Sport.pl

Trzech nowych i niedosyt. Co wyszło z okna transferowego Wisły Kraków?

Efektowny początek i wielkie zapowiedzi, z których nic nie wyszło. Podsumowujemy okno transferowe przy Reymonta.
Wisła mocno zaczęła transferowe lato. Już w pierwszej połowie czerwca do klubu dołączyło dwóch zawodników. 15 lipca kontrakt podpisał jeszcze jeden i... I tyle. Ostatnio przy Reymonta nie pojawił się żaden nowy piłkarz, choć być może jeszcze nic straconego?

Mimo wszystko plany były inne. Nadzieje kibiców zostały rozbudzone, bo kiedy tylko klub przejął Jakub Meresiński, działacze zapowiedzieli sprowadzenie pięciu nowych piłkarzy. Miał się tym zająć Marek Citko, dotąd pracujący jako menedżer. Z Wisłą łączono kilku zawodników ze znanymi w Polsce nazwiskami. Tyle że gdy na jaw wyszły brudne sprawki właściciela, Citko wycofał się z interesu. Po zamieszaniu rozpętanym przez Meresińskiego o kolejne transfery było trudno - o przyszłość obawiali się przecież nawet obecni zawodnicy Wisły.

Kiedy piłkarska spółka trafiła pod skrzydła Towarzystwa Sportowego, nowy zarząd ogłosił, że prowadzi rozmowy z piłkarzami i możliwe są "transfery w obie strony". Już wiadomo, że z tych zapowiedzi niewiele wyjdzie. Nikogo sprzedać się nie udało. Klub ostatnio opuściło co prawda kilku pracowników (w tym magazynier), ale w tym gronie nie było piłkarzy.

Nadzieja, że to nie koniec, ciągle jednak jest. Bo po zamknięciu okna transferowego wciąż można rejestrować piłkarzy bez ważnych kontraktów. Trzeba jednak pamiętać, że w takich przypadkach trudno o gwiazdy. Choć zdarzają się wyjątki. Ważnej umowy nie ma np. Semir Stilić, a plotki o jego powrocie pojawiają się od czasu do czasu.

A że drużyna potrzebuje wzmocnień, widać gołym okiem. Latem przy Reymonta nie udało się zatrzymać Rafała Wolskiego, jednego z architektów dobrej gry Wisły na wiosnę. Krakowianie nie znaleźli 500 tys. euro na wykup piłkarza z Fiorentiny, z czego skorzystała Lechia Gdańsk. I choć ze znaczących piłkarzy Kraków opuścił jeszcze tylko Wilde-Donald Guerrier, to skład zbliżony do tego z wiosny prezentuje się zdecydowanie słabiej.

Tego lata drużynę wzmocnili:

Adam Mójta (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Jeszcze wiosną opowiadał, że jego marzeniem jest gra w Lechu Poznań. Zainteresowanych było ponoć kilka klubów, a wylądował w Wiśle. Wydawało się, że to niezły ruch. W końcu w poprzednim sezonie był najbardziej bramkostrzelnym obrońcą ekstraklasy. Z drugiej strony - z Bełchatowem i Podbeskidziem zaliczył dwa spadki z ligi z rzędu.

Mójta miał idealnie pasować do nowej taktyki Wdowczyka z trójką stoperów i ofensywnie grającymi wahadłowymi. Tyle że trener już zrezygnował z tego pomysłu, a piłkarz szybko stracił miejsce w podstawowym składzie. Na razie pokazał tylko, że potrafi wykonywać stałe fragmenty gry, po których trafiał do siatki w lidze i Pucharze Polski.

Mateusz Zachara (Henan Jianye)

Z jednej strony napastnik, który jeszcze dwa lata temu w Górniku Zabrze strzelał gola za golem. Z drugiej - piłkarz, który nie podbił Chin i przez kilka miesięcy nie grał w piłkę. Miał spokojnie wrócić do formy, a potem naciskać w ataku Zdenka Ondraszka i Pawła Brożka.

Zachara z meczu na mecz grał coraz dłużej, aż trafił do pierwszej jedenastki i siatki Ruchu Chorzów. Ma potencjał, by wzmocnić drużynę, ale na razie jest w takiej formie jak cały zespół, czyli w słabej.

Łukasz Załuska (SV Darmstadt)

Sam powiedział, że gdyby nie kontuzja Michała Buchalika, pewnie by go w Wiśle nie było. Wydawało się, że może zostać nowym Radosławem Cierzniakiem. Ten przed rokiem też trafił na Reymonta w ostatniej chwili, a wyrósł na czołowego bramkarza ligi.

Załuska ma co prawda 34 lata na karku i za sobą kilka lat siedzenia na ławce zagranicznych klubów, ale to nie miało być problemem. Skorzystał ze słabszej formy Michała Miśkiewicza i szybko wygryzł go ze składu. Tyle że różnicy w bramce nie zrobił, a teraz leczy kontuzję.



Więcej o: