Liga Europejska. Dno Wisły w Azerbejdżanie. Cupiał wraca, co zrobi z Kasperczakiem?

Piłkarze z Krakowa ponownie przegrali z Karabachem Agdam, tym razem 2:3, i odpadli z Ligi Europejskiej. Azerbejdżan uchodzi piłkarski trzeci świat, wicemistrzowie Polski spadli jeszcze niżej. W piątek do Polski wraca właściciel klubu Bogusław Cupiał. Podobno już po pierwszym meczu miał wezwać na dywanik piłkarzy. Teraz gniew może przelać tylko na Kasperczaka i niewykluczone, że decyzja o jego dymisji zapadła już w czwartek po meczu - korespondencja Piotra Jawora z Baku.
To była największa kompromitacja Wisły w erze Bogusława Cupiała, boleśniejsza niż klęski z norweską Valerengą i gruzińskim Dinamem Tbilisi, poniesione kilka lat temu, gdy drużynę również prowadził trener Henryk Kasperczak.

Po porażce 0:1 u siebie w rewanżu krakowianie już po półgodzinie przegrywali 0:3 z rywalami, którzy jeszcze kilka lat temu strzelenie bramki Polakom uznawali za sukces. U schyłku minionej dekady Hutnik Kraków rozbił Chazri Buzowna Baku 9:0, a później bramkę mniej strzelił drużynie z Azerbejdżanu np. Widzew Łódź.

Dwa tygodnie temu Lech Poznań jako pierwszy polski klub uległ azerskiemu, ale Inter Baku jednak z Ligi Mistrzów wyeliminował - po rzutach karnych. Wisła poszła krok dalej, bo jako pierwsza dała się Azerom wyrzucić z pucharów. Uległa drużynie sklasyfikowanej na 237. miejscu w rankingu UEFA.

Karabach ma budżet porównywalny do klubów polskiej ekstraklasy, ale nie wydaje pieniędzy na zagraniczne gwiazdy. W kadrze trzyma dwóch Albańczyków, Gruzina oraz Łotysza, czyli przedstawicieli nacji, których w wielkiej piłce nikt nie traktuje poważnie. Reszta pochodzi z Azerbejdżanu.

W czwartek nie przeszkadzało to jednak Afranowi Ismaiłowi wkręcać w ziemię całą defensywę krakowian, a reszcie ofensywnych piłkarzy dowodzić swojej ogromnej przewagi w szybkości i przygotowaniu fizycznym. Momentami gospodarze bawili się piłką, a krakowianie biegali bezładnie, nie mając żadnego pomysłu na ugryzienie rywala. Na wszystko z boku bezradnie patrzył Kasperczak. Niedawno prezes Bogdan Basałaj zapewniał, że szkoleniowiec nawet w razie porażki może spać spokojnie, ale po takim blamażu może nie doświadczyć łaski Bogusława Cupiała.

Właściciel klubu musi kipieć ze złości. Latem sprzedał podstawowych obrońców (Marcelo i Arkadiusza Głowackiego), ale z zarobionych pięciu milionów euro na transfery wydał półtora miliona. Kupił aż dziewięciu zawodników, więc Kasperczak jako jeden z niewielu trenerów w Polsce mógł się pochwalić bardzo szeroką kadrą. Cupiał tydzień temu chciał na żywo obejrzeć, jak spisuje się przebudowana drużyna, ale nie wytrzymał kompromitującej gry i opuścił trybuny przed ostatnim gwizdkiem.

Krakowianie przegrali, bo szkoleniowiec pogubił się w bogactwie i poprzestawiał skład, który wcześniej rozbił FC Szawle. Decydujący o wyniku błąd popełnił Piotr Brożek, który został przesunięty z pomocy do obrony. Kasperczak nie zraził się jednak do eksperymentów i teraz poszedł na całość - posadził na ławce słabo grającego przed tygodniem Pawła Brożka, który w poprzednim sezonie miał u niego bezgraniczny kredyt zaufania. Zamiast Brożka wystawił Rafała Boguskiego. Do Brożka wrócił po przerwie, a ten strzelił gola.

Gol był statystycznym faktem bez znaczenia, przeciwnicy popisywali się już wówczas solowymi wypadami, bo każdy chciał uczcić historyczny triumf bramką. Wisła grała beznadziejnie, zawodząc w każdej formacji.

W piątek do Polski wraca Cupiał. Podobno już po pierwszym meczu miał wezwać na dywanik piłkarzy, ale teraz nie wiadomo, czy w ogóle będzie miał ochotę z nimi rozmawiać. Nie ma na nich wielkiego wpływu, pieniądze musi wypłacać zgodnie z kontraktami. Gniew może przelać tylko na Kasperczaka i niewykluczone, że decyzja o jego dymisji zapadła już w czwartek po meczu, choć Basałaj niedawno zapewniał, że praca trenera zostanie oceniona dopiero po kilku następnych meczach.

Wisła przegrała z Karabachem - Relacja Z czuba i na żywo »