Piłkarz Cracovii i Wisły na drodze z Krakowa na Euro 2016

Bartosz Kapustka z Cracovii i Krzysztof Mączyński z Wisły dostali powołanie do szerokiej kadry na mistrzostwa Europy. Ale to jeszcze nie znaczy, że do Francji polecą.
Kapustka na pierwsze w karierze zgrupowanie dorosłej reprezentacji Polski pojechał we wrześniu z Krakowa wspólnie z Mączyńskim. Teraz nie można wykluczyć, że... będą rywalami o bilet na Euro. Obaj będą starać się o uznanie trenera w Juracie (17-21 maja), a potem w Arłamowie (23-31 maja). Ale pod koniec miesiąca kadra zostanie uszczuplona - z 28 zostanie 23. Ktoś poleci do Francji kosztem kogoś innego.

W ostatnich tygodniach byli w różnych sytuacjach. Jeszcze rok temu wyjazd Kapustki na Euro można było włożyć w szufladę z podpisem "fantastyka", ale w tym czasie zmieniło się prawie wszystko. Cracovia została jedną z czołowych drużyn ligi, a niespełna 20-letni pomocnik wypłynął razem z całą drużyną. Kiedy po raz pierwszy dostał telefon od Nawałki, nie krył zdumienia. Ale tym razem powołanie nie było dla niego zaskoczeniem.

- Wtedy to była duża niespodzianka. W zasadzie nawet nie zdążyłem pomarzyć o reprezentacji, a już się w niej znalazłem. I cieszę się, że znów tam jestem. Teraz wszystko w moich nogach. Chcę udowodnić, że zasługuję na wyjazd na Euro - przekonuje Kapustka.

Do reprezentacji wszedł z przytupem. W dwóch pierwszych meczach zdobył gola i za kolejne występy (w sumie ma ich pięć) zbierał pochwały. Może dlatego dziś zapewnia, że nie stresuje się przed decydującym zgrupowaniem. - Może lekkie nerwy są, ale przecież po to gram w piłkę, by jeździć na takie turnieje - podkreśla..

Mączyński ma za sobą wygraną walkę z czasem. Podobnie jak Kapustka zadebiutował w reprezentacji za kadencji Adama Nawałki. Nie wszedł jednak do niej równie efektownie. Długo był jednym z krytykowanych piłkarzy. Ale selekcjoner nie przestawał w niego wierzyć - wysyłał mu powołania nawet do Chin, a pomocnik zaczął odwdzięczać się dobrą grą. W ostatnich meczach eliminacji do mistrzostw Europy wyrósł na jedną z najważniejszych postaci kadry.

I kiedy wydawało się, że bilet do Francji jest już dla niego zabukowany, doznał kontuzji. Na początku wiele wskazywało, że to nic groźnego. Opuścił ostatni jesienny mecz Wisły, ale po zimowej przerwie miał wrócić do gry. W styczniu poleciał nawet z drużyną na zgrupowanie do Turcji, szybko jednak musiał pakować walizki. Okazało się, że nie obejdzie się bez zabiegu i 1 lutego przeszedł artroskopię kolana. Operację przeprowadził Jacek Jaroszewski, lekarz reprezentacji.

Mączyński miał wrócić do treningów po sześciu tygodniach. Ostatecznie na mecz w ekstraklasie czekał dwa razy dłużej. 25 kwietnia zagrał 12 minut z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. - Czuję się dobrze. Nie ma już żadnego znaku po urazie. Cztery miesiące bez meczu to bardzo dużo. Każda minuta będzie teraz dla mnie na wagę złota. Mam kontakt z selekcjonerem, ale to, co mi powiedział, zostaje między nami. Mam wykonywać swoją robotę - podkreślał.

W kolejnych trzech meczach Mączyński spędził na murawie pełne 90 minut. Jeszcze wczoraj przed południem nie chciał jednak deklarować, czy to wystarczy do miejsca w kadrze. - Zobaczymy - rzucił pytany o wieczorne powołania. Ostatecznie 282 minuty na wiosnę przekonały Nawałkę, że Mączyński może dać reprezentacji to, co jesienią.