Sport.pl

Ruch nie Real, więc Wisłę pokonał

Zespół z Krakowa jest w dołku, a niebiescy wykorzystali słabość rywala po mistrzowsku. - Tylko nie róbcie teraz ze mnie zbawiciela - apelował do dziennikarzy Michał Pulkowski, który strzelił zwycięskiego gola.
Zobacz bramki i skróty wszystkich meczów »

Na taki występ chorzowskich piłkarzy kibice Ruchu czekali od październikowego meczu z Lechem Poznań. Zwycięstwa nad faworytami do mistrzostwa Polski pokazują, że w niebieskiej drużynie tli się potencjał, który Ślązacy wykorzystują jednak wciąż zbyt rzadko.

- Wygrana z Wisłą to fajna sprawa - nie zdarza się często i nie każdemu - cieszył się Grzegorz Baran.

- Pokonaliśmy Lecha, Wisłę. Z Legią też było blisko. Czołówka powinna się nas bać - odgrażał się szczęśliwy Tomasz Brzyski.

Drugi rok z rzędu niebiescy kończą rundę jesienną na Stadionie Śląskim meczem z zespołem z Krakowa. W ubiegłym sezonie to była Cracovia, a teraz Wisła. - Nie mam nic przeciwko, żeby i wynik był taki sam [Ruch ograł Cracovię 2:0 - przyp.red.] - żartował przed meczem Janusz Paterman, sponsor i działacz niebieskich.

Cztery tygodnie temu, gdy Ruch pojechał po punkty do Krakowa, chorzowianie poddali się niemal bez walki. Trener Bogusław Pietrzak stwierdził nawet, że między 12., a 35 minutą jego drużyny nie było na boisku

Przed rewanżem trener Pietrzak starał się wpoić swoim graczom trzy zasady. Po pierwsze nie spuszczać z oka Pawła Brożka. Po drugie nawet na chwilę nie tracić koncentracji przy stałych fragmentach gry. Po trzecie nie tracić prostych piłek przed własnym polem karnym.

Chorzowscy piłkarze szybko przekonali się, że wskazówki były trafione. Wystarczyło, że Rafał Grodzicki za słabo wybił piłkę sprzed własnej bramki, a Krzysztof Pilarz już musiał rzucać się pod nogi rozpędzonego Pawła Brożka. Brak dokładnego krycia przy rzucie rożnym skończył się tym, że Marcelo przestrzelił głową o centymetry. Do przerwy to były najgroźniejsze akcje mistrzów Polski, którzy rozgrywali piłkę zdecydowanie za wolno.

Trener Pietrzak na wspomnienie tych akcji - szczególnie zagrania Grodzickiego - tylko się uśmiechnął. - A mówię swoim piłkarzom - nie grajcie jak Real Madryt! Ale nie, oni czasami lubią sobie popodawać piłkę przed polem karnym - ocenił dobrotliwie.

Już w ataku Ruch postawił prostotę - dwie, trzy wymiany piłki w środku pola i długie podanie do Marcina Zająca lub Remigiusz Jezierskiego. Napastnicy niebieskich nie potrafili jednak wykorzystać ani sprytu, ani swojej szybkości. Ruch zagrażał bramce Mariusza Pawełka tylko po strzałach z dystansu. Dodajmy, że niezbyt groźnych.

- Muszą uwierzyć w swoje siły! Tak jak swego czasu inny Ruch, ten Radzionkowa. Nikt na nich nie stawiał, a ograli Wisłę aż 4:1 - przypominał Damian Galeja, wychowanek chorzowskiego klubu, zawodnik drużyny z Radzionkowa, a dziś trener młodzieży w GKS-ie Tychy.

I Ruch uwierzył! Bliski szczęścia był już Zając, ale niestety jedną z wad piłkarza Ruchu jest to, że nie potrafi strzelać lewą nogą. Tydzień temu, gdy Ruch walczył o punkty z Legią Zając miał świetną okazję, ale gdy prosiło się o uderzenie lewą on kropnął ile sił prawą. Z Wisłą sytuacja się powtórzyła...

Na szczęście dla Ruchu Michał Pulkowski strzela już obiema nogami. Na bramkę mocno zapracował Artur Sobiech, któremu chwilę wcześniej zabrakło metra wolnego miejsca by popisać się efektownymi nożycami. To zagranie tak jednak wystraszyło obrońców Wisły, że ci niemal wystawili piłkę Pulkowskiemu. - Tylko nie róbcie ze mnie zbawiciela. To był prosty strzał z kilku metrów. Marzyłem o golu tydzień temu, gdy na Śląski przyjechała Legia [Pulkowski jest warszawiakiem - przyp.red.], cóż udało się z Wisłą - mówił Pulkowski, który chwilę po zdobyciu bramki rozbujał kołyskę dla nowonarodzonego syna Marcina Nowackiego (nie grał z powodu kontuzji). - Ten gol jest dla mnie niczym wisienka na torcie, który niestety okazał się zakalcem. To nie była dla mnie dobra runda. Nie grałem dużo, nie grałem też skutecznie. Czytałem w prasie jak dziennikarze wypominają zmarnowane okazje Piotrkowi Ćwielongowi. A ja co mam powiedzieć? Tylko w meczu z Górnikiem Zabrze zmarnowałem trzy doskonałe okazje - wspominał Pulkowski.

Zobacz jak Pulkowski pogrążył Wisłę - wideo »

Chwilę po zdobyciu bramki Ruch mógł podwyższyć prowadzenie! Naciskany przez obrońcę Sobiech przestrzelił jednak z kilku metrów. - No, nie wiele brakło. Myślę jednak, że moja zmiana nie była zła. Po takim meczu, takiej wygranej to aż się trenować chce - ocenił młody napastnik.