Sport.pl

Przerwana seria Wisły

Broniąca się przed spadkiem Polonia Bytom wbiła wicemistrzom Polski więcej bramek niż wszystkie zespoły w siedmiu ostatnich meczach. Krakowianie zremisowali i zamiast odjechać ligowej czołówce, zrobili tylko mały kroczek do zdobycia tytułu
Od soboty prawie wszystkie wyniki układy się dla Wisły rewelacyjnie. Lechia przegrała we Wrocławiu, Jagiellonia w Poznaniu (w tym przypadku bardziej korzystny byłby remis), a w niedzielę Legia poległa w Bełchatowie. W tej sytuacji, gdyby krakowianie wygrali z Polonią, to nad drugą Jagiellonią mieliby już siedem punktów przewagi i znaleźliby się na prostej drodze do mistrzostwa.

Zamiast tego piłkarze trenera Roberta Maaskanta zagrali najsłabszy ligowy mecz w rundzie i zaledwie zremisowali, a mogli nawet przegrać.


- Po spotkaniu z Koroną wiedziałem, że Polonia jest w formie. Grają twardo i ostro. Jestem niezadowolony z wyniku, choć uciekliśmy rywalom o punkt. Ciągle jesteśmy na miejscu, którego jeszcze niedawno się po nas nikt się nie spodziewał - podkreśla holenderski trener.

Wisła na szczyt wdrapała się po plecach słabeuszy. Wiosną krakowianie grali z samym dołem tabeli (Arka Gdynia, Ruch Chorzów, Widzew) i zdobyli komplet punktów. Tak samo miało być z walczącą o utrzymanie Polonią, ale biedny jak mysz kościelna klub potrafił zatrzymać wicemistrzów Polski.

W porównaniu do pierwszego składu Wisły, który w środę nie popisał się w Bielsku-Białej w Pucharze Polski, Maaskant zmienił trzech zawodników. Kontuzjowanego Gordana Bunozę zastąpił Osman Chavez, Cezarego Wilka Radosław Sobolewski, a Andresa Riosa Andraż Kirm. Na ławce znowu zabrakło miejsca dla Łukasza Garguły.

Roszady diametralnie nie zmieniły stylu krakowian, a jeden z najsłabszych meczów za czasów Maaskanta zagrała defensywa. Szczególnie kiepsko spisali się stoperzy Kew Jaliens i Chavez oraz bramkarz Sergei Pareiko. Efekt był taki, że wczoraj wicemistrzowie Polski stracili więcej bramek niż w siedmiu poprzednich spotkaniach, a rywale nawet nie musieli specjalnie naciskać, by trafić do siatki.

Wisła chyba jeszcze cieszyła się z porażki Legii (skończyła mecz pół godziny przed rozpoczęciem spotkania w Bytomiu), gdy gola zdobył Marcina Radzewicz. W drugiej minucie pomocnik Polonii dopadł do piłki źle wypiąstkowanej przez Pareikę i było 1:0.

Po straconej bramce krakowianie byli aktywniejsi, a Polonia tylko okazyjnie przekraczała linię środkową i kwadrans później był remis.

Andraż Kirm uderzył z ok. 18 metrów i Marcin Juszczyk, wychowanek Wisły, był bez szans. Dzięki temu trafieniu piłkarze Maaskanta przerwali czarną serię, bo od początku sezonu nie zdobyli bramki z rzutu wolnego. Wisła dalej nacierała, niemal nie schodziła z połowy rywali, ale okazji miała niewiele. Mimo tego wydawało się, że zdoła przełamać obronę gości i trafić do siatki, ale wtedy błąd popełnił Pareiko.

Z dystansu uderzył Radzewicz, Estończyk nie zdołał utrzymać piłki w rękach i chwilę później znalazła się pod nogami Dariusza Jareckiego, który strzałem z dwóch metrów dał Polonii prowadzenie. Remis krakowianie uratowali dzięki rzutowi karnemu podyktowanemu za faul na Cwetanie Genkowie.

- Nie chcę komentować czy był faul, czy nie. Zrobił to dobitnie mój asystent, i sędzia odesłał go na trybuny - mówił Robert Góralczyk, trener bytomian.

Radzewicz: - Jeśli rzutu karnego nie było, to Polonia powinna coś zrobić, by sędzia Borski już nie prowadził naszych meczów.