Sport.pl

Żurawski: Nie jestem tym samym zawodnikiem co kilka lat temu

Nie spełnia oczekiwań, więc trener Wisły Robert Maaskant zaproponował mu nową rolę - współpracę w prowadzeniu zespołu. W tej sytuacji 34-letni napastnik już w maju może zakończyć karierę
Kilka dni temu szkoleniowiec wezwał Żurawskiego na rozmowę i przedstawił mu pomysł na jego nową rolę w zespole. - Długo dyskutowaliśmy. Oczekiwania wobec Maćka były duże, ale nie można było wymagać, że będzie grał tak jak sześć lat temu - podkreśla Holender. Maaskant zdecydował, że Żurawski nie będzie już czołowym piłkarzem, ale część czasu poświęci na pomoc sztabowi szkoleniowemu oraz młodszym piłkarzom. To nie oznacza, że już teraz zawiesi buty na kołku.



Rozmowa z Maciejem Żurawskim,

napastnikiem Wisły

Piotr Jawor: Trener mówi, że nowa rola "ściągnie" z Pana presję.

Maciej Żurawski: W jakimś sensie tak. Trudne jest mierzenie się z samym sobą. Pamiętam te najlepsze chwile w karierze i chciałbym, by teraz było tak samo. Nie wiem, czy presja nie jest większa niż za pierwszym razem, gdy przychodziłem do Wisły. W moim wieku zawodnikowi może już czegoś brakować. W drużynie są młodsi, którzy mają potencjał i powinni ciągnąć zespół. Kiedy to zrobią, jak nie teraz? Ile będę mógł, to pomogę na boisku oraz w kwestiach teoretycznych.

Wielu doświadczonych zawodników oburzyłoby się, gdyby odesłano ich na ławkę.

- Nikt nie lubi być rezerwowym, a szczególnie dotknięty może czuć się piłkarz, który coś osiągnął. Ja się tak jednak nie czuję. Staram się zrozumieć tę sytuację, w końcu czas leci do przodu. Niestety, nie jestem tym samym zawodnikiem co kilka lat temu. Nie odpuszczam, nie spuszczam głowy w dół, ale próbuję zrozumieć zmiany. Młodzi muszą się rozwijać i grać jak najwięcej. Nie obrażam się.

Powoli przygotowuje się Pan do zakończenia kariery?

- Już kiedyś mówiłem, że jak gra przestanie mnie satysfakcjonować, to nie będę nic robił na siłę. Wiem jedno - na pewno nie odejdę do innego klubu. Jak będzie się zbliżał koniec kariery, to chcę to zrobić w Wiśle.

Ale Pana umowa wygasa w maju. Jeśli klub jej nie przedłuży, to już wtedy skończy Pan z piłką?

- Może się tak zdarzyć. Mogę też zostać w klubie, ale w innej roli. W Polsce grałem tylko w Wiśle oraz w Lechu i nie powinienem już odchodzić do klubu, z którym wcześniej nie byłem związany.

Maaskant określił Pana nową funkcję jako "grający trener".

- Nie do końca tak będzie, bo przecież mam kontrakt zawodniczy. Teraz będę zajmował się głównie komunikacją z młodszymi piłkarzami oraz obcokrajowcami. By było lepiej, piłkarze spoza Polski muszą coraz więcej rozumieć.

Po meczu ze Śląskiem Wrocław ostro wypowiedział się Pan o sytuacji Wisły. Może nowe zadania to konsekwencja tamtych słów?

- Nie. Rozmawiałem o tym z prezesem Bogdanem Basałajem. Mówiłem emocjonalnie, a to czasem mi się zdarza. Między mną a klubem nie ma nieporozumień.

W takim razie wskaże Pan na siebie, jeśli trener spyta, kogo ma wystawić w najbliższym meczu?

- Nie spyta. Skoro jest dobrym trenerem, to najlepiej wie, kto powinien grać.

Wspomniał Pan, że grę Wisły powinni prowadzić inni zawodnicy. Kogo Pan miał na myśli?

- Rafał Boguski jest bardzo utalentowany. Łapał formę i szkoda, że właśnie teraz przytrafiła mu się kontuzja. Są też bracia Brożkowie, Patryk Małecki i Czarek Wilk, który będzie silnym punktem zespołu. Nie można zapominać także o Łukaszu Gargule.

A z zagranicznych piłkarzy?

- Wrażenie robi na mnie Andres Rios. Może zrobić karierę, gdyby klub zdołał go wykupić. To byłby dobry krok, bo chłopak ma potencjał.

Maciej Żurawski przygotowuje siędo emerytury »