Sport.pl

Stałe fragmenty gry dają Wiśle Kraków za mało

Gol co 47 dośrodkowań - tak wygląda skuteczność krakowian z rzutów rożnych. Krakowianie są w tym elemencie tak słabi? - Liczy się precyzja - mówi ekspert.
Wisła Ekstra! Wywiady, ciekawostki, reportaże - to wszystko wyślemy ci na pocztę »

87. minuta meczu Wisła - Lech. Krakowianie przegrywają 1:2. Semir Stilić wykonuje rzut rożny, ale lechici bez problemu wybijają piłkę. Szósty raz w tym spotkaniu.

To częsty obrazek tego sezonu. W 76 proc. przypadków po dośrodkowaniach z narożnika nie dzieje się nic groźnego w polu karnym rywali - piłka albo jest wybita (często przez pierwszego obrońcę), albo przelatuje przez całe pole karne. Goli z rzutów rożnych krakowianie strzelili trzy, a okazji mieli aż 141 (dane z Ekstrastats.pl). Wraz z bramkami z rzutów wolnych i karnych to ze stałych fragmentów zaliczyli dziesięć trafień, czyli zaledwie 23 proc. wszystkich.

Eksperci zauważają, że Wisła w tym elemencie rzeczywiście ma problem. Dowód? Legia Warszawa po wrzutkach strzeliła 17 bramek (32 proc. wszystkich). - Dlatego krakowianie muszą pracować nad rzutami wolnymi i rożnymi. Drużyny, które przeważają, mają dużo stałych fragmentów i powinny je częściej wykorzystywać - twierdzi Maciej Murawski z NC+.

Wspominane 23 proc. Wisły plasuje się w okolicach ligowej średniej (24 proc.), ale wyniki Legii pokazują, że jest pole do popisu. Tym bardziej że większość dośrodkowań krakowian to pożywka dla rywali, którzy mogą rozpocząć kontratak.

- Precyzja - podkreśla Kamil Kosowski, były skrzydłowy, gdy pytamy, co jest najważniejsze przy centrach. - Jeśli wszystko jest dobrze skoordynowane, to efektem są groźne sytuacje. Najwięcej zależy od dokładności, nie od szczęścia.

Wisła była niegdyś bardzo skuteczna w stałych fragmentach. Wielu drżało na myśl o pojedynku powietrznym z Arkadiuszem Głowackim, Cleberem, Marcelo czy Juniorem Diazem, którym podawali Marek Zieńczuk czy Kosowski. To była recepta na sukces.

Dziś ostał się jedynie Głowacki i większość wrzutek kończy się wybiciem, choć przecież w Wiśle są specjaliści od dośrodkowań - Stilić czy Łukasz Garguła.

Problem braku odpowiednich piłkarzy można jednak obejść. W duńskim Midtjylland (zdobywa średnio jedną bramkę na mecz ze stałych fragmentów) uznano, że rzuty wolne i rożne stanowią tak łatwą okazję do strzelenia gola, że trzeba je bez ustanku ćwiczyć. W zasadzie uznał to komputer, bo decyzje w klubie podejmowane są na podstawie statystyk. Po faulu czy wybiciu na rzut rożny asystent trenera pokazuje piłkarzom, jak się ustawić. To przynosi efekty, bo w tym sezonie Midtjylland aż trzy razy strzeliło w jednym meczu aż cztery bramki po zagraniach ze stojącej piłki.

Schematy rzutów rożnych rozbierał na czynniki pierwsze Gary Neville, ekspert angielskiej stacji Sky Sports. Gdy do skrupulatnie przygotowywanych schematów doda się znakomitych piłkarzy, wtedy efekty są takie jak np. w Atletico Madryt, które w tym sezonie ligowym po stałych fragmentach strzeliło aż 26 goli z 59 wszystkich.

Problem Wisły polega na tym, że jak się okazuje, nie ma ani świetnych wykonawców stałych fragmentów (poza strzałami Stilicia), ani czasu i pieniędzy, by zatrudnić szkoleniowca specjalizującego się w ich ćwiczeniu.



Wisła Kraków z Podbeskidziem Bielsko-Biała
Więcej o: