Sport.pl

Od Francji do Francji. Ile Kraków dał reprezentacji Polski

Dziś Bartosz Kapustka i Krzysztof Mączyński, kiedyś Maciej Żurawski, Paweł Brożek czy Antoni Szymanowski. Rozpoczęło się Euro 2016, a my przypominamy występy piłkarzy z krakowskich klubów na mistrzostwach świata i Europy.
Jedni w kadrze byli pewniakami, inni wyjazdu zupełnie się nie spodziewali. Jak Dariusz Dudka, którego powołanie na mundial w Niemczech zaskoczyło w czasie robienia kolacji. Albo Piotr Giza - pomocnik Cracovii kompletnie nie spodziewał się miejsca w składzie i na czas mistrzostw świata w 2006 r. planował... ślub.

Selekcjonerzy reprezentacji Polski zazwyczaj nie wyobrażali sobie kadry na dużą imprezę bez piłkarzy krakowskich klubów. Choć były wyjątki.

Król strzelców przed telewizorem

Zaczęło się w 1938 r., kiedy na mistrzostwa świata do Francji pojechała kadra prowadzona przez Józefa Kałużę, dziś legendę Cracovii. Wówczas pełnił on rolę kapitana związkowego, czyli odpowiednika dzisiejszego selekcjonera. W składzie znaleźli się m.in. Wilhelm Góra z Cracovii i Edward Madejski (w czasie turnieju oficjalnie był bez klubu, ale wcześniej grał w Wiśle, a później w Garbarni).

Na kolejny występ na mundialu Polska czekała 36 lat. O trzecie miejsce w Niemczech byłoby trudniej, gdyby nie pięciu wiślaków (m.in. Szymanowski i Zdzisław Kapka). Przedstawiciele klubu z Reymonta pojechali też na dwa kolejne turnieje. Zabrakło ich dopiero w 1986 r., ale i tam pojawił się krakowski akcent - trener Antoni Piechniczek zabrał do Meksyku Jana Karasia, wychowanka Hutnika Kraków (wtedy grał w Legii).

Polska, a z nią piłkarze Wisły, wróciła na mundial w 2002 r. Cztery lata później do Niemiec Paweł Janas nie zabrał m.in. Tomasza Frankowskiego i Jerzego Dudka, ale znalazł miejsce w samolocie dla Gizy i czterech piłkarzy Wisły.



Wśród nich był Paweł Brożek, który zaczął nieszczęśliwie. Wszedł na boisko w meczu z Ekwadorem i w ostatniej minucie trafił w słupek (wtedy przegrywaliśmy już jednak 0:2).

- Do dziś pamiętam ten strzał. Nie śnił mi się, ale to było ładne uderzenie. Moją słabszą, lewą nogą. Szkoda, że nie udało się trafić, bo zapisałbym się w historii - wspomina napastnik Wisły.

W kolejnych spotkaniach Brożek też wchodził na boisko z ławki rezerwowych, ale nie pomógł. Polacy pożegnali się z turniejem już po fazie grupowej.

Dwa lata później na pierwsze w historii mistrzostwa Europy z udziałem Polaków nie pojechał. Mimo że w ekstraklasie strzelił 23 gole i poprowadził Wisłę do mistrzostwa kraju, Leo Beenhakker wolał m.in. Tomasza Zahorskiego z Górnika Zabrze.

- Chyba byłem wtedy w najlepszej formie. Biorąc pod uwagę cały sezon, zasługiwałem na powołanie. Byłem królem strzelców ekstraklasy, nie mogłem narzekać na formę. Trener wybrał inaczej. Nie miałem później do niego pretensji. Widocznie nie widział mnie w kadrze i tyle. Może nie pasowałem do taktyki? - zastanawia się Brożek.

Zmiennik Lewandowskiego

Turniej w Austrii znów skończył się dla Polski po trzech meczach. Zupełnie inaczej miało być cztery lata później, kiedy byliśmy gospodarzami. Piłkarze Franciszka Smudy trafili do grupy z Grecją, Rosją i Czechami. Tym razem w składzie zabrakło piłkarzy z Krakowa. Brożek w tamtym okresie był wypożyczony z Trabzonsporu do Celticu Glasgow.

- Robiłem wtedy wszystko, by grać i pojechać na mistrzostwa, zimą z tego powodu zmieniałem klub - podkreśla.

Mimo że w Celticu grał rzadko, Smuda mu zaufał. Tyle że Brożek w jego drużynie był rezerwowym. Na boisku spędził niecałe 20 minut.

- Wiedziałem, w jakiej roli tam jadę: zmiennika Roberta Lewandowskiego. Byłem przygotowany, że mogę w ogóle nie zagrać, bo był wtedy w świetnej formie i dużo od niego zależało. Oczywiście każdy chciałby grać więcej, ale z perspektywy czasu cieszę się, że mogłem zagrać w takim wymiarze - mówi dziś Brożek.

Własne ściany nie pomogły. Po porażce w trzecim meczu resztę turnieju Polacy mogli oglądać najwyżej z trybun.

- Było blisko lepszego wyniku. Na pewno nie zabrakło nam umiejętności, bo to była wyrównana grupa, rywale w naszym zasięgu. Raczej trochę szczęścia, ale w meczu z Grecją i Czechami przede wszystkim... bramek. Na początku decydującego spotkania mieliśmy przewagę. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, pewnie bylibyśmy wyżej - mówi.

Najlepsza taktycznie

Dziś, po 78 latach, kadra znów gra w wielkim turnieju we Francji. Znów jej selekcjonerem jest krakowianin, ponownie na turniej zabrał dwóch piłkarzy z Krakowa. Mączyński i Kapustka mają szansę na występ w niedzielnym meczu z Irlandią Północną. Brożek uważa, że drużyna Adama Nawałki może osiągnąć więcej niż te, w których sam grał.

- Jest chyba najlepiej zorganizowana pod względem taktycznym. Każdy wie, co ma robić. W reprezentacji, kiedy piłkarze przyjeżdżają na zgrupowanie trzy dni przed meczem, trudno to wypracować. Ćwierćfinał jest w zasięgu, bo nawet pomijając Lewandowskiego, mamy zawodników, którzy regularnie grają w europejskich klubach. I prezentują się bardzo dobrze. Jestem przekonany, że spokojnie wyjdziemy z grupy - zapewnia napastnik Wisły.

Więcej o: