Sport.pl

Lechia Gdańsk - Wisła Kraków. Szalony mecz na remis

Gdyby rozdawać punkty za piękne gole, to Wisła dostałaby trzy z bonusem. Krakowianie popełniali jednak też błędy w obronie i tylko zremisowali z Lechią.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

W pierwszej części emocje jak w wyścigu ślimaków, ale po przerwie można było się poczuć jak milioner, który postawił wielkie pieniądze na swojego konia w Wielkiej Pardubickiej. Była walka, momentami szalone tempo i piękne gole. Szkoda tylko, że obie drużyny czują niedosyt. - To była jedna z najlepszych połów w tym sezonie. Brawo Wisła, brawo Lechia - mówi z uznaniem Maciej Murawski, który komentował spotkanie w Canal+.

Ale pierwsza część o takie emocje nawet się nie otarła. Obie drużyny jakby czuły, co może oznaczać choćby jeden błąd. Niby nikt nie schował się na swojej połowie, ale ataki wyglądały tak, że Wisła strzelała rzadko, ale celnie, Lechia częściej, ale tylko by postraszyć Michała Buchalika.

Krakowianie jakby przestraszyli się możliwości przełamania klątwy i w końcu strzelenia bramki na PGE Arenie. Przejęli się, że skoro w tym roku nie trafiła tam ani Legia, ani pięć innych zespołów, to dlaczego mieliby to być właśnie oni. Tyle że swojej zbyt skutecznie też nie bronili. To źle ustawił się Boban Jović, to za chwilę Arkadiusz Głowacki musiał zrugać Macieja Sadloka. A Lechia powoli, ale rozpędzała się coraz bardziej.

Aż w końcu zmusiła gości do pomyłki ocierającej się o komiczną. Łukasz Burliga źle i za lekko trafił w piłkę, ta uderzyła w Macieja Sadloka i za moment Maciej Makuszewski skierował ją do siatki. Na wszystko z boku patrzył Głowacki i akurat w tym momencie nie można było się mu dziwić, że ostatnio coraz głośniej myśli o zakończeniu kariery.

- Naprawdę nie wiem, kto popełnił błąd. Musiałbym zobaczyć powtórki, bo wszystko za szybko się działo. Teraz nie możemy tego jednak rozpamiętywać, tylko musimy myśleć, by jak najlepiej zaprezentować się w drugiej połowie - podkreślał Sadlok przed kamerami Canal+.

Piłkarze liczyli na uporządkowanie gry, a trener Kazimierz Moskal na Jeana Barrientosa, którego wpuścił za Łukasza Gargułę. Porządku jednak nie było, zrobił się za to szalony mecz.

Rafał Boguski strzelił piękną bramkę, ale i tak była jedną z wielu przy trafieniu Barrientosa. Polak skierował piłkę do siatki po bardzo precyzyjnym strzale głową, ale gol Urugwajczyka był jak wyjęty z innej ligi.

Brała w nim udział niemal połowa drużyny, podania były wymuskane i rozdzielane w pełnym biegu. Semir Stilić zagrał tzw. krzyżakiem, a na koniec Barrientos zakpił z rywali jak profesjonalny piłkarz z ludzi, którzy nawet na boisko Orlik przychodzą od święta. Poprzekładał sobie piłkę w polu karnym, aż w końcu piętą zmieścił ją w siatce.

Gdyby to było łyżwiarstwo figurowe, to za takie ewolucje krakowianie powinni dostać trzy punkty i awans w tabeli. Tyle że na taki podział nie godził się Kevin Friesenbichler i po dośrodkowaniu Sebastiana Mili uratował Lechii punkt.

- O pierwszej połowie lepiej zapomnieć, ale na drugą zdążyliśmy dojechać. Szkoda, że mamy tylko remis, bo po przerwie zagraliśmy naprawdę niezły mecz - podsumował Boguski.



Więcej o:
Komentarze (2)
Lechia Gdańsk - Wisła Kraków. Szalony mecz na remis
Zaloguj się
  • 1aniolg

    Oceniono 3 razy -1

    W pierwszej połowie Wisła nie istniała a Lechi robiła co chciała. Warto zobaczyć nawet choćby posiadanie piłki.

  • yosemitesam

    Oceniono 4 razy -2

    Drugi gol dla Wisły to niemal kopia z 2009 r. Brazylijczyka Grafite w meczu Bundesligi Wolfsburg - Bayern (5-1). Niemal, bo Grafite wykiwał wtedy w polu karnym połowę Bawarczyków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX