Korporacja Wisła Kraków

?Nadrzędny cel to zrównoważony rozwój klubu? - to hasło Roberta Gaszyńskiego, który oficjalnie objął rządy przy Reymonta. Przychody mają być wyższe niż koszty, długi spłacane, a do tego niezbędne jest koło zamachowe, czyli... - Wisła musi grać w Europie - podkreślił prezes.
Wisła Ekstra! Wywiady, ciekawostki, reportaże - to wszystko wyślemy Ci na pocztę »

Wisła po raz pierwszy w erze Bogusława Cupiała ma zarząd, w którym zasiadają ludzie z ogromnym międzynarodowym doświadczeniem zdobytym podczas pracy w światowych korporacjach. Wcześniej byli to m.in. działacze sportowi (Ludwik Miętta-Mikołajewicz, Jacek Bednarz), dziennikarze (Janusz Basałaj), naczelnik urzędu skarbowego (Marek Wilczek) czy ludzie tymczasowo oddelegowani z TeleFoniki (Ireneusz Reszczyński, Ryszard Pilch). Teraz Wisła wchodzi w erę korporacyjną. Gaszyński kilkanaście ostatnich lat spędził m.in. w Procter & Gamble i SC Johnson. Wiceprezes Mirosław Jankowski też pracował w P&G, a od 2001 roku w Royal Ahold - jednej z największych firm handlowych na świecie. To głównie na ich barkach będzie spoczywało wyciągnięcie Wisły z tarapatów finansowych. Niedawno tymczasowy prezes Miętta-Mikołajewicz przyznał, że długi klubu wynoszą około 12 mln zł.

Sytuacja bardzo trudna

Nowi prezesi wysokości zobowiązań nie chcieli ujawnić. W wypowiedziach od razu było słychać słownictwo korporacyjne. Na konferencji, na którą przyszło kilkudziesięciu dziennikarzy, mówili dużo, odpowiadali na pytania cierpliwie i uprzejmie, ale niemal żadnych szczegółów nie udało się od nich wyciągnąć. Potwierdzili jedynie, że sytuacja klubu jest trudna, a budżet w tym roku ma wynosić około 30-40 mln zł. - Kwoty zaległości nie podam, ale dług jest znaczący. Czy to 12 mln zł, czy więcej, czy mniej - nie powiem. Sytuacja jest bardzo trudna, ale Wisła zobowiązania pokryje. Nie jest tak, że nie chcemy ich spłacać. To jednak, że tu siedzimy, jest najlepszą odpowiedzią, że nie tylko wierzymy, ale mamy plan i wizję, żeby to zmienić.

Gaszyński zamierza przenieść standardy znane z międzynarodowych koncernów. - Ład korporacyjny polega na prawidłowej organizacji pracy. Ludzie wiedzą, za co odpowiadają, i można to zastosować również w Wiśle - twierdzi. - Będę odpowiedzialny za sprawy sportowe, kontakty z MZPN i PZPN, Ekstraklasą SA, UEFA i FIFA. A także za komunikację z mediami, kibicami, radą nadzorczą i właścicielem.

Dwa filary klubu

Wrócił na chwilę do odległej przeszłości, która pokazała, że nie jest tylko człowiekiem skupionym na liczbach i celach. - 22 lata nie było mnie na Reymonta 22. A te 13 lat, przez które byłem związany z Wisłą [był jej bramkarzem, a potem kierownikiem i menedżerem - przyp. red.], ukształtowało mnie i także dzięki niej jestem teraz w takim miejscu. To dla mnie najlepszy motywator i ten klub nie jest dla mnie tylko kolejnym miejscem pracy - podkreślał Gaszyński. - Postawa piłkarzy, sztabu i ludzi wokół zespołu pozwala wierzyć, że nasz plan zostanie wdrożony i zrealizowany.

Nowy zarząd nakreślił wizję spółki, dwa filary, na których ma opierać się klub, i cele szczegółowe na ten rok. Tu też zapachniało korporacją. - Pierwszy filar to zobowiązanie wobec historii, teraźniejszości i przyszłości. Wisła to blisko 110 lat tradycji i 13 tytułów. Jest też sytuacja, w której aktualnie się znajdujemy. To zobowiązanie wobec tysięcy sympatyków nie tylko w Krakowie, ale na całym świecie. Musimy zbudować solidny fundament do rozwoju - zaznaczył Gaszyński. - Drugi filar to standardy, czyli wprowadzenie sprawdzonych metod pracy i kierowanie się powszechnie szanowanymi wartościami. Celem nadrzędnym jest zrównoważony rozwój spółki.

Robert Gaszyński w środę opowiadał dziennikarzom o celach klubu

Potencjał na puchary

Nowy zarząd ma duże ambicje sportowe. Planuje, że jeszcze w tym roku Wisła zagra w europejskich pucharach i dotrze do fazy grupowej. Choć trener Franciszek Smuda grał właściwie 12-13 piłkarzami, a na ławce rezerwowych z trudem mógł znaleźć wartościowych zamienników, to prezes Gaszyński uważa, że zespół ma odpowiedni potencjał. - Pokazała to jesień 2014 roku. Trener Smuda ma mocniejszy zespół niż rok temu. Mamy plany go uzupełnić w tym oknie transferowym, tak by podnieść jakość w drużynie - przyznaje Gaszyński. - Głowacki, Brożek, Stilić, Dudka to ogromne doświadczenie, a do tego są młodzi, jak Burliga, Sadlok czy Uryga, którzy pokazali się z dobrej strony. Ta drużyna nie wymaga dramatycznej rewolucji.

Także w tym roku bilans klubu ma wyjść na zero, a nawet z małym plusem. To mają zapewnić sponsorzy, lepsza frekwencja na trybunach (prezes zaprosił wszystkich kibiców 12 stycznia o godz. 18 na otwarte spotkanie w pawilonie multimedialnym), a także większe przychody z dnia meczowego, m.in. poprzez organizowanie wydarzeń okołomeczowych. - Teraz fani przychodzą tuż przed pierwszym gwizdkiem, a kilka minut po spotkaniu stadion jest pusty. Chcemy to zmienić i mam na to pomysły - zapewnił Gaszyński.

Niezadowolenie z UFA

W kwestii sprowadzenia do klubu sponsora, np. na koszulki, też nie było konkretów poza tym, że rozmowy trwają. - Byłoby dużym grzechem zaniechania, gdybym nie prowadził rozmów z różnymi firmami i nie wykorzystał 20 lat doświadczenia w pracy w korporacjach. Cykl podejmowania decyzji w nich jest jednak inny - dłuższy i skomplikowany, a do tego często zapadają poza Polską - dodał Gaszyński. - Sponsor na koszulkach pojawi się w 2015 roku. Czy przed pierwszym meczem? Nie wiem.

Nowy zarząd liczy też, że wreszcie większe efekty da współpraca z UFA. Umowa z firmą zajmującą się marketingiem sportowym trwa od marca 2014 roku, ale żadnego poważnego sponsora na Reymonta nie udało się sprowadzić. - Powierzenie marketingu sportowego zewnętrznej agencji nie jest czymś nowym. Pracowałem jednak w takich miejscach, gdzie liczy się skuteczność. Dlatego nie jesteśmy zadowoleni z działalności UFA - dodał wiceprezes Jankowski, który w Wiśle jest odpowiedzialny za sprawy organizacyjne, np. kontakty z administracją publiczną czy policją, a także nadzoruje marketing. - To musi być skuteczne i efektywne narzędzie zdobywania pieniędzy, a na razie nie jest. Będzie kolejne spotkanie z UFA, na którym wypracujemy, mam nadzieję, skuteczny model.

Licencja - priorytet

Te wszystkie plany mogą wziąć w łeb, jeśli Wisła nie dostanie licencji na sezon 2015/2016. Pierwsze ostrzeżenie dostała pod koniec ubiegłego roku. Nie wywiązywała się ze spłacania zaległości i Komisja ds. Licencji PZPN ukarała ją odjęciem trzech punktów w przyszłych rozgrywkach. Rzutem na taśmę, czyli spłaceniem części długów, udało się ją obniżyć do jednego punktu.

- To jeden z priorytetów. Bez licencji trudno byłoby mówić o dalszych działaniach. Cel jest jasny - Wisła musi wrócić do Europy i dlatego musimy mieć licencję. Sprawdzamy stan zaległości w stosunku do pracowników, trenerów, zawodników na 31 grudnia 2014 roku, a także w stosunku do urzędu skarbowego czy MZPN i PZPN - potwierdza prezes Wisły. - Zaległości powinny być uregulowane lub zostaną zawarte ugody z harmonogramem spłat. Nie jesteśmy w stanie spłacić wszystkich długów w tym momencie, więc zastosujemy rozwiązanie hybrydowe.

Nad Wisłą wiszą też sprawy sądowe, które mogą ją kosztować około 4 mln zł. W Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie 12 marca odbędzie się rozprawa w sprawie Cwetana Genkowa, bo Wisła odwołała się od wyroku FIFA. Przegrała też proces z Adamem Mandziarą o prowizje przy transferach piłkarzy. - Jeśli chodzi o sprawę Genkowa, to w Szwajcarii będą nasi przedstawiciele. Rezerwa kosztowa jest założona na wypadek przegrania odwołania - przyznał Jankowski. - Odwołaliśmy się także od wyroku w sporze z Mandziarą i tyle mogę powiedzieć. Sprawa wciąż się toczy.

Czy nowy prezes Wisły Kraków wyprowadzi klub na prostą?