Ekstraklasa. Gdzie Brożek nie może, tam brata pośle

Trener Henryk Kasperczak znowu miał nosa. Dokonał kluczowej zmiany, znalazł optymalną pozycję Piotrowi Brożkowi. Ten wyręczył brata - strzelił gola, miał asystę, a Wisła wygrała z Polonią w Bytomiu 3:1. Tym samym Piotr Brożek wpakował się na wyboistą drogę do reprezentacji.
Ekstraklasa.tv: Zobacz bramkę Piotra Brożka »

Niedawno mistrzowie Polski mieli problemy ze zbliżeniem się do bramki rywali i przez blisko 400 minut nie potrafili trafić do siatki. Przyjście Kasperczaka nie przyniosło rewolucji, ale w drugim ligowym meczu z rzędu krakowianie zdobyli trzy gole i nie pozwolili konkurencji zbliżyć się w tabeli. - Znowu czujemy moc - cieszy się Arkadiusz Głowacki, kapitan Wisły.

Bo kiedyś był tam Kosowski

Kasperczak grunt pod dobry start przygotował osiem lat temu. Wtedy podjął decyzję, że Piotra Brożka, mistrza Polski juniorów i nadziei naszej piłki, zmieni z obrońcy w pomocnika. Dla bliźniaka była to trzecia pozycja, bo kiedyś występował nawet z bratem w ataku. - Może i mógłby strzelać bramki w moim stylu, ale nie ma takiej prawej nogi - żartował z brata Paweł.

Kasperczak widzi jednak w Piotrze lokomotywę ofensywy i zaraz po przyjściu do Krakowa wezwał go na rozmowę. - Nie była burzliwa. Trener powiedział, że chce mnie w pomocy i zapytał, czy mogę tam występować. Dla mnie to nie problem. Kilka lat temu grałem w drugiej linii, ale trudno było wygrać rywalizację z Kamilem Kosowskim - opowiada Piotr.

Jego początki u Kasperczaka były ciężkie. Co prawda mógł liczyć na większy kredyt zaufania od Pawła, ale w końcu i tak został wystawiony na listę transferową i wypożyczony do Górnika Zabrze. W lipcu 2004 r. trener przyznał nawet, że w ówczesnej formie Brożek Wiśle nie jest potrzebny, ale teraz stawia na niego w ciemno. Przynosi to drużynie sporo pożytku, ale piłkarzowi może skomplikować drogę do reprezentacji.

Kadra od lat cierpi na brak piłkarzy lewonożnych, a poszukiwanie obrońcy wydaje się trwać w nieskończoność. Mimo to według Leo Beenhakkera Brożek na reprezentację nie zasługiwał. Szansę dał mu dopiero Smuda. Zabrał go na turniej do Tajlandii, ale ku zaskoczeniu również wystawiał w pomocy, gdzie konkurencja jest większa (wygryzienie Ludovica Obraniaka czy Sławomira Peszki jest zdecydowanie trudniejsze niż rywalizacja z Sewerynem Gancarczykiem i Dariuszem Dudką).

- Skoro nie dostałem powołania na kolejne spotkanie, to chyba nie przekonałem trenera. Reprezentacja to moje marzenie. Dobrze czułem się w defensywie, ale może Smuda też nie widzi we mnie obrońcy? - zastanawia się Brożek.

Ma być jak Solskjaer

W sobotę 27-letni piłkarz był najlepszy na boisku. Minutę po bramce dla Polonii doprowadził do remisu, przy golu na 2:1 podał dokładnie do Rafała Boguskiego. Na ten dorobek jego brat może tylko patrzeć z zazdrością. Co prawda Paweł w poprzednim meczu zaliczył dwie asysty, ale gola ostatnio strzelił w październiku. W Bytomiu spisał się słabo i został zmieniony po godzinie. - W przełamaniu musi pomóc mu cała drużyna. Każdy napastnik miewa okres, w którym piłka za żadne skarby nie chce wpaść do bramki - uważa Piotr.

- Paweł jest snajperem i w tej sytuacji musi być niezadowolony. Ale wytrzymajmy, może w końcu się odblokuje? Będę na niego stawiał, ma moje zaufanie - mówi Kasperczak.

On niby dokonuje tych samych zmian co jego poprzednik Maciej Skorża, ale rezerwowi okazują się dżokerami i wygrywają spotkania. W poprzedniej kolejce z Lechią Gdańsk strzelili dwa gole, a przy trzecim zaliczyli asystę. Przeciwko Polonii bramkę na 2:1 zdobył Rafał Boguski pięć minut po wejściu na boisko. - Przed meczem trener bramkarzy powiedział, że tak jak Ole Gunnar Solskjaer będę wchodził i strzelał bramki. Na razie nie mam nic przeciwko, bo wiadomo, że moja forma nie jest najlepsza - podkreśla 26-letni napastnik.

Kasperczakowi nie można odmówić odwagi. Eksperymentuje - na prawej obronie postawił na żółtodzioba Łukasz Burligę (Pablo Alvarez jest kontuzjowany), odesłał na ławkę pewniaka u Skorży Andraża Kirma, Juniora Diaza ze środka pomocy przesunął na lewą obronę. I znowu miał szczęście, bo choć Kostarykańczyk opadał z sił i niewiele brakowało, by został wyrzucony z boiska, to w końcówce strzelił gola po fatalnym błędzie Wojciecha Skaby, bramkarza gospodarzy.