Sport.pl

Lechia Gdańsk - Wisła Kraków. Jerzy Brzęczek i Kazimierz Moskal jako piłkarze

- Jurek był spokojny, a Kaziu charakterny. Gdy nie był kapitanem, zaczynało się lekko palić - opowiada Jarosław Araszkiewicz, który z obecnymi trenerami Lechii Gdańsk i Wisły Kraków grał w Lechu Poznań. Mecz gdańszczan z krakowianami w piątek o godz. 20.30 (relacja na krakow.sport.pl).
Wisła Ekstra! Wywiady, ciekawostki, reportaże - to wszystko wyślemy Ci na pocztę »

Jacek Staszak: Pan zna Brzęczka i Moskala, grał pan z nimi w jednej drużynie.

Jarosław Araszkiewicz, były piłkarz Lecha Poznań: - Jurek był księgowym! (śmiech). Starał się dopilnować, żeby wszyscy wrócili z miasta.

A Moskal?

- On bardziej charakterny. Było fajnie, miło i sympatycznie, ale gdy nie był kapitanem, to zaczynało się lekko palić. Dążył do sukcesu jako piłkarz i teraz jako trener ma nakreśloną ścieżkę, stara się nią podążać.

Już wtedy było widać, że to będą trenerzy?

- Nie, to było jeszcze za wcześnie. Byliśmy młodymi ludźmi, którzy mieli pasję. Niektórzy chcieli to kontynuować jako trenerzy, do tego mieli troszeczkę szczęścia i teraz dalej pracują. Kaziu i Jerzy do nich należą.

Brzęczek długo czekał na szansę?

- Niektórzy czekają całe życie i jej nie mają. Nie wiem, na jakiej zasadzie wybiera się trenerów do pracy w ekstraklasie. Może to wdzięk, uroda, powiązania, a może rzeczywiście wyniki? Nie wiem.

Jacy byli w szatni? Byli wybijającymi się postaciami?

- Jurek spokojny. Nie wiem,, jak Kaziu po przyjściu do Lecha, bo się minęliśmy. Ja poszedłem do Turcji, a klub za pieniądze z mojego transferu kupił Moskala, więc nie znałem go przez dwa lata. Dopiero po tym czasie wróciłem i widać było, że przesiąknął poznańskim powietrzem, bo wybrano go na kapitana.

Obaj byli środkowymi pomocnikami. Jak grali?

- Przede wszystkim charakterni. Nie odstawiali nóg, starali się brać odpowiedzialność za kreowanie gry.

Teraz chyba podobnie mają grać ich drużyny?

- Gdy zespoły wygrywają, to chwali się piłkarzy, a zapomina się o ręce trenera - o jego planie na grę, wyborze składu, treningach. O tym ludzie sobie przypominają, gdy drużyna przegrywa. Oby Jurkowi i Kaziowi prezesi dali wotum zaufania, ale może być tak, że gdy nie zakwalifikują się do europejskich pucharów, to przyjdzie zarząd i powie: "Panie trenerze, nie wykonał pan zadania, przepraszamy". Niestety, ale to możliwe - miejsca premiowane awansem do pucharów są cztery, a zainteresowanych klubów sześć. Dwa obejdą się smakiem, oby prezesi to wytrzymali.





Czy Wisła pokona w Gdańsku Lechię po raz pierwszy od trzech lat?
Więcej o: