Michał Miśkiewicz o golu Sebastiana Nowaka: Dopisuję to do najdziwniej straconych bramek

- To spotkanie traktujemy trochę jak porażkę. Jedyny plus jest taki, że dalej nie przegrywamy - mówi po remisie 2:2 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza Michał Miśkiewicz, bramkarz Wisły Kraków.
Facebook? » | A może Twitter? »


Mecz Wisły z Termaliką miał niecodzienny przebieg. Krakowianie prowadzili po golu Denisa Popovicia, później goście wyrównali i wydawało się, że mecz zakończy się remisem. W doliczonym czasie gry najpierw Wisła objęła jednak prowadzenie po golu Wilde-Donalda Guerriera, a potem straciła bramkę po strzale... bramkarza gości Sebastiana Nowaka.

- Wszystko działo się bardzo szybko, ale może wkradł się jakiś brak koncentracji. Cały mecz nie był dla nas taki, jaki chcieliśmy. Niepotrzebny rzut rożny, z niego wzięła się jedyna okazja, którą piłkarze Termaliki mogli jeszcze sobie stworzyć. Bramkarz nie był pilnowany, miał tyle miejsca, że strzelił gola. Pierwszy raz mi się to przydarzyło. Dopisuję to do najdziwniej straconych bramek - opisuje Miśkiewicz.

Wcześniej bramkarz Wisły nie miał zbyt wiele do powiedzenia przy uderzeniu Wojciecha Kędziory. - Holował i holował piłkę, a potem udał mu się strzał: uderzył dość mocno, blisko słupka - mówi Miśkiewicz.

Wisła pod wodzą Dariusza Wdowczyka od siedmiu spotkań pozostaje niepokonana. - To chyba najgorszy mecz za kadencji nowego trenera. Jedyny plus jest taki, że dalej nie przegrywamy. Chociaż te zawody traktujemy trochę jak porażkę. Będziemy szukać kolejnych punktów. Gdybyśmy wygrali, sprawa utrzymania byłaby pewnie załatwiona. Na pewno zdobędziemy jednak jeszcze dużo punktów i będziemy w czołówce dolnej ósemki - zapewnia Miśkiewicz.