Banitów rewanż na Wiśle

Krakowianie mają ogromne problemy ze zdobywaniem bramek, tymczasem trzy z dziewięciu goli strzelili im piłkarze przy Reymonta niechciani. Teoretycznie wicemistrzowie Polski mogliby mieć cztery punkty więcej. - Klub popełnił błędy, ale trudno przewidzieć rozwój kariery - uważa Andrzej Iwan, były piłkarz Wisły
W dziewięciu meczach wicemistrzowie Polski zdobyli osiem bramek, stracili jedną więcej. W ostatnich trzech trafili do siatki tylko raz, z rzutu karnego. Tymczasem przegoniony z Reymonta Andrzej Niedzielan oraz Tomasz Frankowski, z którym Wisła nie chciała podpisać umowy, są na czele klasyfikacji strzelców, a dorobek poprawili także w spotkaniach z wicemistrzami Polski. Przez bramki banitów teoretycznie stracili cztery punkty - dwa z Koroną Niedzielana (było 2:2), jeden z Jagiellonią Frankowskiego (1:2) i jeden z Górnikiem (0:1), dla którego bramkę zdobył Aleksander Kwiek.

27-letni pomocnik opuścił Wisłę w 2005 r. - Wtedy nie myślałem, że kiedyś będzie w stanie wykonać sprint w 80. minucie meczu i strzelić bramkę. Ostatnimi występami mi jednak zaimponował - przyznaje Grzegorz Mielcarski, były dyrektor sportowy Wisły, za którego kadencji Kwiek przyszedł z Odry Wodzisław i po roku został sprzedany do Korony Kielce.

Inaczej sytuacja wyglądała z Niedzielanem i Frankowskim. Ten pierwszy w Wiśle zaczął obiecująco, ale po zerwaniu więzadeł w kolanie nie przebił się do składu. Po wyleczeniu kontuzji Maciej Skorża, ówczesny trener, dawał mu średnio po kilkanaście minut w meczu. Gdy do końca kontraktu został rok, dyrektor sportowy Jacek Bednarz zesłał go do Młodej Ekstraklasy i wymusił rozwiązanie kontaktu. - W klubie uznali, że nic już z niego nie będzie. Szczerze przyznam, że myślałem podobnie, ale ocena była błędna. Być może lepiej byłoby Andrzeja wypożyczyć niż kończyć umowę? Ale w Wiśle takie rozwiązania stosuje się wobec młodych zawodników, którzy i tak na ogół do Krakowa już nie wracają - podkreśla Iwan.

Mielcarski: - Wypożyczenie byłoby dobre, tylko czy Andrzej by się na nie zgodził? Zawodnik w tym wieku myśli już o rodzinie i stabilizacji, a nie podróżach po Polsce.

Wisły nic nie usprawiedliwia jednak w sprawie Frankowskiego. Dwa lata temu chciał podpisać kontrakt, ale pocałował klamkę gabinetu Bednarza. Dyrektor nie chciał z nim rozmawiać, bo klub ugiął się pod grupą kibiców, którzy uznali Frankowskiego za zdrajcę (odszedł kilka dni po tym, jak Wisła nie zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów).

Dziś 36-letni napastnik ma na koncie sześć bramek w ekstraklasie (dwie mniej od Niedzielana), a jego Jagiellonia jest liderem.

- Odpuszczenie go było wielki błędem. Teraz pokazuje, że jest dobrym napastnikiem i organizatorem gry. Chyba biega nawet więcej niż za czasów gry w Wiśle - przyznaje Iwan.