Sport.pl

Trener Kazimierz Moskal zaczyna naciskać na transfery

Szkoleniowiec próbuje wziąć sprawy w swoje ręce i zaczął działać przy transferach. Do tej pory przypatrywał się z boku, jak szefowie klubu zwlekają z decyzjami.
Sprawy pozyskania Tomasza Cywki, Denisa Popovicia i Rafaela Crivellaro są już zamknięte (Wisła poinformowała o podpisaniu trzyletniej umowy z Brazylijczykiem). Otwarte pozostają trzy kwestie: nieznanego zawodnika, który może dołączyć do zespołu na początku lipca, Krzysztofa Mączyńskiego i Tomasza Zająca, czyli 20-letniego napastnika, mistrza Polski juniorów z zeszłego roku.

Młody zawodnik w ostatnim czasie stał się jednym z symboli polityki transferowej Wisły, która stara się obcinać koszty na czym tylko się da.

Krakowianie zaproponowali Zającowi warunki gorsze, niż mógłby dostać w innym klubie. Zając miał odpowiedzieć Wiśle do niedzieli. Prezes Robert Gaszyński rozkładał ręce, bo odpowiedzi nie było. Milczenie było wymowne - młody napastnik przy Reymonta na takich warunkach grać nie chce.

Sprawa byłaby zakończona, gdyby nie interwencja trenera Moskala. Szkoleniowiec nie miał wątpliwości, że kwestią sporną są pieniądze, ale zawodnika można przekonać też czym innym.

Szkoleniowiec już w poniedziałek zadzwonił do Zająca, zapewnił, że widzi go w drużynie, i polecił dyrektorowi Zdzisławowi Kapce załatwienie sprawy. - Wisła przemówiła ludzkim głosem, czyli Moskala - mówi osoba związana z klubem.

Sprawy na razie jednak nie załatwiono, choć niebawem krakowianie mają przedstawić piłkarzowi lepszą ofertę.

Dotychczas Moskal przy transferach stał raczej z boku. Wyrażał opinię, ale działania zostawiał innym. Wydawało się, że zgodzi się na wszystko. - To kwestie między klubem a zawodnikiem - mówił o pozostaniu Semira Stilicia.

Pytany o transfery, zwykle odpowiadał, że "w klubie nad tym pracują", czyli w gabinetach Kapki i Gaszyńskiego. Obaj wcześniej ściśle współpracowali z trenerem Franciszkiem Smudą. Cała trójka wspólnie podejmowała decyzje o transferach.

Trener Moskal dotychczas mówił niewiele, choć czuć było, że nie przemawia tym samym głosem co szefowie klubu, i w końcu zaczął działać. Gdy Gaszyński stwierdził, że klub szuka tylko piłkarzy ofensywnych, zadzwonił w tym tygodniu z propozycją do środkowego obrońcy Adama Kokoszki. Ten grzecznie odmówił, bo właśnie siedział w gabinecie prezesa Śląska Wrocław i podpisywał kontrakt.

Wrocławianie krakowian uprzedzili o dobrych kilka tygodni. Skontaktowali się ze stoperem zaraz po tym, jak ten zerwał kontrakt z Torpedo Moskwa. Jak mówił piłkarz "Przeglądowi Sportowemu", pierwszy raz spotkali się podczas meczu Wisły ze Śląskiem w Krakowie pod koniec sezonu.

Nie pierwszy raz szefowie krakowskiego klubu zwlekają z podjęciem decyzji. Niektórym pracownikom klubu umowy kończą się 30 czerwca, a o ich przedłużeniu jeszcze nie rozmawiali.

Dopiero niedawno skompletowano też sztab szkoleniowy, bo wszystkim dotychczasowym trenerom - poza Moskalem i Andrzejem Bahrem - kontrakty wygasały wraz z końcem sezonu. Piłkarze o decyzjach też dowiedzieli się dopiero pod koniec sezonu. Ostoja Stjepanović był zawiedziony, że tak późno dowiedział się o braku propozycji nowej umowy. Także Łukasz Garguła liczył na inne rozwiązanie swojej sprawy.

Wisła decyzje podejmuje bardzo długo, bo pod Wawelem każdą złotówkę ogląda się nie dwa, ale może nawet cztery razy. Wszystko przez konstrukcję budżetu - w tym sezonie Wisła ma najpierw spłacić długi, później zająć się budową zespołu. To spowalnia proces, choć nie tłumaczy zwłoki klubu w samym podejściu do negocjacji.





Więcej o: