Feta w Krakowie: Pomnik Mickiewicza w koszulce Wisły

W sobotni wieczór nawet Adam Mickiewicz na Rynku Głównym Krakowa ubrany w koszulkę Wisły. Tłum kibiców do późna świętował 12. mistrzostwo Polski.
Zanim doszło do fety, wiślacy musieli przynajmniej zremisować ze Śląskiem Wrocław. Wygrali 2:0, ale już na samym początku zadrżały serca wszystkich na stadionie, kiedy Janusz Gancarczyk trafił w poprzeczkę. Potem Wisłę już przy prowadzeniu ponownie ratowała poprzeczka i słupek.

- Presja spętała nam nogi i ten mecz nie wyglądał efektownie, ale cel osiągnęliśmy - mówił Paweł Brożek. - Jak smakuje tytuł? Inaczej niż poprzedni. Lepiej. W poprzednim sezonie już w grudniu byliśmy mistrzami. Bo przewagi 10 punktów nie da się tak łatwo roztrwonić. Teraz do ostatniego meczu trwała walka, z której wyszliśmy zwycięsko.

Na początku rundy rewanżowej Wisła traciła do lidera pięć punktów i straciła na miesiąc Pawła Brożka. Piłkarze nie załamali się i odrabiali straty. Przełomowe okazało się zwycięstwo nad Legią w 27. kolejce, po której wiślacy znów byli liderem - pierwszy raz od 4. kolejki. Nie oddali pierwszego miejsca do końca sezonu.

- Pamiętam, że gdy traciliśmy pięć punktów, wszyscy stawiali na nas krzyżyk. Drużyna wyszła jednak z opresji obronną ręką - przyznaje Skorża, który w sobotę z kilkudziesięciu tysięcy gardeł usłyszał zapewnienie: "Trenerze, my wierzyliśmy!".

Do zwątpienia przyznał się jednak Marek Zieńczuk. - Może to zabrzmi nieprofesjonalnie, ale miałem taką chwilę po remisie z Piastem w Gliwicach. Tamten mecz dał mi psychicznie w kość. Zwycięstwo z Legią było trochę szczęśliwe, ale dało nam dużego kopa - podkreśla Zieńczuk.

Po meczu feta rozpoczęła się na stadionie. Kibice i wiślacy nie byli w pełni zadowoleni, bo nikt z PZPN nie przyjechał, by wręczyć im medale. Sami musieli pofatygować się w niedzielę pod Warszawę, by je odebrać. O tych problemach wszyscy zapomnieli jednak na Rynku Głównym.

Na autobus z zawodnikami czekało ok. 30 tys. osób. Jeden z kibiców wdrapał się na kilkumetrowy pomnik Adama Mickiewicza, którego ubrał w wiślacką koszulkę.

Chwilę później tłumem z Sukiennic zaczęli dowodzić piłkarze. Intonowali piosenki, składali życzenia i dziękowali Skorży. Trener zdjął nawet marynarkę i rzucił kibicom, a zawodnicy polewali szampanem fanów. Przewodził im Piotr Brożek, który wypalił przez mikrofon: "A teraz idziemy na jednego". Lampkę szampana piłkarze wypili po fecie, bo zostali zaproszeni na kolację z Bogusławem Cupiałem, właścicielem klubu.

Zieńczuk nawet gdy mówił o przyszłości Wisły, używał słowa "my". Będzie musiał się tego oduczyć, bo od 1 lipca rozpoczyna treningi ze Skodą Xanthi. W lidze greckiej zagra też Marcin Baszczyński, który po dziewięciu latach w Wiśle przenosi się do Atromitosu Ateny. - Nigdy nie zapomnę tych lat. Mam tylko nadzieję, że na świętowaniu nie popłaczę się jak baba - martwił się 32-letni obrońca.

Mamy dwóch królów strzelców - Chinyama dogonił Brożka »