Komisja groziła palcem, ale decyzji w sprawie Łukasza Garguły nie podjęła

Łukasz Garguła w końcu pojawił się na przesłuchaniu przed Komisją Dyscyplinarną PZPN. Wciąż nie przyznaje się do udziału w korupcji. Na razie kary uniknął.


Sprawa Garguły niebawem będzie toczyć się już trzy lata. Wtedy prokuratura postawiła zawodnikowi 30 zarzutów. Pomocnik wciąż jednak grał, zaliczył nawet najlepszą rundę w Wiśle i przedłużył kontrakt. We wrześniu zeszłego roku akt oskarżenia trafił do sądu, a zawodnik wydał oświadczenie, że w końcu udowodni niewinność.

Zarzuty postawiono 29 osobom zaangażowanym w korupcję w GKS-ie, ale tylko 11 przyznało się do winy. Reszta walczy przed Komisją Dyscyplinarną w PZPN i przed wydziałem karnym Sądu Rejonowego w Bełchatowie.

Sprawy toczą się dwutorowo. Przed sądem stanąć muszą wszyscy oskarżeni, komisja PZPN wzywa piłkarzy pojedynczo. Zaplanowany na wtorek początek procesu 18 osób został przesunięty na 1 kwietnia. Powód? Jeden z piłkarzy na trzy dni przed procesem zmienił pełnomocnika, który musi mieć czas, by zapoznać się z 40 tomami akt sprawy.

Garguła orzeczenie Komisji Dyscyplinarnej usłyszy najwcześniej 9 kwietnia. - Na następnym posiedzeniu będzie narada w tej sprawie. Wczoraj piłkarz stawił się i zajął stanowisko - informuje Mikołaj Bednarz, przewodniczący komisji.

To pierwsze posiedzenie komisji, na które Garguła przyjechał. Na wcześniejsze nie mógł przyjść, bo np. był na zgrupowaniu w Turcji. Komisja powoli traciła do zawodnika cierpliwość, groziła palcem, a Adam Gilarski, rzecznik dyscyplinarny, mówił otwarcie, że dowody wskazują na winę zawodnika, za co grozi bezwzględna dyskwalifikacja.

Jeszcze wczoraj rano członkowie komisji twierdzili, że znają dowody w tej sprawie i kara może zapaść natychmiastowo i to najwyższa dla piłkarza. Kluczowe było jednak to, jak do sprawy podejdzie zawodnik. - Pierwsze posiedzenie to sprawa nieprzewidywalna - mówili.

Podejście piłkarza jest istotne, bo w tej sprawie nie ma dowodów fizycznego dawania łapówek. Piłkarze GKS-u Bełchatów w sezonach 2003/04 i 2004/05 mieli zrzec się części premii na rzecz przekupywania sędziów. Podjęli taką decyzję, bo zobaczyli, że awansu na boisku nie zdobędą. Dlatego większość piłkarzy nie przyznała się do winy - mówią, że nie byli świadomi tego, na co idą ich premie. Garguła ma aż 30 zarzutów, bo grał w GKS najczęściej. W całej sprawie chodzi o to, czy piłkarz wiedział o procederze.

Pomocnik stawił się przed komisją i nie zmienił zdania. - Mój klient czuje się niewinny i stara się to wykazać przed komisją i sądem. Zamierza w pełni sprawę wyjaśnić. Współpracuje w każdej kwestii - zapewnia Jacek Masiota, pełnomocnik piłkarza. - Nie chcemy przeciągać procesów, bo wpływa to na psychikę zawodnika.

Brak decyzji w sądzie i komisji oznacza, że zawodnik może przygotowywać się z zespołem do meczu z Jagiellonią, choć nie bez przeszkód. W tym tygodniu nie było go dwa razy na treningach, w przyszłym znów go zabraknie, bo będzie w sądzie w Bełchatowie. 9 kwietnia musi stawić się w PZPN-ie.



Jak Wisła Kraków zakończy rundę zasadniczą?