Sport.pl

Paweł Brożek wreszcie nie jest sam

Wisła stosuje ustawienie z dwójką napastników i są efekty. Współpraca Zdenka Ondraszka z Pawłem Brożkiem układa się coraz lepiej. - Jestem wojownikiem, on gra technicznie. To może być dobre połączenie - przekonuje Czech.
Ondraszek trafił do Wisły zimą. Kibice ostrzyli sobie zęby na jego występy z dwóch powodów. Po pierwsze, Czech przyjechał do Polski z opinią czołowego napastnika norweskiej ekstraklasy. Po drugie - miał być poważną alternatywą dla Brożka, który w ostatnich sezonach dźwigał atak Wisły na własnych barkach. Przed Ondraszkiem próby odciążenia doświadczonego kolegi podjęli Mariusz Stępiński i Maciej Jankowski, ale zawiedli.

Po sprowadzeniu Czecha trener Wisły Tadeusz Pawłowski wymyślił, że jego drużyna będzie grać dwójką napastników. - Nie mam problemów z tym, by dogadać się, podzielić funkcjami. W takim systemie chyba nawet będzie mi łatwiej. Na pewno z partnerem z ataku znajdziemy wspólny język - deklarował wtedy Brożek.

Sam Pawłowski nie miał zbyt wielu okazji, by wypróbować to ustawienie, ale pomysł podchwycili jego następcy. Początkowo niewiele z tego wychodziło: w pierwszych pięciu wiosennych meczach dwóch napastników strzeliło w sumie... jednego gola. W dodatku Ondraszek trafił do siatki, kiedy na boisku nie było partnera z ataku.

Wszystko, co dobre w grze Wisły w tym roku, zaczęło się po przyjściu do klubu Dariusza Wdowczyka. Już w pierwszym meczu pod jego wodzą Brożek zdobył bramkę po zagraniu Ondraszka. W niedzielę z Ruchem to Czech wpisał się na listę strzelców, a niewiele brakowało, by trafił jeszcze raz, po podaniu Brożka.

- Zagrał mi tak samo jak ja jemu w meczu z Termaliką, ale uderzyłem z pierwszej piłki i spudłowałem. Dobrze się czuję w duecie z Pawłem. Ja jestem wojownikiem, on gra technicznie. To może być dobre połączenie - uważa Czech.

Brożek: - W ataku jest teraz wiele alternatyw i to przynosi skutek. Zgranie było kwestią czasu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że na początku nie wszystko będzie wychodziło. Z meczu na mecz, z treningu na trening jest coraz lepiej.

Motywacja zadziałała

Ondraszek liczy, że gol z Ruchem będzie dla niego przełamaniem. W poprzednich spotkaniach głównie marnował okazje. - W pierwszej połowie w Chorzowie spudłowałem w dwóch dobrych sytuacjach. W przerwie powiedziałem sobie, że muszę strzelić gola, że zespół tego potrzebuje. Inni zdobywają bramki, ale to przecież ja jestem napastnikiem - podkreśla.

Jeśli częściej będzie się w ten sposób motywował, Wisła po raz pierwszy od lat doczeka się duetu skutecznych snajperów. Odkąd Brożek wrócił do Wisły, żaden z napastników nie potrafił zbliżyć się do jego dorobku. Np. w poprzednim sezonie zdobył 15 bramek, a drugi z napastników - Jankowski - ledwie trzy.

Z Ondraszkiem ma być inaczej. Polak i Czech często wymieniają się pozycjami, co ma utrudnić zadanie rywalom. Czasem grają obok siebie, czasem jeden ustawia się za plecami drugiego.

- Nasze ustawienie ciągle się zmienia. Zależy od tego, jak układa się mecz i kto jest mniej zmęczony. Ten, kto ma mniej sił, wraca i pomaga w defensywie, drugi naciska na obrońców rywala. Rozmawiamy ze sobą w czasie gry i to nam pomaga - tłumaczy Czech.

Są jeszcze rezerwy

Napastnicy korzystają też na ofensywnym stylu, na który stawia trener Wdowczyk. Za ich plecami gra trójka piłkarzy, o których śmiało można powiedzieć: "kreatywni" (Rafał Wolski, Denis Popović i Rafał Boguski). Jest też Patryk Małecki, który ostatnio przypomniał sobie, jak dokładnie dośrodkować.

Trener Wisły uważa, że atak może funkcjonować jeszcze lepiej. - Rezerwy są spore, wciąż tkwią zwłaszcza w Zdenku. To silny zawodnik, przebojowy, możemy go jeszcze lepiej wykorzystać. Potrafi grać tyłem do bramki, dobrze gra głową. To jego atut. W dodatku solidnie pracuje - ocenia Wdowczyk.

Obaj są też ważnymi piłkarzami dla kibiców. Brożek na uznanie pracował przez lata. Z kolei nazwisko "Ondraszek" trybuny skandowały ledwie po kilku spotkaniach.

- Kiedy tu przyszedłem, mówiłem, że chcę walczyć dla drużyny. Kibice wspierają mnie, ja ich. To musi być wspólny wysiłek. Zawsze lepiej się czuję na boisku, gdy krzyczą i dopingują. To dodaje mi sił, kiedy jestem zmęczony - zaznacza.

Więcej o: