Łukasz Burliga: Nie jedziemy do Warszawy kopać po autach

- W Warszawie, żeby był dobry wynik, to gra musi być co najmniej przyzwoita. Postaramy się zagrać bardzo dobrze. Teraz będziemy więcej operować piłką, rozgrywać od bramki - mówi prawy obrońca Wisły Kraków przed meczem z Legią (godz. 18, relacja na krakow.sport.pl).
Facebook? » | A może Twitter? »


Jacek Staszak: Dla pana to pierwszy raz w seniorskiej piłce z trenerem Kazimierzem Moskalem, ale z Andrzejem Bahrem znacie się już dłużej.

Łukasz Burliga, obrońca Wisły: - No tak, pracujemy od czasów juniorskich, potem w drugiej drużynie i Młodej Ekstraklasie. U niego stawiałem pierwsze kroki w seniorskiej piłce, dawał mi pierwsze porady. Na pewno zawsze starał mi się pomagać, często ze mną rozmawiał. Bardzo pomógł mi w rozwoju.

Często zmieniał posady. Koordynował grupy juniorskie, ale był też trenerem drugiej drużyny. Gdy wszedłem do pierwszego składu, to był specjalistą od przygotowania fizycznego. Do tego cały czas podglądał juniorów.

To bardzo barwna i pozytywna postać, więc na pewno się cieszę, że będę z nim współpracował. To też dobry fachowiec od przygotowania fizycznego.

Ma pan nowego partnera na prawej stronie - Bobana Jovicia. Można już mówić o współpracy?

- Tak, ale to wymaga czasu, bo musi przestawić się na nową pozycję. Nie gra na swojej. To też mi troszeczkę pomaga, bo łatwiej się zmieniamy, nie muszę szybko wracać do obrony, bo wiem, że Boban tam jest. Mamy jeszcze trochę do poprawy, musimy się lepiej zgrać. To jest do poprawy w najbliższych tygodniach, dogramy to w trakcie przerwy na kadrę.

Przeskok z pomocy do obrony wymaga czasu?

- Jest inaczej. Gdy obrońca włącza się do akcji ofensywnej, to ma więcej miejsca, może wbiec, dośrodkować, czasem strzelić. Pomocnik potrzebuje więcej fantazji, musi częściej grać jeden na jednego, czasem zbiec do środka. Czas pracuje dla nas, bo to nawyki przychodzą z czasem.

Zaczął pan kurs trenerski. To UEFA B?

- Nie, na razie jeszcze kurs C. Już go skończyłem, zobaczymy, kiedy będzie trochę czasu, żeby zrobić następne etapy. Planuję wszystko zdać w przeciągu najbliższych lat, żeby jak już skończę grać w piłkę, to mieć już UEFA A i po zakończeniu kariery zacząć kurs PRO.

W kadrze Wisły papiery trenerskie ma na razie chyba tylko Richard Guzmics.

- Nie, jeszcze są Rafał Boguski i Łukasz Garguła.

Łukasz Surma kiedyś powiedział, że dzięki kursowi zupełnie inaczej patrzy na trening. U pana jest podobnie?

- Można obserwować, notować, czy trening był przeprowadzony według wszystkich reguł, czy dobrze się przygotowujemy pod względem fizycznym i taktycznym. To praca przede wszystkim w domu, na boisku w trakcie treningu nie ma czasu na myślenie, ale dzięki kursowi można się rozwinąć i po karierze nie startować już od zera.

W którym kierunku pan bardziej patrzy - szkolenie młodzieży czy seniorów?

- Za wcześnie na odpowiedź. Robię ten kurs, żeby mieć perspektywę. Wciąż nie wiem, czym mogę się zająć - czy trenowaniem, czy menedżerką. Od początku współpracuję z jednym menedżerem - Marcinem Lewickim, byłem jego pierwszym piłkarzem. Mówi, że jak skończę karierę, to bardzo chętnie widziałby mnie obok siebie. Najpewniej zostanę w piłce, ale nie wiem jeszcze w jakiej roli.

Przed wami mecz z Legią. Jedziecie dobrze zagrać czy osiągnąć korzystny wynik?

- Trzeba szukać punktów, bo możemy spaść do drugiej ósemki i będzie nieciekawie. W Warszawie, żeby był dobry wynik, to gra musi być co najmniej przyzwoita. Postaramy się zagrać bardzo dobrze. Teraz będziemy więcej operować piłką, rozgrywać od bramki. Trener Moskal kładzie nacisk na utrzymanie się przy piłce.

Potrzeba więcej rozwagi czy pasji?

- Przede wszystkim trzeba odrzucić strach, wyrzucić to, że przegraliśmy kilka meczów. Jasne, trzeba mieć respekt przed Legią, ale lepiej skupić się na sobie i swojej grze. Jedziemy nie po to, żeby kopać piłkę po autach, ale po to, żeby grać swoje. Stać nas na to, żeby pokazać dobrą piłkę i wywieźć stamtąd punkty.

Kazimierz Moskal rozpocznie pracę z Wisłą