Sport.pl

Wisła - Legia. Klasyk w trudnych czasach

Można powtarzać, że to hit nad hitami, ale wystarczy rzut okiem na tabelę, by czar prysł. W piątek przy Reymonta pikująca Wisła gra z kulejącą Legią (godz. 20.30).
"Klasyk". "Jedno z największych widowisk sezonu". "Derby Polski". Takimi przymiotami Wisła reklamuje dzisiejszy mecz. Ale o tym samym spotkaniu Ryszard Niemiec, prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, pisze, że to będzie walka "biedy z nędzą".

Bo wszystko zależy, z której strony na mecz popatrzyć. Ktoś powie, że to starcie dwóch najbardziej utytułowanych drużyn XXI wieku w ekstraklasie. I będzie miał rację - w nowym stuleciu zdobyły łącznie 12 z 16 tytułów mistrza Polski. Z jednej strony będzie pierwszy polski uczestnik fazy grupowej Ligi Mistrzów od 20 lat, z drugiej - ostatnia polska drużyna, która potrafiła z powodzeniem bić się z europejskimi potęgami.

Naelektryzowani kibice

Ktoś inny powie, że to tylko wspomnienia, które na boisku nie będą miały najmniejszego znaczenia. I też będzie miał rację. Dziś Wisła jest na dnie tabeli, a Legia - choć niedawno wywalczyła historyczny awans do Ligi Mistrzów - również zmaga się z równie poważnym kryzysem. Ma tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, a to oznacza, że przy Reymonta zagrają... 14. z 16. drużyną tabeli! - Ale przed nami jeszcze wiele meczów i pewnie wszystko się odmieni. A bez względu na miejsce w tabeli to spotkanie elektryzuje kibiców - przekonuje Dariusz Wdowczyk, trener Wisły. - To walka, która trwa od dawien dawna. To też rywalizacja między miastami. Ale jednocześnie mecz o trzy punkty, a nie o sześć.

Wbrew tabeli marka drużyn faktycznie wciąż potrafi przyciągać. Do wczoraj do godz. 17 sprzedano prawie 15 tys. biletów, a to już zdecydowanie więcej, niż było na wszystkich meczach przy Reymonta w tym sezonie (najwięcej osób przyszło na spotkanie ze Śląskiem Wrocław - 13 607).

W obu klubach widzą jednak światełko w tunelu. Wisła chce iść za ciosem. Ostatnio przerwała serię siedmiu porażek z rzędu (zwycięstwo z Piastem Gliwice 1:0) i przy Reymonta liczą, że to nie był wyjątek od reguły. - W ubiegłym tygodniu zdobyliśmy trzy punkty, ale to już nic nie znaczy. Teraz czeka nas wielki mecz. Mam nadzieję, że na trybunach będzie ponad 20 tysięcy ludzi i powalczymy o wygraną - zaciera ręce Zdenek Ondraszek, napastnik Wisły, który niedawno leczył kontuzję, ale jest już w pełni gotowy do gry.

Sympatyczny trener na chwilę

Tymczasem w Legii czekają na nowe otwarcie. Słabe wyniki sprawiły, że pracę stracił Albańczyk Besnik Hasi, więc tymczasowo obowiązki trenera od kilku dni pełni były piłkarz Aleksandar Vuković. I próbuje zarażać optymizmem. - Nie da się porównywać sytuacji obu klubów, bo Wisła ma różne problemy, także natury własnościowej. My mamy przede wszystkim kłopot sportowy. Legia to jednak jedyny klub, który może awansować do Ligi Mistrzów, będąc w kryzysie - komentuje Serb, dla którego mecz w Krakowie będzie najprawdopodobniej jedynym w roli pierwszego trenera Legii. Wiele wskazuje, że potem zespół przejmie Jacek Magiera.

Wdowczyk dobrze zna Vukovicia. Przed laty prowadził go w Legii. - To bardzo sympatyczna i zdyscyplinowana osoba. Życzę mu wszystkiego dobrego na nowej drodze. Na pewno przed nim trudna praca. Ale to problemy drużyny z Warszawy, a ja chciałbym skupić się na naszych. Chcemy zdobyć trzy punkty - podkreśla trener Wisły.

Krakowianie będą osłabieni, bo grać nie może Arkadiusz Głowacki (pauzuje za żółte kartki). Wraca za to Maciej Sadlok i najprawdopodobniej zajmie miejsce kapitana na środku obrony.

Transmisja meczu w Canal+ Sport. Relacja na krakow.sport.pl.