Wisła - Piast. Michał Miśkiewicz: Myślałem, że ta bramka jest zaczarowana

Wisła Kraków po siedmiu porażkach z rzędu wreszcie wygrała. - To był chyba ostatni moment, bo robiło się coraz gorzej - przyznaje po zwycięstwie 1:0 z Piastem Gliwice bramkarz Michał Miśkiewicz.
Krakowianie wygrali w dramatycznych okolicznościach - gola na wagę zwycięstwa w doliczonym czasie gry zdobył Patryk Małecki, a bramkarza gości Jakuba Szmatułę zmylił rykoszet.

- Wierzyłem w zwycięstwo, ale jak zobaczyłem, że Rafał Pietrzak trafił w słupek, pomyślałem: niemożliwe, że to nie weszło, ta bramka chyba jest zaczarowana. Dobrze bronił Kuba Szmatuła, rywale mieli też furę szczęścia. Na koniec szczęście oddało nam jednak to, co zabrało wiosną, gdy w meczu z Piastem w ostatnich minutach nie strzeliliśmy karnego - opisuje Miśkiewicz.

Gliwiczanie rzadko zagrażali bramce Wisły, ale kilka razy Miśkiewicz musiał interweniować. - Takie mecze są z reguły dość trudne dla bramkarza. Trzeba było być skupionym, by czegoś nie wywinąć. Na szczęście fajnie współpracowali Richard Guzmics i Arek Głowacki, nie pozwalali Piastowi na stworzenie klarownych sytuacji - zaznacza.

Przed spotkaniem piłkarze Wisły podkreślali, że potrzebują właśnie takiego meczu, by się przełamać. Teraz o punkty będzie łatwiej?

- Patrząc na naszą sytuację, to był chyba ostatni moment, bo robiło się coraz gorzej. Wygraliśmy, w dodatku zagraliśmy "na zero" z tyłu. W tym sezonie chyba jeszcze nie było meczu, w którym zwycięstwo tak by się nam należało - podkreśla Miśkiewicz.