Piotr Brożek: To był pierwszy i ostatni raz

- Wiadomo, jaka atmosfera panuje w klubie i wokoło. Ta nerwowość mi się udzieliła - twierdzi Piotr Brożek, obrońca Wisły, który zostanie ukarany za spięcie z trenerem Maciejem Skorżą
Stwórz drużynę, zagraj i Wygraj Ligę!
W 56. min niedzielnego meczu z Odrą Wodzisław Brożek zagrał niedokładnie i piłka wyszła na aut. Szkoleniowiec miał do niego pretensje, a zawodnik nie pozostał dłużny i rzucił w stronę trenera kilka słów. Skorża od razu krzyknął w stronę ławki rezerwowych: - Boguś [Rafał Boguski - przyp. red.] wchodzi za Piotrka. Natychmiast!

Po chwili doszło do zmiany, a trener nie podziękował Brożkowi za grę.

Jaka kara czeka 26-letniego obrońcę? Półtora roku temu Skorża przesunął do drużyny Młodej Ekstraklasy Jeana Paulistę. Brazylijczyk poczuł się urażony, bo szkoleniowiec nie wpuścił go na boisko i kwadrans przed zakończeniem meczu zszedł do szatni. Na nic zdały się tłumaczenie i przeprosiny, bo Paulista w pierwszym zespole nie zagrał przez dwa tygodnie.

Wygląda jednak na to, że w przypadku Brożka skończy się na potrąceniu części wypłaty. - Jeśli wypowiedział takie słowa, to reakcja trenera była jak najbardziej słuszna. Trzeba porozmawiać ze szkoleniowcem, ale myślę, że zawodnik zostanie ukarany finansowo. Mamy w klubie odpowiedni taryfikator - zapewnia Marek Wilczek, prezes Wisły.

Piotr Jawor: Jak Pan ocenia sytuację z meczu w Wodzisławiu dobę później?

Piotr Brożek: Sprawa została za bardzo rozdmuchana. Nie powiedziałem trenerowi "sam sobie zagraj", a jedynie, że "chciałem zagrać", i to wszystko. Trener postanowił jednak ściągnąć mnie z boiska i szanuję tę decyzję. Potem wytłumaczyliśmy sobie parę spraw i przeprosiłem za to, że się odezwałem. Owszem, na boisku byłem zdenerwowany, ale na pewno nie użyłem wulgarnych czy obraźliwych słów. Nie ma co robić z tego wielkiego konfliktu.

Trener źle Pana zrozumiał czy był zły, że w ogóle Pan się odezwał?

- To drugie, bo później sam przyznał, że nie słyszał, co do niego powiedziałem.

Zdarzyło się to Panu pierwszy raz?

- Tak, i mogę tylko obiecać, że pierwszy i ostatni. Niepotrzebnie się odezwałem, ale chciałem wytłumaczyć się z tego zagrania. Trener był bardzo zły, że straciłem piłkę i dodatkowo coś jeszcze powiedziałem.

Zaraz po tym incydencie wiedział Pan, że zejdzie z boiska?

- Domyślałem się.

Trener zrozumiał Pana tłumaczenie?

- Rozmawialiśmy chwilę. Do tej pory dogadywaliśmy się dobrze i w przyszłości będzie podobnie.

Prowadziliście w tym momencie 3:0. Skąd takie nerwy?

- Wiadomo, jaka atmosfera panuje ostatnio w klubie i wokoło. W tym meczu udzieliła mi się ta nerwowość. Teraz jednak trzeba cieszyć się, że wygraliśmy.

Nie boi się Pan konsekwencji? Kary finansowej lub utraty miejsca w składzie?

- Zobaczymy, jak to będzie. Spodziewam się kary i przyjmę ją z pokorą.

Czego nauczyło Pana to zajście?

- Pokory. Zrobiłem to pierwszy i ostatni raz. Więcej się nie zdarzy.

Wróćmy do meczu. W Wodzisławiu kibice jasno dali Wam do zrozumienia, że tak łatwo nie wybaczą porażek z Legią i Cracovią.

- Z jednej strony mają rację, bo dla nich te spotkania są najważniejsze w rundzie. Zawiedliśmy ich oczekiwania i mają prawo być źli, ale mam nadzieję, że w najbliższych spotkaniach zdołamy odzyskać zaufanie.

Mecze z Ruchem i Zagłębiem będą bardzo ważne.

- Po rundzie jesiennej jesteśmy liderami. Mam nadzieję, że w Chorzowie zagramy równie dobrze jak w Wodzisławiu i wrócimy z trzema punktami.

Z gry wypada Marcelo, więc obrona będzie eksperymentalna.

- Od dłuższego czasu tak jest, bo kontuzje wyeliminowały Arka Głowackiego, Radka Sobolewskiego, a teraz Pawła. Po to są zmiennicy, by wejść i grać to samo co oni.

Do tej pory nie miał Pan konkurenta, ale klub zapowiedział, że wkrótce taki się pojawi. Może stąd te nerwy?

- Cieszę się, że gram, i konkurent nie jest mi potrzebny. Jednak każdy z nas wolałby, by w klubie było 22 równorzędnych zawodników. Taka rywalizacja wszystkim wychodzi na dobre.
Piotr Brożek przeprasza i dostaje karę »