Ekstraklasa. Dragan Paljić: Złość we mnie narastała

Niemiecki obrońca Wisły Kraków po meczu z Koroną Kielce kopnął klubową koszulkę. Teraz się kaja, ale niektórzy kibice nie zamierzają przyjmować przeprosin. - Taki już mam charakter. To dobrze, że zawodnicy nie kryją emocji - wyjaśnia.
Ekstraklasa.tv: Zobacz jak gra Wisła Kraków »

Do zdarzenia doszło w końcówce spotkania. Korona w doliczonym czasie strzeliła wyrównującą bramkę, a Niemiec serbskiego pochodzenia wpadł w szał. Gdy schodził z boiska, kopnął leżącą przy linii koszulkę Wisły, a potem w tunel prowadzący do szatni.

Następnego dnia zawrzało na forum internetowym. "Zero szacunku dla takich zachowań" - pisze godzilla. "Jak się chciał wyładować, to mógł uderzyć głową w słupek" - dodaje zim zum. Komentarzy uderzających w piłkarza jest więcej, choć są też internauci, którzy go bronią. Jeden twierdzi, że odkopnięcie koszulki to tylko wynik "szalonej ambicji". Inni apelują, by "nie robić afery bez powodu".

Klub nie będzie wyciągał konsekwencji. Zawodnika usprawiedliwia Robert Maaskant, trener Wisły. - Dragan powinien dostać karę? Przeprosiny w zupełności wystarczą. Dla mnie najważniejsze były jego intencje. Nie zrobił tego, by uderzyć w klub. Był po prostu bardzo zły. Mógł kopnąć chorągiewkę albo nawet jakiegoś innego piłkarza, ale akurat na jego drodze znalazła się koszulka. To wszystko - ucina holenderski szkoleniowiec.

Jarosław K. Kowal: Co było powodem pana zachowania?

Dragan Paljić: Zawsze reaguję bardzo emocjonalnie. W tamtym momencie po prostu nie zastanawiałem się nad tym, co robię. Mogę tylko przeprosić i zapewnić, że nie jestem zadowolony z tego, co się stało. Popełniłem błąd. Byłem tak bardzo zły, że chyba mógłbym kogoś zabić (śmiech). Prowadziliśmy przecież 2:0 i powinniśmy wygrać. Byłem zszokowany, musiałem coś ze sobą zrobić. Taki już mam charakter.

Może się okazać, że kibice nie przyjmą przeprosin.

- Po zajściu mogli poczuć się rozczarowani. Dla niektórych z nich Wisła to coś więcej, niż tylko klub, i dobrze o tym wiem. Mam jednak nadzieję, że fani już się na mnie poznali. Wiedzą, że zależy mi na zwycięstwach i mi wybaczą.

Czy zdarzyło się panu wcześniej coś podobnego?

- Nie, choć oczywiście czasami na kogoś krzyknąłem, dawałem wyprowadzić się z równowagi. Tym razem złość we mnie narastała. To był ważny mecz, a ja byłem zły na kibiców Korony i na sędziego. Gwizdał przeciwko nam.

Krewki charakter może panu przysporzyć problemów.

- Ale ja nic z nim nie mogę zrobić. Poza tym dobrze jest, gdy piłkarze okazują emocje. Tym bardziej że poza boiskiem wszystko idzie w zapomnienie. Ale na nim trzeba udowadniać, że gra się z sercem.

W poprzednich klubach miał pan jakieś spięcia z kibicami?

- Zawsze dobrze z nimi żyłem. Kibice widzieli, że zawsze daję z siebie wszystko i doceniali mnie za to. Na boisku bywa różnie, zdarzają się gorsze momenty. Jednak najważniejsze, by nikt nie pomyślał, że się obijasz i ci nie zależy.

Sergiej Pareiko » znów broni rzut karny