Sport.pl

Wisła płynie w kierunku wznoszącej fali

Ostatnie transfery wicemistrzów Polski wreszcie robią wrażenie. Choć efekty nie muszą przyjść już w tym sezonie, to przy Reymonta zaczęto przygotowywać grunt pod sukcesy
Pod rządami Holendrów Roberta Maaskanta i Stana Valckxa oraz prezesa Bogdana Basałaja nie ma miejsca na pozyskiwanie zawodników anonimowych, jak kiedyś Wyn Bellote, Lantame Ouadja czy Temple Omeonu. Transfery jeszcze nie przypominają początku rządów Bogusława Cupiała, czyli skupowania najlepszych polskich graczy (Szymkowiak, Żurawski, Frankowski, Baszczyński, Kosowski, Głowacki) czy niezłych obcokrajowców (Kalu Uche, Brasilia czy Cantoro), które doprowadziły Wisłę do sukcesów w Pucharze UEFA, ale widać światełko w tunelu.

Jak zapowiadał trener Maaskant, Wisła zatrudnia piłkarzy, którzy mają doświadczenie zarówno w europejskich pucharach, jak i w silniejszych ligach. Każdy z pięciu zawodników pozyskanych przez krakowian już po zatrudnieniu Holendra (w kolejności Nourdin Boukhari, Serge Branco, Kew Jaliens, Michaił Siwakow i Cwetan Genkow) ma za sobą występy w europejskich pucharach i w swoich reprezentacjach. Szóstym może być Maor Melikson. To jeszcze nie gwarantuje dobrych występów na arenie międzynarodowej, ale daje większe podstawy do tego niż zatrudnianie "piłkarzy" pokroju Ouadii czy Omeonu czy jeszcze nie tak dawno Beto albo Dudu.

CV Jaliensa, Siwakowa czy Genkowa pozwalają mieć nadzieje, że to bardzo solidni gracze, a w polskiej lidze mogą być nawet wyróżniającymi się piłkarzami. Tyle że Wisła jest w trakcie wielkiej rewolucji kadrowej. W ciągu pół roku odeszło 13 graczy, którzy choć raz zagrali w ekstraklasie w 2010 roku, w tym siedmiu z podstawowego składu. Ta wyrwa została zapełniona, ale potrzeba czasu, by piłkarze kilkunastu narodowości zaczęli i przede wszystkim zechcieli się rozumieć na boisku. Przykład tego mieliśmy już na początku sezonu. Po odejściu Głowackiego, Marcelo, Diaza i Alvareza Wisła otrząsnęła się dopiero pod koniec rundy jesiennej.

Teraz sprzedaż braci Brożków i fiasko rozmów z Mariuszem Pawełkiem też wywrą efekt. Wiosną powinien być on mniej bolesny niż jesienią właśnie dzięki transferom, które wyglądają na przemyślane. Jaliens nie tylko wyszedł obronną ręką z pojedynków z Leo Messim na mundialu w 2006 roku, lecz także rozegrał prawie 400 meczów w Eredivisie. Siwakow w wieku zaledwie 20 lat wystąpił w Lidze Mistrzów, i to nie z byle kim - Realem, Juventusem czy Zenitem Sankt Petersburg. Dwa lata starszy Sergiej Kriwiec jest gwiazdą Lecha, ale to Siwakow trafił do Serie A. Na razie jej nie zawojował, ale w lidze niżej był już podstawowym graczem.

Obawy można mieć co do Genkowa, który ma wypełnić lukę po Pawle Brożku. W Wiśle w poprzednim sezonie był jego rodak Georgij Christow i zupełnie zawiódł. Jednak Genkow jesienią w lidze bułgarskiej strzelał jak na zawołanie - 11 goli w 13 meczach.