Sport.pl

Wisła gra z Termaliką, a reprezentant wsiada do lokomotywy

Wisła gra o wygranie grupy mistrzowskiej, Termalica Bruk-Bet o utrzymanie. Dziś zmierzą się przy Reymonta (godz. 18), a wydarzeniem meczu może być powrót Krzysztofa Mączyńskiego.
29-letni pomocnik wraca do składu Wisły po czterech miesiącach przerwy. Ostatni raz zagrał 12 grudnia, później leczył uraz kolana. Długo wydawało się, że to nic poważnego. Mączyński poleciał z zespołem na zimowe zgrupowanie do Turcji, ale szybko wrócił do kraju. Tyle że nie do Krakowa, a do Warszawy, gdzie na początku lutego przeszedł artroskopię kolana.

Do treningów miał wrócić po pięciu tygodniach, ale przerwa trwała dwa razy dłużej. Z pełnym obciążeniem zaczął ćwiczyć dopiero w ostatni piątek, a Wisła bez niego długo cierpiała. - Nikt nie jest w stanie go zastąpić. Chcemy znaleźć na tę pozycję piłkarza, który da nam jakość, ale na pewno to nie będzie ten sam poziom - narzekał Tadeusz Pawłowski, były trener Wisły.

Problem rozwiązał jego następca. Dariusz Wdowczyk "odkurzył" Denisa Popovicia, cofnął Rafała Wolskiego i środek pola znów zaczął działać jak należy. Tyle że to, co okazało się zbawienne dla Wisły, może być przekleństwem Mączyńskiego. Przed kontuzją był liderem i regularnie dostawał powołania do reprezentacji Polski, a teraz czeka go walka o miejsce w jedenastce.

Piłkarz wracał do zajęć ostrożnie, bo chciał być w pełni sił przed mistrzostwami Europy. Selekcjoner Adam Nawałka pewnie też jest ciekawy, czy pomocnik zdąży wrócić do formy. Wdowczyk zapowiada, że mecz z Termalicą zacznie na ławce rezerwowych.

- Jest gotowy do występu. Mam nadzieję, że pojawi się na boisku i rozpocznie budowanie formy. Pierwszy raz mam ten komfort, że mogę skorzystać z praktycznie wszystkich zawodników. Do osiemnastki wraca też Paweł Brożek - cieszy się trener. Będzie mógł też skorzystać z poobijanego po ostatnim meczu Rafała Wolskiego. W tym sezonie nie zagra już natomiast Rafał Pietrzak, który w meczu z Górnikiem Zabrze doznał urazu mięśnia dwugłowego.

Po tym, jak Wdowczyk odmienił zespół, przy Reymonta liczono, że Wisła rzutem na taśmę wskoczy do grupy mistrzowskiej. Tam na drużynę czekały derby Krakowa. Nie udało się i na osłodę zostają jej... derby Małopolski. W marcu właśnie od meczu z Termalicą rozpoczął się marsz Wisły w górę tabeli. Teraz krakowianie celują w zajęcie dziewiątego miejsca. Rywale, choć mają tylko trzy punkty mniej, myślą przede wszystkim o utrzymaniu.

- Moi piłkarze muszą zagrać dobry mecz, bo tylko wtedy możemy przeciwstawić się Wiśle. To rozpędzona lokomotywa, ale spróbujemy znaleźć na nią antidotum. To nam punkty są bardziej potrzebne - podkreśla Piotr Mandrysz, trener Termaliki

Niecieczanie przez 30 kolejek zbierali pochwały za styl. Nawet z drużynami z czołówki ligi nie wybijali piłki na oślep i cierpliwie budowali ataki podaniami po ziemi. Przy tym nie murowali bramki, w ich meczach padło dużo goli. W rundzie finałowej jest inaczej - z Podbeskidziem wygrali 1:0, z Koroną był bezbramkowy remis.

- Ubolewam nad tym, że piękno gry jest zabijane przez niefortunny i niesprawiedliwy regulamin rozgrywek. Przez to każdy punkt jest już na wagę złota. Mam nadzieję, że w tym roku będzie szczęśliwe zakończenie, a w przyszłym znów zobaczymy Termalicę grającą futbol ładny dla oka - mówi Mandrysz.

Transmisja meczu w Eurosporcie 2, relacja na krakow.sport.pl.