Sport.pl

Kasperczak: Przegraliśmy z Azerami jak frajerzy

Trener Wisły: Przecież to nie ja nie strzeliłem rzutu karnego w pierwszym meczu, nie ja popełniałem błędy w obronie.
Piotr Jawor: Dlaczego Wisła przegrała w tak fatalnym stylu?

Henryk Kasperczak: - Popełniliśmy dużo błędów w defensywie. Jeśli zespół chce grać w Lidze Europy, to nie może się tak mylić. Przy tylu banalnych pomyłkach rywale muszą zwyciężyć. Zrobili to i awansowali. Cały dwumecz przegraliśmy jak frajerzy.

Co dalej będzie z Wisłą? Kolejny rok nie udało się awansować do europejskich pucharów...

- Wszędzie na świecie, gdy zespół przegrywa tak ważne spotkanie, to na usta ciśnie się wiele pytań, ale dziś na niektóre z nich nie da się odpowiedzieć.

A co będzie z Panem? Po takich spotkaniach trenerzy w Wiśle często byli zwalniani.

- Czemu zawsze zadajecie mi to pytanie? Czemu ja mam na nie odpowiadać? Ile razy mam powtarzać, że to pytanie nie powinno być skierowane do mnie. A co w pewnych sytuacjach trener może zrobić? Przecież to nie ja nie strzeliłem rzutu karnego w pierwszym meczu, nie ja popełniałem błędy w obronie. Zawsze w takiej sytuacji winą obarczony jest szkoleniowiec.

Za ten mecz powinno oberwać się również piłkarzom.

- Na pewno nie będę ich bronił, przecież w prostych sytuacjach popełniali szkolne błędy.

Jak ocenia Pan szanse Karabachu na awans do fazy grupowej?

- Azerowie grają bardzo dobrze. Są niebezpieczni, co pokazali w spotkaniach z nami. Nieprzypadkowo drugi raz z rzędu awansowali do czwartej rundy Ligi Europejskiej [w ubiegłym sezonie pokonali m.in. Rosenborg Trondheim i odpadli po meczach z Twente - przyp. red.], być może tym razem im się poszczęści i zagrają w fazie grupowej.

Z kolei Pana zespół szansę na awans przegrał w ciągu zaledwie siedmiu minut. Tyle czasu wystarczyło, byście stracili trzy bramki.

- Są momenty, w których błędów po prostu nie można popełniać, bo decydują o całej przygodzie z europejskimi pucharami. Na przykład nasz bramkarz Milan Jovanić przy pierwszych dwóch golach mógł wyjść z bramki, a Piotrek Brożek nie zamykał akcji na skrzydle, choć wiele razy mówiłem mu, by na to uważał.

Czy ta klęska to efekt problemów z obsadzeniem pozycji stopera?

- Na początku przygotowań miałem do dyspozycji tylko dwunastu zawodników, więc teraz tę drużynę trzeba poskładać. Zaczęliśmy już coś klecić, zrobiliśmy, co w naszej mocy, ale na wszystko potrzeba czasu.

Ile?

- A kto wie Tego po prostu nie da się określić. Wraz z biegiem czasu zacznie to jakoś wyglądać. Przecież nie jest tak łatwo załatać dziury po Marcelo czy Arkadiuszu Głowackim.

Już w niedzielę startuje ekstraklasa. Jak pozbieracie się na spotkanie z Arką?

- Musimy zrobić wszystko, by zespół był gotowy. Mamy trzy dni i spróbujemy zrealizować ten cel.

Więcej o: