Wisła Kraków. Pracowity jak Tomasz Cywka

- Był taki moment, że przez dziesięć minut wysoko trzymaliśmy piłkę i to nie była jedna akcja, ale przez kilka dobrych minut tak graliśmy. Jeśli będziemy to powtarzać, to każda drużyna będzie miała z nami problemy - mówi po sparingu z MFK Koszyce (0:1) Tomasz Cywka, pomocnik Wisły Kraków.
Jacek Staszak: Jak ocenia pan ten mecz?

Tomasz Cywka: - To był pierwszy sparing, więc było kilka nowych twarzy w drużynie, za nami ciężki tydzień, więc to musiało się odbić na grze. Nie wyglądało to jednak najgorzej, ale jakby nie patrzeć - przegraliśmy. Dobrze dla atmosfery w drużynie jest wygrywać, dlatego szkoda wyniku, choć w sparingach to nie najważniejsze. Trzeba było coś poprawić. Był taki moment, że przez dziesięć minut wysoko trzymaliśmy piłkę i to nie była jedna akcja, ale przez kilka dobrych minut tak graliśmy. Jeśli będziemy to powtarzać, to każda drużyna będzie miała z nami problemy. W końcówce czuliśmy już w nogach tygodniową pracę. Brakowało ostatniego podania, musimy być stuprocentowo precyzyjni pod bramką rywala. Nad tym trzeba pracować.

Czegoś pan żałuje? Tej przewrotki, nieudanych strzałów z dystansu?

- No nie były to idealne uderzenia, może mam jakąś blokadę. Trzeba nad tym pracować. Trochę w karierze udało mi się strzelić bramek z dystansu, ale nie zawsze to najlepsze wyjście. Mogłem w tym meczu podawać, ale bez uderzeń goli nie będzie.

Bardzo podobała się widzom pańska gra z rywalem na plecach. To nawyki z Anglii?

- Chyba z tym się urodziłem. Pracuję nad tym i mogę to wykorzystywać w meczu. Mogę się obrócić z przeciwnikiem na plecach i rozegrać.