Ekstraklasa. Wisła Kraków: Desperacja Kasperczaka

- Brożkowi brakuje szybkości, nie wychodzi na pozycję. W efekcie drużyna ma o jednego mniej, ale Paweł wciąż nie schodzi z boiska, bo jest w Wiśle jak święta krowa - mówi Andrzej Iwan, były napastnik ?Białej Gwiazdy? i reprezentacji
Jak Wisła przegrała z Koroną - wideo »

Po piątkowej porażce z Koroną Wisła ma tylko punkt przewagi nad Lechem. - Tylko wygranie wszystkich meczów da nam nam tytuł - mówi trener Henryk Kasperczak.

A jeszcze tydzień temu po wygranej z Piastem Gliwice droga Wisły do obrony tytułu wydawała się szeroka, gładka i prosta jak autostrady w Niemczech. Teraz stała się wąską górską ścieżką nad przepaścią, na której każdy fałszywy krok może krakowian kosztować utratę tytułu.

Mistrzowie Polski mają zdecydowanie trudniejszy terminarz niż drugi w tabeli Lech. I to nie dlatego, że dwa z trzech meczów zagrają na wyjazdach. Akurat na boiskach rywali zdobyli więcej punktów niż w roli gospodarza (jesienią w Sosnowcu, wiosną na stadionie Hutnika). Już w sobotę czeka ich wyjazd do Warszawy. Legia szanse na mistrzostwo ma matematyczne, ale na własnym boisku prestiżowego meczu chyba nie odda bez walki. W kolejnym spotkaniu wiślacy rozegrają derby z wciąż niepewną utrzymania Cracovią. Na koniec podejmą Odrę Wodzisław, dla której może to być mecz o życie.

Lech w sobotę zmierzy się w Poznaniu ze spokojną o ligowy byt Polonią Bytom. Potem czeka go najtrudniejsze spotkanie - wyjazdowe z Ruchem, który może okazać się czarnym koniem rozgrywek. Chorzowianie mają trzy punkty straty do podopiecznych Jacka Zielińskiego i w przypadku zwycięstwa 2:0 lub wyższego wyprzedzą ich w tabeli. Na koniec sezonu Lech podejmie Zagłębie Lubin.

Andrzej Klemba: Po remisie z Lechem Wisła miała nad nim cztery punkty przewagi. Teraz mistrzostwo wymyka się jej z rąk.

Andrzej Iwan*: Szanse zostały zredukowane jak tylko można najbardziej. W Wiśle nie brano pod uwagę porażki z Koroną. Optymizmu szukam w tym, że Wisła już kilka razy pokazała, że kiedy stoi pod ścianą, potrafi stanąć na wysokości zadania. Także w meczach z Legią. Z drugiej strony Lech też musi wygrywać, a czeka go wyjazdowe spotkanie z Ruchem. Może być więc tak, że i bez zwycięstwa w Warszawie Wisła wygra ligę.

Ale chyba nie po takiej grze jak z Koroną?

- Niestety, musiałem obejrzeć to spotkanie na żywo. Wydawałoby się, że minimum zaangażowania piłkarze muszą wykazać, ale na grę Wisły nie dało się patrzeć. Tak naprawdę mistrz Polski do tej pory nie wyszedł z kryzysu z początku rundy wiosennej. Choć zwyciężał, grał co najwyżej poprawnie. Proszę sobie przypomnieć np. zwycięstwo z Polonią Warszawa po golu samobójczym w ostatniej minucie. Nie było czasu, by wyprowadzić zespół z marazmu.

Wiśle wciąż bardzo daleko do efektownego wygrywania, jak podczas pierwszej pracy Henryka Kasperczaka.

- Poza pierwszą rundą za czasów trenera Skorży, kiedy w drużynie był przywódca z prawdziwego zdarzenia Kamil Kosowski, nie było meczów, które zapadłyby w pamięć.

Jak Wisła chce obronić tytuł, jeśli w meczach z mocnymi rywalami, jak Lech czy będąca w formie Korona, Paweł Brożek nie oddaje ani jednego strzału?

- On chyba nie jest w pełni zdrowy. Napastnik nie musi grać na pełnych obrotach przez 90 minut, ale kilka razy powinien się zerwać. Partnerzy wciąż na niego liczą, pamiętają, jak strzelał gole i szukają go wzrokiem, by do niego zagrać. Brożkowi brakuje jednak szybkości, nie wychodzi na pozycje i często jest za późno, by inaczej rozwiązać akcje. Gra nadal, więc jego koledzy mogą być zdezorientowani, bo Paweł jest jak święta krowa. W efekcie zespół ma o jednego mniej.

Zarówno Henryk Kasperczak, jak i Maciej Skorża bali się posadzić na ławce najlepszego strzelca w ubiegłych latach.

- To jest jakieś wyjście. Można też spróbować cofnąć go do drugiej linii, gdzie nie trzeba tak dużej szybkości. Heniek jest w trudnej sytuacji, bo w meczu z Koroną Pawła jakby na boisku nie było, a trzymał go do końca. Georgi Christow rozgrzewał się niemal całą drugą połowę, ale do zmiany nie doszło. Trener wolał zdecydować się na desperacki krok i przesunąć do ataku stopera Marcelo, zamiast wpuścić na boisko Bułgara. To nie do pomyślenia, by w drużynie mistrza Polski nie było drugiego dobrego napastnika. Na dodatek Brazylijczyk nic nie zdziałał, przegrał wszystkie górne piłki z Pavolem Stano.

*Andrzej Iwan rozegrał w ataku Wisły 198 spotkań (69 goli), grał też w Górniku Zabrze (68/21) i w reprezentacji (29/11). Obecnie jest komentatorem telewizyjnym