Sport.pl

Szczęście wróciło do Wisły Kraków

Dariusz Wdowczyk w debiucie poprowadził krakowian do pierwszej wygranej od czterech miesięcy. - Trener wpajał nam dużo spokoju - mówi Arkadiusz Głowacki, kapitan zespołu.
Facebook? » | A może Twitter? »


Krakowianie czekali na zwycięstwo w ekstraklasie dokładnie 129 dni. Od wygranej w Lubinie z Zagłębiem w 11 meczach uzbierali tylko trzy punkty. Czarną serię przerwali dopiero w poniedziałek w Niecieczy.

Kluczem do zwycięstwa była skuteczność. Krakowianie oddali tylko 11 strzałów - to ich najgorszy wynik w tym roku. Aż cztery znalazły się w siatce. W meczu z Termalicą pierwszy raz od spotkania z Zagłębiem strzelili przynajmniej dwa gole. Wreszcie mieli też dwie bramki przewagi. Wiosną trzykrotnie strzelali gola jako pierwsi, ale za każdym razem wypuszczali z rąk trzy punkty. Recepty nie znaleźli Tadeusz Pawłowski i Marcin Broniszewski. Udało się to Wdowczykowi.

- Wpajał nam pewne założenia i dużo spokoju. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każda bramka, którą ostatnio traciliśmy, powodowała sporą nerwowość. Trener chyba dobrze na nas podziałał. Zdajemy sobie sprawę z tego, że w tym meczu było dużo szczęścia, którego nam ostatnio brakowało. Tym razem dopisało nam z nawiązką - zaznacza Głowacki.

Wdowczyk zaskoczył Termalicę ofensywnym ustawieniem. W podstawowym składzie zmieścił pięciu ofensywnych piłkarzy, a funkcję defensywnego pomocnika powierzył Denisowi Popoviciowi. W takim zestawieniu odnalazł się Patryk Małecki. W poniedziałek strzelił pierwszego gola od powrotu do Wisły, do tego dołożył dwie asysty.

- Oby szczęście wróciło do nas na dobre, bo we wcześniejszych meczach potrafiliśmy prowadzić do przerwy, a później działo się z nami coś złego. Tym razem graliśmy konsekwentnie. Potrzebowaliśmy takiego meczu. Blisko było z Piastem i w Kielcach. W końcu się udało - podkreśla Małecki.

W Niecieczy przełamał się Paweł Brożek. Najskuteczniejszy napastnik Wisły z powodu kontuzji nie przepracował okresu przygotowawczego i wiosną grał słabo. W poprzednim meczu z Koroną Kielce spędził na boisku 24 minuty. Wdowczyk zapowiadał, że nie zamierza trzymać go na ławce. Z Termalicą Brożek zagrał w ataku u boku Zdenka Ondraszka i trafił do siatki po raz pierwszy od przegranych derbów z Cracovią.

- W końcu stwarzaliśmy sytuacje i byliśmy groźni. Trener preferuje ofensywną piłkę i nam to jak najbardziej pasuje. Potrzebowaliśmy szkoleniowca, który ułoży nam wszystko w głowie, i tak się stało - mówi napastnik.

Jak dużą ulgę po zwycięstwie poczuli piłkarze Wisły, widać było tuż po meczu. Najpierw zebrali się w kółku na środku boiska, potem z ich szatni słychać było śpiewy. - Najgorsze jest za nami. W szatni się cieszyliśmy i pośpiewywaliśmy, ale każdy z nas wie, że w piątek kolejny mecz. Trzeba się zregenerować, by wygrać z Jagiellonią - podkreśla Głowacki.



Więcej o:
Najczęściej czytane