Sport.pl

Najlepsze mecze Semira Stilicia w Wiśle Kraków

Bramki, asysty, śliczne strzały z rzutów wolnych. To w pamięci kibiców Wisły Kraków zostawia po sobie Semir Stilić. Najlepsze wspomnienia po grze Bośniaka pochodzą z zeszłego roku. W tym już tak pięknie nie było. W niedzielę zagra najpewniej ostatni mecz w barwach krakowskiego zespołu - z Lechem Poznań (niedziela, godz. 18).

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas





Bośniak w jednej z ostatnich rozmów przed prawdopodobnym odejściem z Krakowa przyznał, że chciałby zapamiętać tylko te najmilsze momenty ze swojego czasu pod Wawelem. Stilić do Krakowa przyszedł półtora roku temu. Od razu wskoczył do pierwszego składu, a na pokaz jego umiejętności czekać nie trzeba było długo.

23 lutego 2014 roku. Wisła - Cracovia 3:1

Bramka i asysta. Najpierw wspaniałe dośrodkowanie na głowę Arkadiusza Głowackiego, a później jeszcze lepsze wykończenie. Przyjęcie piłki z jednoczesnym zamarkowaniem strzału, które położyło obrońcę, bramkarza zaskoczyło, a na sam koniec pewny strzał.



Wtedy można było się zorientować, że pod Wawel trafił piłkarz nietuzinkowy. - Stilić przekonał fanów Wisły - pisała krakowska "Gazeta Wyborcza".

16 marca 2014 roku. Legia Warszawa - Wisła 2:2

- Nagle po zejściu w przerwie Łukasza Garguły okazało się, że Stilić przejął kierownicę i zaczął nią kręcić, jak tylko chciał. Piłkarze przestali się oglądać na siebie, w końcu na boisku był tylko jeden playmaker. I Stilić nie stracił przy Łazienkowskiej żadnej piłki! - mówił po spotkaniu Grzegorz Mielcarski, ekspert nc+.



Wisienką na torcie był wspaniały gol z rzutu wolnego. Pierwszy po powrocie do Polski, ale chyba najlepszy. Wśród kibiców ekstraklasy zaczęła panować Stiliciomania.

28 maja 2014 roku. Lechia Gdańsk - Wisła 2:2

Krakowianie do Gdańska jechali osłabieni - bez Pawła Brożka, bez Arkadiusza Głowackiego. Stilić zagrał wówczas jako wysunięty napastnik. Udowodnił wówczas, że potrafi udanie zastąpić podstawowego snajpera. Wisła nie bała się silniejszej Lechii, broniła się dzielnie i wyprowadziła świetne kontrataki. Jeden z nich Bośniak zakończył tak, że młodemu Pawłowi Dawidowiczowi jeszcze długo kręciło się w głowie.



- Ludzie często mówili, żebym w takich sytuacjach strzelał z pierwszej. Nawet trener Smuda krzyczał, że się bawię. Wtedy widziałem, że Dawidowicz już biegnie w moją stronę. Obrońca w takich sytuacjach musi iść do końca na dwieście procent. Nie może zwolnić ani się zatrzymać. Skąd miałby wiedzieć, że podbiję sobie piłkę? - mówił po kilku miesiącach.

17 sierpnia 2014 roku. Wisła - Lechia 3:1

Wisła miała niemrawy początek sezonu. Po miesiącu od rozpoczęcia rozgrywek do Krakowa przyjechali gdańszczanie w zupełnie innym niż przed trzema miesiącami składzie, dopiero na początku budowy nowej drużyny. Krakowianie nie pozostawili jednak gościom złudzeń, a Stilić znowu był najjaśniejszą postacią zespołu. Wspaniały występ podkreślił ślicznym uderzeniem z rzutu wolnego.

Bramkę można zobaczyć TUTAJ.

- Koncert Stilicia? Jak w meczach będziemy dominować, to będzie grał jeszcze lepiej. Chłopak ma naprawdę duże możliwości - mówił po meczu trener Franciszek Smuda, do którego pobiegł piłkarz po zdobyciu drugiej bramki.

19 października 2014 roku. Górnik Zabrze - Wisła 0:5

- Stilić, Brożek, dwa bratanki, do asysty i do bramki - pisała "Gazeta Wyborcza". Ten mecz był dowodem na to, ze grą krakowian zarządza duet piłkarzy. Doskonale rozumiejący się tandem, który wie, gdzie należy zagrać piłkę, rozszarpał obronę zabrskiego zespołu. Bośniak zdobył dwa gole, Polak trzy. Koncert dali w drugiej połowie, gdy na boisku pojawił się polski napastnik, ale Stilić najładniejszego gola strzelił jeszcze w pierwszej odsłonie spotkania.

Bramkę można zobaczyć TUTAJ.

- Czujemy na boisku jeden drugiego - mówił po spotkaniu Stilić.

2015 rok dla Bośniaka był jednak trudny. Zdobył ledwie dwie bramki, lepiej było z asystami - było ich sześć. W ostatnich meczach coraz częściej siedział na ławce.





Więcej o: