Sport.pl

Reprezentant z facebooka. Historia piłkarza Wisły Kraków, który gra dla Iraku

19-letni bramkarz z Nowego Targu poleciał na zgrupowanie reprezentacji Iraku. I wybiera się na kolejne. A wszystkiemu mogły przeszkodzić... jego jasne włosy.
To pewnie marzenie każdego młodego polskiego piłkarza. Na wyświetlaczu telefonu nieznany numer, a w słuchawce głos: "tu Adam Nawałka. Oglądam cię od kilku tygodni, widzę, że masz talent. Zapraszam na najbliższe zgrupowanie". Potem treningi z Robertem Lewandowskim i Grzegorzem Krychowiakiem, debiut na Stadionie Narodowym...

Tak właśnie było z Kaisem Al-Anim, 19-letnim bramkarzem III-ligowych rezerw Wisły Kraków. No, może nie do końca.

Po pierwsze: nie było telefonu, a wiadomość na Facebooku. Po drugie: jej nadawcą nie był Nawałka, a Zaidoon Jwaida. Po trzecie: nie dotyczyła reprezentacji Polski, a kadry... Iraku.

Kais doświadczenie w seniorskim futbolu miał mizerne (do dziś uzbierał ledwie trzy występy w III lidze), grał głównie w Centralnej Lidze Juniorów i marzył o występach w koszulce z orłem na piersi. Dostał ofertę od kraju między Eufratem a Tygrysem. "Mamo, ktoś z Iraku do mnie pisze" - taka była pierwsza reakcja Kaisa.

- To było duże zaskoczenie i na początku trochę zlekceważyłem tę wiadomość. Mój tata pochodzi z Iraku, ale nigdy nie myślałem nad grą dla tego kraju. No, może kiedyś, dawno temu miałem taki pomysł. Ale to była tylko wyobraźnia - mówi.

Tymczasem Jwaida nie dawał za wygraną. Kiedy Kais nie odpisywał, próbował kontaktować się z jego rodzeństwem. Wreszcie doczekał się odpowiedzi. Po polsku (sam pisał po angielsku). - Pierwsze słowa, jakie mu odpisałem, brzmiały: "w końcu odpowiedziałeś" - opowiada Irakijczyk.

Arabski Europejczyk

Jwaida mieszka w Stanach Zjednoczonych. To były reprezentant Iraku. Dziś pracuje jako skaut w Irackiej Siatce Wyszukiwania Profesjonalnych Piłkarzy, współpracującej z Irackim Związkiem Piłki Nożnej. Wyszukuje graczy o irackich korzeniach w Europie, Australii i Ameryce Północnej.

Irakijczycy szukają piłkarzy za granicą, bo w ich kraju trwa wojna. Co rusz słychać o kolejnych zamachach, a ataki terrorystów nie omijają futbolu. W maju celem tzw. Państwa Islamskiego stał się iracki fanclub Realu Madryt. W zamachu zginęło 16 osób, 20 zostało rannych. Po dwóch tygodniach doszło do ponownego ataku, w którym znów zginęło kilkunastu kibiców.

- Grupa terrorystów wtargnęła do budynku uzbrojona w karabinki i zaczęła do wszystkich strzelać. Oni nie lubią piłki nożnej, uznają ją za coś antymuzułmańskiego - opowiadał w hiszpańskiej prasie Ziad Subhan, prezes fanclubu.

Mimo tego piłka jest w Iraku popularna. W kraju zarejestrowanych jest około 120 klubów i 16 tysięcy piłkarzy. Działają cztery ligi centralne i kilka regionalnych. Ostoją piłki jest Kurdystan. To region autonomiczny na północy kraju. W porównaniu do reszty Iraku jest tam spokojnie i bezpiecznie.

- Piłka jest powietrzem, którym oddychają Irakijczycy. Ma magiczny wpływ na ich dusze. Połączyła nasz podzielony kraj w 2007 roku, kiedy zdobyliśmy Puchar Azji. Kiedy Irakijczycy oglądają reprezentację, pochodzenie, religia i przekonania przestają mieć znaczenie - opowiada z patosem Jwaida.

Jego organizacja skupia się przede wszystkim na poszukiwaniach w USA, Skandynawii czy Niemczech. Jak trafił do chłopaka z Nowego Targu? Przez przypadek.

- Zazwyczaj przeszukiwałem internet, by znaleźć graczy z irackim pochodzeniem. Kiedy zacząłem przeglądać witryny polskich klubów, byłem trochę zdesperowany, bo nie wierzyłem, że w Polsce można znaleźć Irakijczyka. Niewiele brakowało, a w ogóle nie zainteresowałbym się Kaisem. Co prawda ma arabskie imię, ale na zdjęciu wygląda na Europejczyka. Kiedy napisał mi, że jego tata pochodzi z Bagdadu, myślałem, że żartuje. "W takim razie dlaczego masz jasne włosy?" - napisałem. Wytłumaczył mi, że to zasługa jego mamy, która jest Polką - wspomina.

Góral w Iraku

Wtedy Jwaida już nie odpuścił. Oglądał nagrania meczów Kaisa, pokazywał je irackim trenerom. Proponował grę w kadrach młodzieżowych. A młody bramkarz wciąż się zastanawiał. W końcu dorastał w Nowym Targu, jego sąsiadem był Dawid Kubacki, reprezentant Polski w skokach narciarskich, i sam marzył, by kiedyś przywdziać biało-czerwone barwy. Mama Danuta, która 35 lat temu wyszła za jego ojca, Khairiego Al-Aniego, wychowała Kaisa na chrześcijanina i Polaka. Kais zna tylko kilka arabskich słów.

- Nie ma u nas arabskich tradycji. Tacie to nie przeszkadzało, bo jest bezkonfliktowym muzułmaninem - mówi piłkarz.

W końcu przyszło jednak zaproszenie z pierwszej reprezentacji. To zmieniło sytuację. Kais zdecydował, że taka szansa może się już nie powtórzyć.

- Byliśmy zaskoczeni, bo awans z juniorów do kadry seniorów to duży krok. Strona iracka zrobiła wszystko, by syn się zdecydował - przyznaje Danuta Al-Ani.

Z piłką styka się na co dzień, bo w Nowym Targu prowadzi szkółkę "Górale", w której przez pewien czas terminował Kais. Podopiecznych zabiera na mecze Wisły, jeździ też oglądać syna. - Jego grę obserwuję spokojnie, czasem zwrócę na coś uwagę. Ale on i tak uważa, że się nie znam - uśmiecha się mama.

Kiedy Kais zdecydował się na Irak, federacja przysłała oficjalne powołanie. Początkowo problemem było miejsce zgrupowania. Piłkarze mieli się spotkać w Erbilu, stolicy irackiego Kurdystanu. - Ja należę do ludzi odważnych, bardziej przeżywał to mój mąż. Kiedyś mieliśmy nieprzyjemne incydenty w Iraku, w naszej rodzinie zdarzyło się porwanie dla okupu, więc obawy były - przyznaje pani Danuta.

Kadra jak w Polsce

Tatę udało się jednak przekonać i Kais 15 czerwca zameldował się na miejscu. Treningi za granicą nie były dla niego nowością, bo ma za sobą testy w hiszpańskiej Maladze, ale w Iraku nigdy wcześniej nie był ("kiedy się urodziłem, trwała już wojna"). Już przed pierwszym treningiem stał się lokalną gwiazdą.

- Przejście z autokaru na stadion to był dramat. W pewnym momencie musiała interweniować ochrona, by przeprowadzić mnie do szatni. Tłumy ludzi chciały sobie zrobić ze mną zdjęcie. Tak samo było po treningu. Czasami reszta drużyny denerwowała się, że trzeba tyle na mnie czekać. Zajęcia były otwarte, na każde przychodziło jakieś tysiąc osób. Nie myślałem, że zainteresowanie kadrą jest tam aż tak duże, ale jest zupełnie tak jak w Polsce - opowiada Kais.

Wśród 30 powołanych piłkarzy był jedynym blondynem. Ale nie czuł się obco, bo praca Jwaidy i jego kolegów przynosi efekty. W Erbilu trenowali m.in. piłkarze irackiego pochodzenia z Anglii, Irlandii i Szwecji. Lekko nie było, bo obóz był poświęcony przygotowaniu fizycznemu. Większość treningów odbywała się na płycie miejscowego klubu. Piłkarze byli zakwaterowani w luksusowym hotelu, mieli pod ręką siłownię i odnowę biologiczną.

Kiedy przyszło do zajęć z piłką, bramkarz Wisły zrobił na irackich trenerach dobre wrażenie. - Było sześciu bramkarzy. Pod względem techniki byłem z nich najlepszy. Ale wiadomo, że mają ode mnie większe doświadczenie. Trenerzy byli zadowoleni. Imponował im mój wzrost. Chwalili też moją szybkość, podobała im się moja gra nogami - wylicza.

Po awans na mundial

A sam Erbil okazał się spokojnym miastem. Kais zapewnia, że życie płynie tam zupełnie normalnie. Bez przeszkód z kolegami z kadry spacerował po wielkim bazarze czy centrach handlowych. Nie udało się spotkać z rodziną ze strony taty ("mieszkają w Bagdadzie i nie chciałem ich narażać na niebezpieczny przejazd").

- Kilka osób na ulicach podeszło do mnie z prośbą o wspólne zdjęcie. Rozpoznali mnie, chociaż byłem w prywatnym ubraniu - mówi Kais.

Z Irakiem rozstał się po 10 dniach z zaproszeniem na kolejne zgrupowanie. W lipcu ma polecieć do Uzbekistanu. Tym razem podopiecznych trenera Radhiego Shnesila oprócz treningów czekają dwa mecze kontrolne. Mimo że Kais wciąż czeka na irackie obywatelstwo, ma wystąpić w jednym. A szkoleniowcy szykują kadrę na jesień i decydujący etap eliminacji do mistrzostw świata. Rywalami Iraku będą: Australia, Japonia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Tajlandia i Arabia Saudyjska. Do Rosji pojadą dwa najlepsze zespoły, trzeci zagra w barażu. Dla Iraku awans byłby sporym sukcesem, bo uczestniczył w mundialu tylko raz, 30 lat temu.

Jwaida: - Po tym, jak kilka miesięcy temu na emeryturę odszedł nasz bramkarz Noor Sabri, szukamy jego następcy. Polska szkoła bramkarzy ma na świecie bardzo dobrą reputację, a Kais ma dobre warunki fizyczne i gra w uznanym klubie. Na razie nikt nie może niczego mu zagwarantować, bo jest jeszcze młody i brak mu doświadczenia. Ale szukamy bramkarza, który będzie mógł u nas bronić przez najbliższe 10 lat. Myślimy też nad tym, by dać Kaisowi szansę w październikowych mistrzostwach Azji do lat 19. To będzie dla niego świetne doświadczenie.

Są więc widoki na to, by Wiśle przybył kolejny reprezentant. Na razie Kais rozpoczyna przygotowania do sezonu z rezerwami klubu, a już za kilka dni pewnie będzie pakował walizki na kolejne zgrupowanie. Gdy w końcu zagra dla Iraku, pożegna się z marzeniami o występach z orłem na piersi.

- Oficjalny mecz wykluczy mnie z gry dla polskiej reprezentacji. Ale nie miałem dotąd żadnych sygnałów, nawet z kadr młodzieżowych, więc droga do pierwszej byłaby bardzo daleka - ucina.