Sport.pl

Wisła Kraków podejmie Wisłę Płock. Cel: odbić się od dna

Wisła w tym sezonie nie wygrała jeszcze na wyjeździe i chce to zmienić w Płocku. - Jesteśmy jeszcze na dnie, ale w przyszłość patrzymy z optymizmem - twierdzi trener Dariusz Wdowczyk.
Meczu Wisły z Wisłą nie było w ekstraklasie od prawie dziesięciu lat. Kiedy ostatni raz spotkały się w marcu 2007 roku, w krakowskiej grał jeszcze obiecujący pomocnik Jakub Błaszczykowski, a w płockiej wiatr na skrzydle robił Sławomir Peszko. Obaj mieli po 22 lata i dopiero otwierały się przed nimi drzwi do kariery.

Skończyło się bezbramkowym remisem. Krakowianie w tamtym sezonie przeżyli kryzys i skończyli na ósmym miejscu. W Płocku było jeszcze gorzej - drużyna spadła z ekstraklasy, a wrócić udało się po dziewięciu latach.

Punkty jak tlen

Dotąd, przez lata, Wisła z Płocka na imienniczkę z Krakowa musiała patrzeć z dołu. Po powrocie do ekstraklasy płocczanie zastali jednak inną rzeczywistość. Po 10 kolejkach zajmują szóste miejsce i mają osiem punktów więcej niż drużyna z ul. Reymonta.

- To groźny zespół. Jeśli pozwoli mu się grać, może wyrządzić nam krzywdę. Musimy być skoncentrowani na każdej akcji, na każdym podaniu. Ćwiczymy stałe fragmenty gry w ataku i obronie, bo wiemy, że Dominik Furman ma dobre uderzenie ze stojącej piłki. Rywale mają bardzo ofensywnie grających bocznych obrońców, jest Kante, Merebaszwili... Tak naprawdę musimy zwrócić uwagę na cały zespół - przekonuje Wdowczyk.

Jego drużyna otrząsnęła się już po serii siedmiu porażek. Wystarczyły dwa niezłe mecze w lidze i awans do ćwierćfinału Pucharu Polski, by na twarzach piłkarzy znów zagościły uśmiechy. Jak podkreślają, punkty w meczach z Piastem Gliwice i Legią Warszawa "były dla nich jak tlen". Nie zmieniły jednak miejsca w tabeli - krakowianie wciąż oglądają plecy wszystkich rywali. A na wyjeździe nie zdobyli jeszcze punktu.

- Nasza forma i morale w ostatnich dwóch tygodniach poszły w górę. Nadal potrzebujemy jednak punktów. Dobre wyniki zawsze podbudują zawodników, a my chcemy odbić się od dna. Jesteśmy tam już od jakiegoś czasu, patrzymy jednak w przyszłość z optymizmem. Budujemy go na dwóch ostatnich udanych spotkaniach. Pokazały, że jeśli jest zaangażowanie, kreatywność i wola zwycięstwa, nasza gra może wyglądać dobrze - przekonuje Wdowczyk.

I właśnie kreatywność w ofensywie jest elementem, nad którym krakowianie ciągle muszą pracować. W ostatnich meczach poprawili za to grę w defensywie. Do tego w Płocku trener po raz pierwszy od trzech spotkań będzie mógł skorzystać ze wszystkich obrońców. Poprzednio pauzowali albo Maciej Sadlok, albo Arkadiusz Głowacki. Tym razem zagrać mogą obaj, więc niewykluczone, że Wdowczyk pierwszego przesunie na lewą obronę. Wtedy miejsce w składzie straci Adam Mójta, który ostatnio w Pucharze Polski nie zachwycił.

Czekając na Brożka

Gorzej wygląda sytuacja w ataku. Krakowianom wciąż brakuje skuteczności. W 10 meczach napastnicy zdobyli tylko jedną bramkę. Najczęściej wyręczać musiał ich Patryk Małecki, który z trzema golami jest najlepszym strzelcem Wisły. W dodatku jedyny atakujący, który trafił do siatki - Paweł Brożek - kolejny raz nie zagra z powodu kontuzji.

- Wiemy, że nie strzelamy dużo bramek. Możemy tylko pracować nad tym, by lepiej wykorzystywać sytuacje, które stwarzamy, choć zbyt wielu ich nie ma. To, że nie mogę korzystać z Pawła, to dla mnie problem. Poza pierwszym meczem z Pogonią Szczecin cały czas ma problemy zdrowotne. A to groźny zawodnik i ważne ogniwo drużyny - podkreśla Wdowczyk.

To jego jedyne zmartwienie przed sobotnim meczem. Gotów do gry jest już Denis Popović, który z powodu kłopotów z mięśniem dwugłowym opuścił mecz z Chojniczanką.

Transmisja meczu w Canal+ Sport. Relacja na krakow.sport.pl.