Sport.pl

Po właściwych stronach Błoń. Przy Reymonta pieniądze idą z dymem

Po remisie przy Reymonta nieśmiały uśmiech mógł zagościć u trenera Cracovii, ale na pewno nie na ustach pewnego Słoweńca. Logiki znów brakowało natomiast w tym, co działo się na trybunach.
Oto, co zostało w głowach po derbach Krakowa.

WISŁA KRAKÓW - CRACOVIA 1:1

Strzał w dziesiątkę

Dopóki właścicielem klubu był Bogusław Cupiał, na strojach widniało logo Tele-Foniki, ale potem pojawił się problem. W derbach po raz pierwszy od kilku miesięcy przód koszulek Wisły nie świecił pustką.

Dotąd koszulki bez logo raziły po oczach i na każdym kroku przypominały o finansowych kłopotach klubu. Nowi właściciele nadal nie znaleźli sponsora głównego, ale przynajmniej potrafili patową sytuację przekuć w coś dobrego. I w sobotę na koszulkach pojawiło się logo akcji "Szlachetna Paczka". Wsparcie projektu, którego celem jest niesienie pomocy, to strzał w dziesiątkę. Wisła pomoże potrzebującym, a przy okazji poprawi wizerunek klubu. Nic tylko przyklasnąć.

Pieniądze poszły z dymem

I pewnie w mediach po derbach królowałyby zdjęcia piłkarzy Wisły ze Szlachetną Paczką na piersi, gdyby nie kibole. Jak zwykle nie obyło się bez bluzgów, a dla organizatorów najgorsze, że na wyzwiskach się nie skończyło. Za odpalenie rac będzie trzeba zapłacić karę.

W dwóch ostatnich sezonach na Wiśle potrafili obejść się bez środków pirotechnicznych, ale w tym wrócili do niechlubnego zwyczaju. Po wrześniowym meczu z Legią Warszawa klub za race zapłacił 10 tys. złotych, a za recydywę w derbach kara może być wyższa. Logiki w tym nie ma - w czasach, gdy kibice apelują o wspieranie klubu (m.in. zbierają środki w ramach akcji #12BOHATER), część pieniędzy idzie z dymem.

Pocieszeniem dla działaczy jest wysoka frekwencja. Sprzedano ponad 28 tys. biletów, a tylu kibiców nie oglądało derbów przy Reymonta od lutego 2014 roku.

To nie koniec kar, bo po drugiej stronie Błoń będą musieli sięgnąć jeszcze głębiej do kieszeni. Kibole Cracovii zaopatrzyli się nie tylko w race, ale też w szaliki Wisły. Spalili je, wywołując pożar. Szkody na stadionie będzie musiał pokryć klub, a następne derby przy Reymonta jego kibice pewnie obejrzą tylko w telewizji.

Święta na czerwono

W Cracovii po derbach czuć było umiarkowany optymizm. Niby piłkarze przebąkiwali coś o niedosycie, ale zaraz dodawali: "mamy nadzieję, że ten remis doda nam skrzydeł". Kłopot w tym, że wystarczy rzut okiem na tabelę i dobre humory znikają.

Więcej: zbyt długie patrzenie na pozycję drużyny u kibiców i piłkarzy może przywołać traumatyczne wspomnienia. Przed ostatnim meczem w roku to ciągle możliwe: Cracovia po raz pierwszy od pięciu lat może spędzić święta Bożego Narodzenia w strefie spadkowej. W 2011 roku po 17 meczach miała 14 punktów (dziś średnia jest trochę lepsza), zajmowała 15. miejsce i ostatecznie nie uciekła spod topora. Pół roku później spadła z ekstraklasy.

Dziś jest czternasta, a na dodatek czeka ją trudny mecz na koniec roku - z Lechem Poznań. Dobre wiadomości są takie, że ostatni w tabeli Ruch Chorzów raczej jej już nie wyprzedzi (trzy punkty straty, ale dużo gorszy stosunek bramek), a przedostatni Górnik Łęczna (dwa punkty straty) ma na to niewielkie szanse. By zająć miejsce przed Cracovią, w najbliższą niedzielę musiałby wygrać z Legią w Warszawie.

Pechowy jak Słoweniec

Antybohaterem gospodarzy został tym razem Boban Jović. Zazwyczaj bywa mocnym punktem drużyny, ale teraz od początku było widać, że nie czuje się najlepiej. Brakowało jego znaku rozpoznawczego, czyli ofensywnych rajdów prawą stroną. A w obronie popełnił dwa duże błędy.

Pierwszego - zbyt krótkiego podania do Arkadiusza Głowackiego - Cracovia nie wykorzystała. Z drugiego prezentu - nieudanego wybicia we własnym polu karnym - najbardziej ucieszył się Krzysztof Piątek, strzelec gola. Kiedy trafił do siatki, Jović padł na murawę, a po chwili zszedł z boiska. Miał pecha, bo trenerzy zamierzali zmienić go już wcześniej. Dzień przed meczem dostał gorączki i nie wystarczyło mu sił na 90 minut. Stadion opuścił w karetce.

Pamiętliwi kibice pewnie przypomnieli sobie jeden z pierwszych meczów Słoweńca w Wiśle. Wiosną 2015 r. w ostatniej minucie spotkania z Legią trafił do własnej siatki i pozbawił drużynę zwycięstwa na stadionie przy Łazienkowskiej. W ważnych meczach szczęście wciąż mu nie sprzyja.

Tego dawno nie było

Choć sytuacja Cracovii jest trudna (jeszcze nie beznadziejna), a remis w derbach przedłużył jej serię meczów bez zwycięstwa do siedmiu, to trener Jacek Zieliński ma mały powód do satysfakcji.

Prowadzona przez niego drużyna jeszcze nie przegrała w derbach Krakowa, w sumie zdobyła w nich osiem punktów. Zaczęło się od remisu 1:1, potem były dwa zwycięstwa 2:1 i teraz znów 1:1.

Takimi statystykami nie może się pochwalić żaden z trenerów, którzy w ostatnich latach pracowali przy ul. Kałuży. Porażki w derbach nie zaznał co prawda też m.in. Orest Lenczyk, ale on prowadził Cracovię przeciwko Wiśle tylko dwa razy (1:0 i 1:1).

Najczęściej czytane