Sport.pl

Ekstraklasa. Zadyma na stadionie. Obiekt Lecha kompletnie nieprzygotowany

Zadyma z udziałem kilkudziesięciu kiboli Lecha Poznań i Wisły Kraków pokazała, że nowy stadion w Poznaniu jest nieprzygotowany na awantury chuliganów.
W ostatnich minutach meczu Lecha z Wisłą z zajmowanego przez 2 tys. kibiców Wisły sektora na boisko poleciały plastikowe butelki. Chwilę później chuligani zaczęli walić rękami w pleksiglasowe ogrodzenie i próbowali niszczyć siedzenia. Tuż obok zjawili się agresywni kibole Lecha. Nie ci, którzy mają bilety na sąsiadującą z sektorem gości I trybunę - dużo droższą i nie zajmowaną przez najbardziej fanatycznych kibiców - w pobliże sektora zajmowanego przez Wisłę w ciągu kilkudziesięciu sekund bez problemów przebiegło kilkudziesięciu fanów Lecha z II trybuny, niektórzy w drodze zakładali zabronione na stadionach kominiarki. Nie niepokoili ich ochroniarze, którzy się rozpierzchli. Bójce próbował zapobiec dyrektor Lecha ds. bezpieczeństwa Henryk Szlachetka - nie dał rady. Po chwili obie grupy rozdzielili policjanci.

- Nikt nie został zatrzymany, całe zdarzenie jest nagrane. Interwencja policji miała charakter prewencyjny - twierdzi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Już po meczu kibole Wisły zniszczyli toalety i spalili stoisko z kiełbaskami ustawione na ich sektorze.

Ten incydent - podobnie jak zdarzenie sprzed miesiąca, gdy omal nie doszło do stratowania w tłumie oczekującym na wejście na stadion w meczu z Red Bull Salzburg - pokazał, że systemy bezpieczeństwa na poznańskim stadionie nie działają. Nie ma przeszkód do urządzania sobie gonitw po trybunach, grupa zadymiarzy - jeśli będzie chciała - nie niepokojona przez przestraszonych ochroniarzy może błyskawicznie pojawić się przy sektorze gości. To, że sprzedawane są osobne bilety na poszczególne trybuny nie jest żadną przeszkodą, skoro można się swobodnie przedostać z jednego krańca stadionu na drugi.

W poniedziałek, w dzień Wszystkich Świętych, klub jeszcze nie był w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na trzy najważniejsze pytania dotyczące niedzielnego zajścia:

Po pierwsze: Jak to się stało, że najbardziej krewcy kibice Lecha bez trudu przebiegli dołem, w pobliżu murawy (tak twierdzi policja) w okolice sektora Wisły?

Po drugie: Po co na stadionie firma ochroniarska, skoro nie umie ich zatrzymać?

Po trzecie: Czy zadymiarzom w barwach Lecha zostaną zablokowane karnety na następne mecze?

- We wtorek odbędzie się w klubie spotkanie związane już z kwestiami bezpieczeństwa na czwartkowym meczu z Manchesterem City. Na tym spotkaniu zostaną też poruszone sprawy dotyczące zajść na meczu z Wisłą - informuje rzeczniczka Lecha Joanna Dzios. To była pierwsza zadyma na stadionie Lecha od 1997 r. i bójki na meczu z Polonią Warszawa.

Ładny gest kapitana Lecha Poznań »


Więcej o: