By 5:0 Wisły nie zmieniło się w 2:3

Gotowa do koronacji Wisła wciąż każde spotkanie musi traktować jak mecz o życie. Tylko w taki sposób może wyplewić stary grzech, który nawet w przebudowanym składzie niebezpiecznie zaczął kiełkować
Wideo: Tak gra Wisła Roberta Maaskanta »

- Rozjedziemy ich 5:0 - mówił jeden z piłkarzy Wisły przed rewanżem z Karabachem Agdam, rozkładając się hotelowym fotelu i popijając kawę. Boisko opuszczał ze spuszczoną głową po porażce 2:3.

Kilka lat wcześniej było podobnie - krakowianie przed spotkaniem z Dynamem Tbilisi więcej żartowali, niż przykładali się do rozgrzewki. Równie luźno podeszli do meczów z Levadią Tallin i Valerengą Oslo. Wszystkie skończyły się tak samo - blamażem, odpadnięciem z europejskich pucharów i zapowiedziami bez pokrycia, że za rok będzie lepiej.

Niebezpieczny sygnał z pierwszej ligi

Unicestwienie zgubnej cechy miało przynieść zatrudnienie zagranicznego trenera. Robert Maaskant z piłkarzami ma doskonałe stosunki, udowodnił, że zna się na fachu, i szybko stworzył zespół, który - choć nie gra porywająco - w pełni zasługuje na pierwsze miejsce. Na razie nie poradził sobie jednak z mentalnością zwycięzców, która w meczu ze zdecydowanie słabszym przeciwnikiem przeradza się u wiślaków w pychę.

Inaczej nie da się wytłumaczyć serii siedmiu ligowych zwycięstw niespodziewanie przeplecionych porażką (na swoim boisku!) z pierwszoligowym Podbeskidziem Bielsko-Biała. I nie pomogły zapowiedzi Maaskanta, że "w razie porażki wymówek nie będzie" i "Wisła z takim rywalem przegrywać nie może". Nie byłoby sprawy, gdyby z takim zespołem poległa inna drużyna z czołówki: słaba Legia, dołująca Jagiellonia czy chimeryczny Lech. Ale jak to możliwe, że z pierwszoligowcem nie poradziła sobie drużyna, która w ekstraklasie pokonuje niemal wszystkich?

Blamaż z Podbeskidziem to niebezpieczny sygnał. Wydawało się, że po odejściu części zawodników współodpowiedzialnych za europejskie kompromitacje i mających sporo do powiedzenia w szatni (m.in. Paweł i Piotr Brożkowie oraz Mariusz Pawełek) z zespołu uda się wyplewić zgubną manię wielkości. Tym bardziej że dołączyli zawodnicy doświadczeni (Kew Jaliens, Siergiej Pareiko) lub marzący o karierze (Cwetan Genkow, Michaił Siwakow i Maor Melikson).

Pokonanie Wisły to życiowy sukces

Porażka z Podbeskidziem może okazać się wypadkiem przy pracy, ale o to muszą zadbać sami wiślacy. Jeśli zdobędą mistrzostwo, to niewielu kibiców będzie płakało nad odpadnięciem z Pucharu Polski. Tyle że wygrane w ważniejszych i trudniejszych meczach (np. ostatnim z Jagiellonią) nie dają odpowiedzi, czy obecna szatnia Wisły dorosła do meczów z rywalami, dla których życiowym sukcesem jest pokonanie czołowego polskiego klubu.

Dlatego właśnie najbliższe mecze powinny być dla krakowian jeszcze ważniejsze niż spotkania, które dały im dużą przewagę. Może się okazać, że już kilka kolejek przed końcem zostaną mistrzami i z góry będą mogli patrzeć na konkurencję. W taki sam sposób, jak patrzyli na rywali z Gruzji, Estonii, Norwegii czy Azerbejdżanu. Tyle że tym razem muszą ograć ich, jak na mistrzów przystało.