga Mistrzów. Zapaśnik z dzikiego wschodu . Kim jest prezes Liteksu Łowecz?

Jeden z najbogatszych Bułgarów, honorowy obywatel Łowecza, a według Amerykanów - kryminalista. We wtorek Litex Griszy Ganczewa zagra o IV rundę eliminacji Ligi Mistrzów z Wisłą Kraków. Relacja Z Czuba i na żywo.
Angel Bonczew może uważać się szczęściarza. Na przełomie wieków zamordowano 15 szefów bułgarskich klubów. Rozstrzeliwano ich kałasznikowami, ginęli w restauracjach trafieni przez snajperów i w wypadkach samochodowych, gdy okazywało się, że zamachowcy zniszczyli hamulce.

Bonczew, prezes Liteksu należącego do Ganczewa, przeżył. W 2008 r. porwała go mafia i przetrzymywała dwa miesiące. Odnaleziono go na przedmieściach Sofii nagiego, odurzonego narkotykami i bez dwóch palców, które stracił w czasie tortur. Ale kilka godzin wcześniej porwano jego żonę Kameliję, gdy płaciła... okup za męża. Wypuszczono ją, gdy Bonczew w studiu telewizyjnym przeznaczył 157 tys. euro na... walkę z rakiem piersi.

Policja podejrzewała, że porwanie miało związek z pryncypałem Bonczewa. Według depesz amerykańskiej ambasady w Sofii, ujawnionych przez portal WikiLeaks, Ganczew był jednym z pierwszych, który wpadł na pomysł, by pieniądze prać w klubie piłkarskim, a należąca do niego firma Litex zajmuje się m.in. "przemytem paliw, defraudacjami, wymuszeniami i oszustwami".

Dwa lata temu majątek 49-letniego biznesmena wyceniano na pół miliarda dolarów. Należy do niego 20 firm, w tym sieć stacji benzynowych i fabryki soków owocowych. Za młodu był jednym z najlepszych zapaśników w kraju w najlżejszej kategorii wagowej. W opracowaniu o bułgarskich oligarchach amerykańscy naukowcy twierdzą, że przed 1989 r. "działał na czarnym rynku". Ekonomii uczył się w ojczyźnie, ale zarządzania w St. Louis. Według "New York Timesa" fortuny dorobił się na "dzikim wschodzie" w czasie transformacji ustrojowej.

O sporcie nie zapomniał - jest członkiem bułgarskiego komitetu olimpijskiego i piłkarskiej federacji, udziela się w związku zapaśniczym. Dzięki niemu złoty medal dla Bułgarii na igrzyskach w Sydney w 2000 r. zdobył Armen Nazarian. Cztery lata wcześniej w Atlancie zapaśnik reprezentował Armenię. Ganczew wykupił go z klubu i pomógł w uzyskaniu obywatelstwa. Sponsoruje też bokserów, siatkarzy i motocrossowców.

Piłkarski zespół z rodzinnego Łowecza przejął w 1996 r. Można uwierzyć, że z sentymentu. Szafa na trofea w założonym przed II wojną światową klubie, jeśli w ogóle istniała, zarosła kurzem. Przez dekady piłkarze z 40-tysięcznego miasta nie wyściubili nosów poza II ligę. Nie oklaskiwały ich tłumy, do dziś kibice mieszczą się na stadionie dla zaledwie 8,3 tys. widzów. Ganczew zmienił nazwę klubu (ósmy raz w historii) - z Lex na Litex - i rzucił wyzwanie krajowym potęgom - CSKA Sofia i Lewskiemu. Po roku cieszył się z awansu do pierwszej ligi, po następnych dwóch - z mistrzostwa kraju. W ostatnich dwunastu latach Litex tylko raz nie dobił do europejskich pucharów. Sukcesy odnosił wśród klubów "bezpośrednio lub pośrednio kontrolowanych przez zorganizowane grupy przestępcze" - jak pisała amerykańska ambasada. Według niej właściciele-kryminaliści ustawiają mecze i zarabiają na nielegalnych zakładach bukmacherskich.

Ganczew nie szastał kasą na piłkarzy, rekord ustanowił w 2005 r., gdy za milion euro kupił Brazylijczyka Sandrinho. Sprowadza głównie obcokrajowców, latem kontrakty z Liteksem podpisało dwóch Francuzów, dwóch Brazylijczyków i Urugwajczyk. Wszyscy przyszli za darmo. Drogo za to sprzedawał - rok temu PSV zapłaciło Liteksowi 3,1 mln euro za Stanisława Manolewa.

W połowie poprzedniej dekady mówił, że minie dziesięć lat, zanim klub z Bułgarii awansuje do fazy grupowej LM. Mylił się. Cztery lata temu udało się Lewskiemu. Jego Litex szansy nie wykorzystał. Rok temu, dzień po porażce w eliminacjach ze słowacką Żyliną, wyrzucił trenera Angeła Czerwenkowa. Kilka miesięcy wcześniej, po zdobyciu trzeciego mistrzostwa, trener mówił: "Najwięcej zawdzięczamy właścicielowi. Dzięki niemu mogliśmy spokojnie pracować i osiągać dobre wyniki. Mamy fantastyczne boisko treningowe i szkółkę".

Pracownicy nazywają go lokalnym patriotą tworzącym miejsca pracy. Na festiwal w rodzinnym mieście sprowadza gwiazdy muzyki pop, za jego pieniądze powstają pomniki wybitnych mieszkańców Łowecza. Kilka lat temu został honorowym obywatelem miasta za aktywność społeczną.

Ostatnim pomysłem Ganczewa są interesy z Chińczykami. Wspólnie z Great Wall Motor buduje w Łoweczu fabrykę, która ma produkować 50 tys. samochodów rocznie. Jeśli Litex awansuje do fazy grupowej LM, Chińczycy zainwestują także w klub.

Nie było lepszego niż Melikson - Wojciech Kowalczyk »


Więcej o: