Patryk Małecki gotowy na kadrę? Selekcjoner ma inne zdanie

Prawie 300 dni czekała Wisła, by znów zasiąść na fotelu lidera. Nie znalazłaby się tam, gdyby nie postawa najbardziej krnąbrnego piłkarza ekstraklasy Patryka Małeckiego. - On się zmienił. Zasługuje na grę w kadrze - uważa Andrzej Iwan, były napastnik krakowian.
Niemal na wszystkich stadionach ekstraklasy Małecki musi nie tylko zmagać się z rywalami, ale też wysłuchiwać wyzwisk i gwizdów. Czasem sam jest winny, bo prowokuje kibiców. Tak było jesienią w Łodzi czy podczas derbów Krakowa, a także ostatnio w Gdyni. Po meczu z Cracovią nie wytrzymał i obrzucił wyzwiskami dziennikarza "Gazety".

- Patryk, bardzo cię lubię i szanuję, ale na kranik z sodóweczką przyjdzie czas, gdy będziesz grać jak Boniek, Deyna albo Musiał - mówił po tym wydarzeniu Marcin Daniec, satyryk i kibic Wisły.

- Był moment, że nagrabił sobie wszędzie: wśród kibiców, kolegów z drużyny i przeciwników. Jest jednak poprawa w zachowaniu Małeckiego - twierdzi Iwan. - Chyba zrozumiał, że można być złym chłopcem na boisku, ale są granice. Już nie ruga kolegów z drużyny i znacznie rzadziej używa nieparlamentarnych słów w stosunku do rywali czy sędziów.

Jest też druga, jasna strona Małeckiego. Jemu Wisła zawdzięcza trzy ligowe zwycięstwa z rzędu. W ostatnim meczu jesienią po jego zagraniu Dariusz Pietrasiak trafił do własnej siatki i Wisła wygrała w Warszawie 1:0. Tydzień temu w Gdyni Małecki tuż przed końcem strzelił pięknego gola na wagę trzech punktów. W piątek to jego podanie dało pierwszego gola z Ruchem, a potem rozpoczął akcję, po której padła trzecia bramka, pieczętująca wygraną. Małecki przedarł się do linii końcowej, wycofał piłkę do Tomasa Jirsaka, który mógł strzelać, ale podał do jeszcze lepiej ustawionego Maora Meliksona. - Przy trzecim golu jakbym na chwilę zobaczył na boisku Barcelonę - promieniał Robert Maaskant, trener wicemistrzów Polski.

- Morale drużyny rośnie, kiedy mają na boisku gracza, który jest w stanie wziąć na siebie grę. Wisła ma coraz większą pociechę z Małeckiego - uważa Iwan. - Wciąż jednak za długo holuje piłkę. Trudno przypisać go do konkretnej pozycji na boisku. Jest mało zdyscyplinowany taktycznie, ale w tej chwili zespołowi wychodzi to na dobre. Wisła nie gra jakoś składnie, ale bazuje na umiejętnościach poszczególnych piłkarzy. Stąd biorą się szarże Małeckiego. Gdy głowa będzie w porządku, to może być piłkarzem z prawdziwego zdarzenia.

To właśnie problemy z głową stoją na przeszkodzie, by Małecki dostawał regularnie powołania do reprezentacji. Ostatni raz wystąpił w niej w maju ubiegłego roku. Od tej pory nie znalazł uznania w oczach selekcjonera. Nieoficjalnie wiadomo, że Smuda zapowiedział wiślakowi, że nie powoła go, dopóki ten nie będzie myślał tylko o piłce nożnej.

- Musiało dojść do bezpośredniego spięcia z selekcjonerem. Patryk nie był zadowolony, że jest w kadrze i wchodzi na dwie minuty. Pewnie miał pretensje i trenera to zdenerwowało - domyśla się Iwan. - Smuda miał stawiać na młodych, a Patryk ma 23 lata. Jeśli dłużej tak będzie grał w Wiśle, to nie wyobrażam sobie, by nie dostał szansy w reprezentacji. A Smuda woli powoływać żółtodziobów i graczy bez formy, jak np. Rybus.

Franciszek Smuda, trener kadry:

- Czy Małecki znów dostanie reprezentacyjną szansę, zależy tylko od niego. Nie czekam na jego jedną, dwie czy trzy dobre akcje w klubie, co ostatnio pokazał - on musi błyszczeć non stop, w każdym spotkaniu. Nie tylko na boisku, lecz także poza nim, gdzie ma stać się facetem z klasą, kulturalnym człowiekiem. Nie interesują mnie krnąbrni ludzie, którzy zawsze mają coś do powiedzenia, którym nic nie pasuje. Ludzie w kadrze mają zasuwać nie na 100, ale na 200 proc. Tak jak trzej chłopcy z Borussii Dortmund, której trener zachwyca się, na jakich partnerów do pracy trafił. Oni nie narzekają, oni harują. Jeśli Małecki będzie taki sam, dopiero wtedy dostanie szansę. Póki co nie skreślam go, ale miałem go pięć razy na zgrupowaniu i oczekuję od niego innego podejścia.