Sport.pl

Wisła Kraków-Cracovia. Godni najstarszych derbów

Jeśli jesteś słabszy, to musisz wypruć sobie żyły. Tak zrobiła Cracovia i były to jedne z najlepszych derbów ostatnich lat. Zasłużenie wygrała jednak Wisła 2:1.
Wszystko o 189. Derbach Krakowa - wideo, wywiady, analizy, oceny na krakow.sport.pl »

Po takim meczu po krakowskim Rynku z podniesioną głową powinni chodzić wszyscy piłkarze. Może nie błyszczeli finezyjnymi zagraniami, może ich akcje nie zapierały tchu w piersiach, ale nikomu nie można zarzucić, że nie sprostał randze najstarszych derbów Polski. - To był nerwowy mecz i cały czas siedziało to w naszych głowach - przyznał Semir Stilić, który jest idealnym przykładem różnicy między Wisłą i Cracovią.

Podczas gdy goście próbowali wybiegać remis i w końcówce wyszarpać upragnioną bramkę, Stilić jednym podaniem robił więcej niż dziesiątki zagrań rywali. Gola na 1:0 strzelił kopnięciem niby niechlujnym, ale do bólu skutecznym. Uderzył tak, by męki rywali trwały jak najdłużej - piłka leciała wolno, minęła Krzysztofa Pilarza i w końcu wtoczyła się do siatki. Ławka rezerwowych Wisły poderwała się z radości, a trener Robert Podoliński stał przy linii sam. Wyglądał na pogodzonego z losem.

Po przerwie poczuł się jeszcze gorzej. Znów jego obronę jednym zagraniem rozmontował Stilić, piłka trafiła do Pawła Brożka i było 2:0. - Nie pierwszy raz Brożek i Stilić pokazali, że potrafią rozegrać piłkę. Mieliśmy problemy w defensywie - przyznał Pilarz.

Wisła indywidualnościami przerasta dziś rywali o głowę, a bramki zdobywała po akcjach, jakich zawodnicy Cracovii mogą nie stworzyć do końca sezonu. Ale gospodarze też nie byli bezbłędni, a do tego zgubiły ich emocje. Po drugiej bramce niemal cały zespół pobiegł cieszyć się tuż pod trybunę. Zawodnicy kolejno przeskakiwali przez bandy reklamowe, a na wszystko z daleka patrzył Arkadiusz Głowacki. Kapitan Wisły czekał na powrót kolegów, by później każdemu z nich ostudzić głowę. Pokazywał, by zachowali spokój i skoncentrowali się, bo to jeszcze nie koniec. I najbardziej doświadczony zawodnik miał rację, bo gdy wiślakom w uszach huczało jeszcze głośne "goool", akcję przeprowadziła Cracovia i Marcin Budziński z bliska wepchnął piłkę do siatki. - Derby są, dajcie się pocieszyć! - bagatelizował po meczu Brożek.

Głowacki: - Po tym golu zrobiło się nerwowo i przez głowę przeszła mi myśl, że zwycięstwo może się wymknąć. Byliśmy jednak konsekwentni. Jestem szczęśliwy, bo w końcu mogę ze spokojem powiedzieć coś sensownego. Byliśmy lepsi, choć Cracovia zaprezentowała dobrą organizację i miała szanse. Naprawdę spadł nam olbrzymi kamień z serca.

W końcówce goście mieli utrudnioną sprawę, bo czerwoną kartkę za faul na Brożku dostał Bartosz Kapustka. Mimo to Cracovii momentami udawało się zamknąć rywali na ich połowie. Gdyby jednak Wisła była skuteczna, to za taką zuchwałość ukarałaby przeciwników dwoma golami po kontrach. - Rywale wygrali zasłużenie. Ciężko byłoby zremisować, grając po 11, a co dopiero w dziewięciu - podkreślał Podoliński.

Szkoleniowiec miał na myśli Budzińskiego, który pod koniec grał z kontuzją. Oprócz niego po derbach Deniss Rakels ma złamany nos. Straty po stronie Wisły to kontuzja Wilde Donalda Guerriera i czwarta żółta kartka Dariusza Dudki, która wyklucza go z meczu w Białymstoku.



Jak Wisła Kraków zakończy rundę zasadniczą?
Więcej o: