Sport.pl

Prezes Wisły: Parę razy byłem "wieszany" na płotach. Taka praca

- Zarządowi Wisły nie zadrży ręka, jeśli zakaz stadionowy będzie trzeba nałożyć nawet na jednego z kibicowskich przywódców - zapewnia Bogdan Basałaj, prezes Wisły
We wczorajszej "Gazecie" Basałaj mówił o celach Wisły, tworzeniu siatki skautów, problemach z menedżerami i braku dobrych polskich piłkarzy. Dziś prezes krakowian opowiada o planach na przyszłe okienko transferowe oraz problemach z kibolami i piśmie wysłanym do Cracovii.

Rozmowa z Bogdanem Basałajem

prezesem Wisły

Piotr Jawor, Andrzej Klemba: W końcówce letniego okienka transferowego trener Robert Maaskant sprowadził Nourdina Boukhariego i Serge'a Branco. Nie obawiał się pan, że szkoleniowiec będzie ściągał swoich piłkarzy?

Bogdan Basałaj: Ufam ludziom i nie wyznaję spiskowych teorii dziejów. Gdyby oczywiście miał przyjść zdecydowanie słabszy piłkarz i dyrektor oraz skauci też mieliby takie zdanie, to transfer nie doszedłby do skutku. Maaskant uważał, że Boukhari urozmaici pomoc. Branco był wolnym zawodnikiem, a szukaliśmy bocznego obrońcy, bo Piotrek Brożek był kontuzjowany, Erik Czikosz pauzował za kartki, a Juniora Diaza sprzedaliśmy.

W Wiśle pięciu piłkarzy jest wypożyczonych. Może stać się tak, że ich wypromujecie, a inny klub na nich zarobi.

- W większości przypadków mamy opcję pierwokupu. Ale oczywiście jest ryzyko, że stanie się to, o czym pan mówi. Zimą dwóch kupiliśmy, dwóch przyszło za darmo, a piąty jest wypożyczony. W poprzednim okienku zdecydowaliśmy się na czasowe transfery paru zawodników [Rios, Boukhari i Czikosz - przyp. red.]. Wiosną będziemy się im przyglądać i zdecydujemy, co dalej. Marzec i kwiecień dadzą odpowiedź, kogo zostawić, a komu podziękować. Czasem kibicom podoba się gra zawodnika, ale my patrzymy na to, czy przyda się w przyszłości. Bo jeśli jest możliwość wzięcia lepszego, to nie ma się co zastanawiać. Musi decydować jakość.

Siwakowa z Cagliari też możecie wykupić?

- Niestety nie. Wzięliśmy go świadomie na pół roku, choć Włosi za nic nie chcieli zgodzić się na opcję pierwokupu. Naciskaliśmy, ale nie było szans. Widocznie też coś w nim widzą.

Macie w kadrze tylko jednego zdrowego lewego obrońcę.

- W sprawie defensora prowadzimy rozmowy i w czerwcu powinien do nas dołączyć. Jeśli wzięlibyśmy kolejnych dwóch piłkarzy, to byłoby siedem transferów. Pytałem o to dyrektora oraz sztab szkoleniowy i usłyszałem, że te wzmocnienia były najważniejsze. Widzimy potrzebę pozyskania lewego obrońcy, choć Dragan Paljić nie zawodzi. Cenię go jako dobrego piłkarza i osobowość. W odwodzie jest Branco, który wkrótce wyleczy uraz.

Poza Cwetanem Genkowem nie widać też kandydatów do ataku. Patryk Małecki to pomocnik, a Rios i Maciej Żurawski zdobyli w sumie jednego gola. Za to pozyskaliście dwóch pomocników i teraz w kadrze jest 10.

- Myślę, że te pytania powinny być kierowane do dyrektora Stana Valckxa. Ale ok. Na to okienko zaplanowaliśmy pięć transferów i tyle przeprowadziliśmy. Według skautów, Valckxa i Maaskanta nie można było przegapić Meliksona, choć takiego piłkarza akurat nie szukaliśmy. Żurawski powiedział, że po tych przygotowaniach pokaże, co umie. Wszyscy wiemy, że to nie był ten sam Maciek. Ale on i tak nam pomógł, bo dosadnie powiedział o formie drużyny. Potrafił wstrząsnąć, widać było, że żyje tym, co się dzieje w zespole.

Chelsea ma Franka Lamparda, Real Ikera Casiliasa, Liverpool Stevena Gerrarda...

- A my Radka Sobolewskiego.

Ale on pogra jeszcze góra trzy lata. Macie dla niego charyzmatycznego następcę?

- Lidera się nie kupuje, ale sam się kreuje. Może kimś takim będzie Czarek Wilk? Może ktoś inny? Jak go zatrudnialiśmy, to zapytałem: "Jakie masz cele?". Powiedział, że chce grać w lidze angielskiej. Widać, że Czarek ma poukładane w głowie, bo niektórzy mówili, że ich marzeniem są tylko występy w Wiśle. A przecież z naszej ligi można pójść jeszcze wyżej! I to powinien być dla nich cel. Grać jak najlepiej w naszym klubie, a wtedy ktoś ich zauważy.

Porozmawiajmy o kibicach. Co większy wyjazd fanów Wisły, to afera. W samochodach jadących na Litwę i w pociągu na mecz z Widzewem policja znalazła maczety, siekiery noże itp. W Poznaniu doszło do burd z Lechem. Ile zakazów stadionowych nałożyliście?

- W dalszym ciągu czekamy na zapis monitoringu. Zaraz po meczu z Lechem o to wystąpiliśmy. Mijają cztery miesiące i do tej pory nic nie dostaliśmy. Ponoć prokuratura na to nie zezwala. Nie jest istotne, kto zaczął itd. Wiem, że przez sektory, na które bilety są bardzo drogie, przebiegały dziesiątki kiboli w stronę sektora Wisły. Widziałem, jak swobodnie się przemieszczali. Zabrano naszemu pracownikowi nagranie meczu. Nasi kibice zapewniają, że nie niszczyli sektora. Jeśli to się nie potwierdzi, to klub ich obciąży. Nie będzie sentymentów. Jeśli rozpoznamy osoby i będą winne, to dostaną zakazy stadionowe.

Nie zadrży panu ręka nawet wtedy, gdy to będzie jeden z przywódców kibiców?

- Nie, nie zadrży ręka zarządowi klubu. Taka praca, ale pamiętam, że podczas pierwszej kadencji byłem parę razy "wieszany" na płotach. Tak to już jest: piłkarzy się kocha, trenerów lubi, a prezesów raczej nie. Na fanów patrzę inaczej niż wy. Ze stowarzyszeniem dobrze nam się współpracuje, ludzie ci robią wiele ciekawych i pożytecznych rzeczy, np. opiekują się niepełnosprawnymi, organizują "wiślackie" wakacje dla dzieci z domów dziecka czy mikołajki. Udało mi się ich przekonać, by nie protestowali przeciwko kibicom, którzy siedzą, a nie stoją podczas meczów, i by nie używali tak wielu wulgaryzmów. Ale mówiąc w skali ogólnopolskiej, czasem wydaje mi się, że to walka z wiatrakami. W kilku krajach podczas meczów na porządku dziennym są rasistowskie hasła, wulgaryzmy, więc tego typu negatywne zjawiska to nie tylko polska specjalność, ale też krajów bardziej rozwiniętych piłkarsko, jak np. Włochy. Inna sprawa, że medialnie się tego nadzwyczajnie nie nagłaśnia, bo dla tych kibiców to wręcz nobilitacja. Jestem takim zachowaniom bardzo przeciwny. Gdy syn miał sześć lat, zabrałem go na mecz, ale nie do Krakowa. Słysząc, co śpiewają ultrasi, pytał mnie, co znaczy: "Gajtkowski,ty ch...". Nie wiedziałem, jak to wytłumaczyć. Jeżeli chcemy, by klub był coraz bardziej zasobny i miał lepszych zawodników, na mecz musi przychodzić jak najwięcej kibiców. Szczególnie takich, którzy dotychczas tego nie robili. Chodzi tu o wiele względów i nasi najzagorzalsi kibice muszą to zrozumieć.

Mówi pan, że stowarzyszenie kibiców robi dużo dobrego. Ale to właśnie ono organizowało wyjazd do Kielc, gdzie część krzyczała "Rachu-ciachu, Małpa [zabity kibic Korony - przyp. red.] w piachu". Potem okazuje się, że była kamera, ale oczywiście zapis jest nieczytelny i nie ma kogo ukarać.

- To wielki skandal, jedno z najgorszych zachowań, by cieszyć się z czyjejś śmierci. Z całą stanowczością mówię, że klub jest otwarty na współpracę ze stowarzyszeniem, ale pod warunkiem że zachowanie jest dobre. Czy za Kielce były zakazy stadionowe? To nie było za mojej kadencji, ale chyba nie. Ekstraklasa ukarała Wisłę i Koronę, ale potem, zdaje się, PZPN złagodził sankcje. Jestem za tym, by za takie zachowanie karać, ale chciałbym, by zakazy stadionowe były skuteczne.

A kto zapłacił grzywnę 5 tys. zł za antysemickie i wulgarne okrzyki w Łodzi?

- Zawsze płaci stowarzyszenie. Wszystkie kary związane z zachowaniem kibiców, muszą wziąć na siebie. Wisła jako klub z zasady jest przeciwnikiem zarówno rasizmu, jak i antysemityzmu.

Nie czuje pan bezsilności, kiedy okazuje się, że kibole Wisły jadą na mecz z tzw. sprzętem?

- Oczywiście, że czuję. Jeśli ktoś jedzie na wyjazd, podaje dane, PESEL i kupuje bilet, a później bierze ze sobą maczetę czy siekierę, to nie jest kibicem, tylko chuliganem. Tacy bandyci powinni być absolutnie wykluczeni. Najbardziej chciałbym, by policja i sądy wreszcie sobie z nimi poradzili. No, ale nawet prawo staje po ich stronie. Kto to słyszał, by maczetę można było nosić bez żadnych przeszkód. Jest to problem niemający jednak nic wspólnego z klubem.

Po ostatnim zabójstwie jednego z przywódców kiboli Cracovii Wisła oficjalnie nie potępiła trwającej od lat wojny, która przynosi kolejny ofiary. Dlaczego?

- Udzieliliśmy kilku wywiadów, w których zaprotestowaliśmy przeciwko nazywaniu tego morderstwa porachunkami kibiców. Ja jako prezes zarządu Wisły Kraków SA odpowiadam za działalność klubu. Nie mamy nic wspólnego z zachowaniami kryminogennymi ludzi udających sympatyków klubu lub mieniących się nimi. Bo to nie są fani ani Wisły, ani Cracovii, tylko chuligani bądź bandyci. Gdybyśmy mieli z tym coś wspólnego, to byśmy się od tego odcięli. Nie łączmy zjawisk kryminalnych z piłką i kibicowaniem. Dopóki nie ma zakazów stadionowych, nic nie poradzimy, że tacy ludzie twierdzą, że są kibicami. Każdy normalny człowiek potępia takie wydarzenia. I nasz klub też.

Po incydencie w Rouen [podczas hokejowego turnieju we Francji kibole Cracovii zamiast zaśpiewać hymn, o co poprosili organizatorzy, zaśpiewali piosenkę lżącą Wisłę - przyp. red.] wysłaliśmy pismo do Cracovii, o którego podpisanie poprosiłem też Ludwika Mięttę-Mikołajewicza, prezesa TS Wisła. Uznaliśmy, że takie zachowanie przerasta wszelkie kryteria normalności, i poprosiliśmy o spotkanie, by dyskutować, jak zaradzić takim problemom, bo to trzeba zakończyć. Na razie nie ma odzewu. Jesteśmy ciągle gotowi do takich rozmów, gdyż uważamy, iż położenie kresu atmosferze nienawiści jest zadaniem obu klubów, a nie tylko Wisły czy Cracovii. Natomiast mówienie w mediach o porachunkach chuliganów czy kibiców tworzy zły klimat - nieprawdziwy w stosunku do klubu. A przecież nie tylko chcemy wypełnić nasz stadion na ponad 30 tys. miejsc, ale też chcemy, by mecze z udziałem Wisły i Cracovii były jedynie symbolem zażartej rywalizacji sportowej. Tak jest na przykład w Mediolanie, gdzie ostra rywalizacja Interu i Milanu na boisku nigdy nie przemienia się w incydenty pełne nienawiści.

To zadanie sądów i policji, by prewencyjnie w czasie meczów zamykać bandytów, którzy na stadion nie przychodzą oglądać meczów. W Anglii sobie poradzono. Jak jest mecz reprezentacji za granicą, to taki osobnik nie wyjedzie z Wysp. Reasumując: walka z bandytyzmem zależy od wypełniania zadań powierzonych każdemu z organizatorów imprezy sportowej. I tylko w ten sposób, także w Krakowie, osiągniemy europejskie, cywilizowane standardy rywalizacji sportowej.

Ekstraklasa. Prawie gotowy stadion Legii  »