Liga Europejska. Żurawski po pięciu latach strzela dla Wisły

Bracia Brożkowie i wracający po pięciu latach Maciej Żurawski bez problemów wystarczyli na wyeliminowanie FC Szawle. W trzeciej rundzie na krakowian czeka Karabach Agdam
Niewiele czasu potrzebował Żurawski, by przekonać Henryka Kasperczaka. Jeszcze niedawno 34-letni napastnik przyznawał, że nie jest w pełni sił, ale w czwartek szkoleniowiec tak przemeblował skład, by znaleźć miejsce dla byłego reprezentanta Polski. Ten zdobył bramkę i zaliczył dwie asysty, co wystarczyło, by usłyszał "Żuraw władca muraw". Udowodnił też, że zawodnik z ligi cypryjskiej i powoli zbliżający się do emerytury ciągle może być czołowym graczem wicemistrza Polski.

Sprawę załatwiła czerwona kartka

Przed Kasperczak zapowiadał, że nie będzie eksperymentował przy podstawowym składzie. W ciągu kilku godzin zmienił jednak zdanie i posadził na ławce Patryka Małeckiego. Tydzień wcześniej 22-letni piłkarz niespodziewanie szybko dostał szansę na zrehabilitowania się po skandalicznym zachowaniu (odmówił wyjścia na boisko w sparingu z Hannoverem), ale na Litwie grą nie zachwycił. Kasperczak nie postawił także na Wojciecha Łobodzińskiego (w pierwszym meczu nie zagrał z powodu gorączki), tylko przesunął na skrzydło Rafała Boguskiego i w ten sposób zrobił miejsce w ataku Żurawskiemu. "Witamy w domu" - wykrzyczał spiker, gdy wyczytywał nazwisko napastnika.

Od początku meczu widać jaki podział ról będzie obowiązywał między krakowskimi napastnikami. Paweł Brożek - jak kiedyś Tomasz Frankowski - był najbardziej wysunięty, próbował nękać środkowych obrońców i czekał na podanie. Co innego Żurawski, który zbiegał do skrzydeł i cofał się nawet na 40. metr przed swoją bramkę. Przez to odbierał część pracy Łukaszowi Gargule.

Byłego rozgrywającego reprezentacji Polski czeka jeszcze sporo pracy. Co prawda ciągle potrafi błysnąć ciekawym podaniem, ale robił to zdecydowanie za rzadko. Inna sprawa, że z rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia musi nauczyć się grać cała drużyna. Wicemistrzowie Polski za często próbowali dalekich podań zamiast usypiać słabych Litwinów dziesiątkami podań.

Od początku spotkania drzemkę ucięli sobie jednak gospodarze. W pierwszym kwadransie niespodziewaną przewagę miało FC Szawle, ale ich minimalne szanse prysły po głupim zachowaniu Tomasa Kanczelskisa. Najbardziej doświadczony z Litwinów (ma za sobą występy w szkockiej ekstraklasie) w niegroźnej sytuacji kopnął wyprostowaną nogą w pachwinę Garguły, za co otrzymał czerwoną kartkę. Chwilę później rozgrywający Wisły zaliczył najlepsze zagranie... nie dotykając piłki. Garguła przepuścił dobre podanie Boguskiego, a Piotr Brożek strzałem zza pola karnego umieścił piłkę w długim roku bramki. To było jego drugie trafienie w dwumeczu.

Tuż po przerwie role wśród napastników niespodziewanie się zmieniły. Paweł Brożek wyłożył piłkę Żurawskiemu, ten położył bramkarza i bez problemów trafił do siatki. Kwadrans później, przy czwartej bramce było odwrotnie.

Daleka wyprawa przed play-off

Miny krakowianom zrzedły jeszcze przed spotkaniem. FC Portadown był blisko niespodzianki, ale nie dał rady Azerom. Co prawda Irlandczycy (u siebie przegrali 1:2) w czwartek prowadzili z Karabachem Agdam, ale nie zdołali zdobyć drugiego gola. Trafili za to gospodarze i skończyło się 1:1. To oznacza, że w najbliższy czwartek na Hutniku wicemistrzowie Polski podejmować będą trzecią drużynę Azerbejdżanu. Tydzień później czeka ich wyprawa do gorącego i jednego z najbardziej oddalanych państw występujących w europejskich pucharach. Stawką rywalizacji będzie awans do ostatniej rundy przed fazą grupową.