Kogo trafi Wisła - znów Tallin lub Baku, Węgry, Łotwa...

Egzotyczna podróż czy trasa do pokonania autokarem? Okazja do tallińskiego rewanżu, a może wielka niewiadoma z pogranicza Europy i Azji? Za trzy dni Wisła pozna rywala w eliminacjach Ligi Mistrzów
- Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, na kogo możemy trafić, ale pewnie nie będą to mocne zespoły - mówił kilka dni temu Robert Maaskant, szkoleniowiec Wisły.

Rozwiązanie zagadki już w poniedziałek w Nyonie. Przy Reymonta mają nadzieję, że wysłannik klubu będzie miał zdecydowanie więcej szczęścia niż Jacek Bednarz. Trzy lata temu mistrzowie Polski z uśmiechem prosili ówczesnego dyrektora sportowego, by w dniu losowania nawet nie ruszał się z domu. Wszystko dlatego, że Bednarz do szwajcarskiego miasteczka poleciał tylko raz i od razu krakowianie trafili na FC Barcelonę, która później wygrała LM. Jak będzie teraz?

UEFA lubi zamieszać

Trudno znaleźć osobę, która w 100 proc. orientowałaby się, jak UEFA podzieliła rok temu drużyny przed drugą rundą eliminacji LM. Nawet Bert Kassies prowadzący od kilkunastu lat stronę poświęconą współczynnikom, rozstawieniom itd., napisał, że podział "najwyraźniej bazował na kryteriach regionalnych".

W poprzednim sezonie UEFA przed losowaniem drugiej rundy 34 zespoły podzieliła na trzy grupy (10 - i 12-zespołowe). W zamyśle miał być to wspomniany podział regionalny, ale np. mistrz Białorusi był losowany m.in. z mistrzem Austrii, Szwecji czy Irlandii, a najlepszy zespół Słowacji ze swoimi odpowiednikami z Izraela i Cypru.

Lech, mistrz Polski, był rozstawiony w grupie, w której były państwa wywodzące się z ZSRR oraz część innych krajów postkomunistycznych. Zespół z Poznania mógł wtedy trafić na mistrza Azerbejdżanu, Gruzji, Estonii, Armenii lub Łotwy. W losowaniu przypadł mu Inter Baku i poznaniacy dopiero po serii rzutów karnych awansowali do trzeciej rundy, w której odpadli ze Spartą Praga.

Jeśli UEFA znów zastosuje podobny podział, to rywal Wisły może być dość wymagający. Wśród nierozstawionych zespołów, na które mógłby trafić mistrz Polski, znalazłyby się prawdopodobnie Flora Tallin (Estonia), Pjunik Erewań (Armenia), Nefczi Baku, Skonto Ryga (Łotwa) i FC Fehérvár (Węgry). Nie ma, jak było w przypadku Lecha, mistrza Gruzji, bo dzięki współczynnikowi klubowemu FC Zestafoni jest wśród drużyn uprzywilejowanych. Jest za to mistrz Węgier, który ma niski współczynnik i nie jest rozstawiony. W naszych dywagacjach te zespoły zamieniły się miejscami. - Trudno powiedzieć, na kogo chciałbym trafić na początku, bo czasem drużyna, o której nawet się nie słyszało, okazuje się bardzo mocna. Przecież zawsze może być to nowa siła w futbolu - zaznacza Maaskant.

Wisła gotowa na wszystko

Polacy często narzekają lub usprawiedliwiają porażki tym, że w pierwszym dwumeczu trafili na zespoły, które są w trakcie rozgrywek. Z drużyn, z którymi może zmierzyć się Wisła w połowie sezonu, są: Skonto, Flora i Pjunik. Dwa lata temu krakowianie odpadli właśnie z mającą za sobą 17 ligowych meczów Levadią Tallin. W poprzednim sezonie nie dali jednak rady azerskiemu Karabachowi Agdam, gdzie gra się takim samym systemem jak w Polsce.

Teraz też mogą trafić na mistrza tego kraju. Wyjazdy na pogranicze Azji i Europy (Azerbejdżan i Armenia) oprócz tego, że są kosztowne, pozostają dużą niewiadomą. Trudną drużyną do wyeliminowania może okazać się też FC Fehervar, którego napastnika Andre Alvesa Wisła miała ponoć na liście kandydatów do zespołu. Król strzelców ligi węgierskiej (24 gole) jest jednak za drogi. - Będziemy gotowi na rywalizację z każdym przeciwnikiem - zapewnia Maaskant.

Pierwsze mecze drugiej rundy eliminacji LM - 13/14 lipca, rewanże - tydzień później.