Sport.pl

Upadek imperium krakowskiego

Ohydnym wybrykiem po derbach Krakowa piłkarze Wisły, którzy już nie tylko milcząco aprobują kibolskie barbarzyństwo, lecz aktywnie do ekscesów zachęcają, zwieńczyli całą serię zawstydzających spięć boiskowych. Nieczęsto zdarza się, by jakaś drużyna - zwłaszcza drużyna klasy mistrzowskiej - w trzy dni zasłużyła na cztery czerwone kartki, w dodatku kartki rozdane przede wszystkim ligowym weteranom (z kwartetu Baszczyński - Sobolewski - Cleber - Małecki tylko ostatni jest nowicjuszem).
Antysemickie okrzyki? Wisła broni piłkarzy, a Cracovia kiboli »

Wiślacy gubią głowy, bo przegrywają w lidze, szybciutko odpadają z Pucharu Ekstraklasy, czują, że stracili przewagę nad rosnącymi w siłę rywalami. Rosnącą frustrację widać w bezbarwnej grze byłych gwiazd ligi i słychać w wypowiedziach przedstawicieli klubu, który co rusz tropią wymierzone w nich spiski - a to przed szlagierem z Legią wrogowie zawieszają Rafała Boguskiego (za kopnięcie przeciwnika bez piłki), a to krzywdzą mistrza kraju otwarcie stronniczy sędziowie z Warszawy. Cała ludzkość intryguje przeciw Wiśle, nic, tylko czekać, aż nieznani sprawcy rozpylą w szatni zarazki koprolalii i zainfekowani gracze Macieja Skorży będą musieli wulgarnie wymyślać arbitrom już bez ustanku, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem i wbrew własnej woli.

Epizodów świadczących o podupadającym morale drużyny znalazłoby się tej jesieni mnóstwo. Kilka tygodni temu przerażeni wiślacy wręcz uciekali od piłki, kiedy trzeba było strzelić z rzutu karnego na bramkę przeciętnej Lechii Gdańsk. Odpowiedzialności bali się nawet ci zaprawieni w wielokrotnych bojach o Ligę Mistrzów, w końcu najodważniejszym okazał się 20-letni, najmłodszy w zespole Patryk Małecki. Zdarzył się też wyjazdowy mecz Pucharu Ekstraklasy we Wrocławiu, na który trener... w ogóle nie pojechał.

Kary dla Baszczyńskiego i Hajty »

Nadeszły dla krakowian ciężkie czasy, co rzecz jasna wcale ich wstrętnego zachowania nie usprawiedliwia. Raczej je dodatkowo tłumaczy. Piłkarze wyładowują napięcie w jakikolwiek sposób, a ponieważ sportowo nie umieją, reagują jak rozjuszony chuligan, który mści się na nieprzyjaznym świecie, wymierzając kopniaki pierwszemu napotkanemu psiakowi. Wiśle świat wyrządza przykrości od późnej wiosny - jak tylko zdobyła tytuł, spadła na nią epidemia drobnych niepowodzeń i dotkliwych klęsk. W minionym tygodniu nastąpiła tylko kulminacja choroby, która toczy mistrza od pół roku.

Z Legią przegrała "Biała Gwiazda" i finał Pucharu Polski, i półfinał Pucharu Ekstraklasy, choć właściciel Bogusław Cupiał pożądał kompletu krajowych trofeów. Z Adamem Kokoszką - utalentowanym obrońcą, który dał dyla do włoskiego Empoli - przegrała przed sądem i prócz ekwiwalentu za wyszkolenie nie dostała za niego złamanego grosza. Z ekonomicznymi realiami przegrała letnią kampanię transferową - poza Kokoszką sprzedała reprezentanta Polski Dariusza Dudkę, nie znajdując potrzebnych zrozpaczonemu wąską kadrą trenerowi Skorży bramkarza, napastnika oraz skrzydłowego. Z Tottenhamem przegrała (znów) rywalizację o fazę grupową Pucharu UEFA, choć rywale ugniatali wówczas dno ligi angielskiej i przegrywali dosłownie z każdym poza krakowianami. Z Lechem Poznań oraz Legią przegrała oba szlagiery ligowej jesieni, tracąc na domiar złego punkty z tercetem najsłabszych w Ekstraklasie - Cracovią (derby!), ŁKS-em oraz Górnikiem. Wreszcie z kryzysem finansowym przegrał Cupiał - należąca do niego Tele-Fonika, czwarty producent kabli w Europie, zapowiedział grupowe zwolnienia obejmujące 900 osób, czyli jedną piątą zatrudnionych.

Wiśle radykalne cięcia nie grożą, ale jej kadra szczupleje od dawna. Powoli, piłkarz po piłkarzu, obfita pensja po obfitej pensji. Każdego odchodzącego giganta polskiej ligi albo zastępuje młody zdolny, albo nie zastępuje nikt. Między słupkami wciąż stoi bramkarz safanduła, w napadzie trener Skorża musi wystawiać niekiedy obrońcę. Z czego wynikają wszystkie spisane wyżej niepowodzenia i co nakazuje przypuszczać, że krakowianie borykają się dziś z zapaścią dalece głębszą niż depresja po porażkach ze Śląskiem i Ruchem. Głębszą nawet, niżby wskazywał ich dorobek po 16 kolejkach - o 14 punktów (!) uboższy od uzyskanego po 16 kolejkach w minionym sezonie. Głębszą dlatego, że nieodwracalną. A nieodwracalną dlatego, że oglądamy właśnie ostateczny schyłek jej hegemonii.

Po skandalu w Krakowie: Prokuratura już działa »

Hegemonia trwała dekadę. Hegemonia o skali w naszej lidze spotykanej nadzwyczaj rzadko. Wyjąwszy jeden przypadek, od sezonu 1998/99 Wisła zdobywała wyłącznie mistrzostwo kraju (sześciokrotnie) bądź wicemistrzostwo (trzykrotnie). Wcześniej okresy porównywalnej świetności przeżywały tylko Górnik Zabrze oraz - w czasach niemal antycznych - Ruch Chorzów.

Zapałowi inwestującego w drużynie Cupiała zawdzięczamy sporo wzruszeń w europejskich pucharach, a także kilka autentycznych gwiazd reprezentacji, które najpierw rozbłysły w klubie. Wisła jako jedyny polski ligowiec regularnie dostarczała kadrze piłkarzy - resztę kolejni selekcjonerzy rekrutowali za granicą. Najlepsi chcieli grać dla niej i tylko dla niej. Także wskutek niepodważalnej finansowej dominacji klubu, którą napędzała tyleż futbolowa pasja właściciela, co brak realnej konkurencji. Jej przeciwnikami bywali wyłącznie potentaci małomiasteczkowi (Groclin, Amica) lub wyczekujący na stabilnego, hojnego inwestora (Legia).

Ta epoka się skończyła. Nie dlatego, że Wisła akurat przegrała w Chorzowie. Nie wyznaczyła przełomowej daty porażka z wczoraj bądź przedwczoraj, nie wyznaczy jej porażka z jutra lub pojutrza. Imperium nie runie z dnia na dzień, ba, Wisła wciąż zachowuje szanse na obronę tytułu. Ale zyskała dwóch - na razie dwóch - przeciwników zbyt potężnych i zbyt stabilnych, żeby utrzymać władzę absolutną. Postępy Lecha i Legii są nieuniknione, więc nieunikniona jest zmiana układu sił. Rozentuzjazmowany Poznań i Warszawa rzucają wyzwanie Krakowowi, który znajduje się w ewidentnej defensywie - Cupiał się zmęczył i od kilku lat odzyskuje zainwestowane w klub pieniądze.

Marne derby Krakowa, wielki wstyd »

Na przybitych wyglądają piłkarze, którzy przy niekorzystnym wyniku nie potrafią przycisnąć do pola karnego nawet przeciętnego rywala, oraz trener zajmujący się głównie robieniem dobrej miny do złej gry. Pół biedy, jeśli Skorża zostanie w klubie na dłużej i będzie budował nową drużyną. Gdyby narwaniec Cupiał w swoim stylu go przepędził, Wiśle zagrozi pogłębienie kryzysu, bo wątłość kadry pomnoży się przez chaos wywołany obaleniem przywódcy.

Krakowianie nie wysyłają już hurtowo zawodników na zgrupowania reprezentacji Polski. Ostała im się jedna supergwiazda, której prawdopodobna emigracja może symbolicznie zamknąć epokę. Wokół Pawła Brożka tłoczy się głównie przeciętność i znużenie, wręcz trudno sobie wyobrazić, ile więcej spiętrzyłoby się nad krakowianami nieszczęść, gdyby przytrafiłaby mu się tej jesieni poważna kontuzja. Podwładnego o zbliżonych choćby umiejętnościach - po lekkomyślnym pozbyciu się Kosowskiego (wbrew woli trenera!) - Skorża nie ma ani jednego. Są natomiast Baszczyński (31 lat), Głowacki (29), Cleber (34), Sobolewski (32), Cantoro (32), Zieńczuk (30), Dawidowski (30) i Niedzielan (29). Weterani, którzy w ostatnim sezonie bili się zaciekle o odzyskanie twarzy po beznadziejnym sezonie przedostatnim (ósme miejsce) w lidze, znów stracili zapał. Zniechęceni odbębniają na boisku robotę pod hasłem "byle do fajrantu". Jakby czuli, że nie grają już w klubie wyjątkowym, lecz jednym z wielu.