Wisła Kraków. Duże halo, konkretów mało

20 dziennikarzy czekało na każdy ruch Semira Stilicia. Zamiast jasnej deklaracji o jego przyszłości jest tylko gra na czas.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

- Nie przebiera się, nie jest dobrze - mówił jeden z dziennikarzy.

- Spokojnie, wziął buty i poszedł do szatni, więc chyba wyjdzie na trening - odpowiedział fotoreporter.

Na Stilicia w Myślenicach czekali wszyscy. Prezes Robert Gaszyński liczył, że usłyszy od Bośniaka deklarację przedłużenia umowy (obecna wygasa w czerwcu). Trener Franciszek Smuda trzymał kciuki, by na starcie przygotowań nie został przetrącony kręgosłup zespołu. A dziennikarze chcieli uciąć transferowe spekulacje, które zahaczały aż o Koreę.

Dres to nie wszystko

Stilić w bazie treningowej Wisły zjawił się jako jeden z ostatnich. Maks Michalczak, rzecznik prasowy, zadbał, by najpierw porozmawiał z prezesem i trenerem, a nie z dziennikarzami. - Przywitaliśmy się i złożyliśmy noworoczne życzenia - zaczął Smuda, ale za moment odpowiadał o istotnych sprawach. - Będziemy negocjowali i zobaczymy, co z tego wyjdzie. W kościach czuję, że zostanie. Tego właśnie sobie życzę, bo byłoby źle, gdyby po półtora roku budowania zespołu wypadło z niego ważne ogniwo.

Chwilę później w korytarzu zjawił się Stilić. Ubrany w dres Wisły, ale to wcale nie oznaczało, że przy Reymonta zostanie choćby przez najbliższe pół roku. Bośniak ma oferty m.in. z Korei i Chin, ale jest gotowy negocjować z krakowianami. - Nie wiadomo, jaka będzie moja przyszłość. Umówiliśmy się na kolejne spotkania. Jak będą konkrety, to się dowiecie. Dzwonią do mnie z innych klubów, ale nie chcę o tym mówić, bo mam ważny kontrakt z Wisłą - podkreśla Bośniak.

W Myślenicach można było odnieść wrażenie, że nawet gdyby obok przechodził ochroniarz czy osoba postronna, to i tak zostałaby zapytana na temat przyszłości Stilicia. A że w bazie treningowej po raz pierwszy z zawodnikami spotkał się prezes Gaszyński, to i on został poproszony o zabranie głosu w sprawie Bośniaka. Jednak tak jak poprzednicy nie potrafił, a raczej nie mógł powiedzieć nic konkretnego. Najważniejsza była deklaracja, że Wisła chciałaby sprawę załatwić najpóźniej przed rozpoczęciem rundy wiosennej (w połowie lutego).

- Obie strony potwierdziły gotowość do porozumienia. Na ten moment go nie ma, ale najważniejsze, że Stilić chce rozmawiać. Jeśli jednak nie znajdziemy kompromisu, to musimy pracować nad sprowadzeniem zawodnika podobnego do Semira - mówił Gaszyński.

Pierwszy transfer tuż-tuż

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce prezes Wisły będzie mógł pochwalić się pierwszym sukcesem, bo coraz bliżej podpisania umowy jest Boban Jović. Obrońca do czerwca ma kontrakt z Olimpiją Ljubljana i już niemal porozumiał się z Wisłą. Nie wiadomo jednak, kiedy dołączy do zespołu. Jeśli krakowianie chcieliby go mieć już wiosną, musieliby zapłacić Słoweńcom. - Trudno powiedzieć, kiedy mógłby do nas trafić. Nie wykluczam, że optymalne będzie pozyskanie go dopiero latem - podkreśla Gaszyński i dodaje, że do czasu wyjazdu na zgrupowanie do Turcji (koniec stycznia) kadra zespołu powinna być skompletowana.

Tymczasem Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN przeanalizowała dokumenty dostarczone przez Wisłę i stwierdziła, że klub spłacił wymaganą część długów, by przyszły sezon zacząć z jednym, a nie z trzema punktami ujemnymi.

ON MA POMÓC WIŚLE. KIM JEST ROBERT GASZYŃSKI?


Na jakich pozycjach Wisła Kraków powinna szukać wzmocnień?
Więcej o: